Bohun i znikające zabawki


Niektórzy z Was pewnie pamiętają, jak Aronek narzekał na mnie, że mu niszczę zabawki. Kto nie pamięta, może sobie zajrzeć TUTAJ

No rzeczywiście, byłam młoda i głupia. Do dziś pamiętam te gumowe jeżyki, którym odpadły nosy... znaczy eeeee... no dobra, to ja im je odgryzłam...


Mamusia pochowała wtedy prawie wszystkie zabawki, bo bała się, że je pozjadam. 

Potem dostałam drewnianą kość do gryzienia, mniam, tylko wióry z niej zostały!
Eh, to były fajne czasy...

Teraz już zmądrzałam i nie niszczę zabawek. Właściwie to ostatnio prawie wcale ich nie dostajemy. Wszystko przez tego wariata Bohuna! 

Bohun, niby taki duży i mądry, a w ogóle nie umie się kulturalnie bawić zabawkami! A niby jest dorosły...

Wszystkie zabawki chce od razu zjadać!

Pewnego razu Piotrek przyniósł nam do zabawy taki fajny sznurek. Ale było wesoło, ganialiśmy się i przeciągaliśmy tym sznurkiem wszyscy razem!

No a potem Bohun zabrał nam sznurek i sznurek znikł...

Zaalarmowana mamusia przeszukała cały dom i powiedziała: "zdaje się że Bohun go połknął!"... 

No i rzeczywiście!

Na szczęście mamusia zna taką sztuczkę, że daje do picia wodę utlenioną i połknięte rzeczy wracają.

Sznurek też wrócił...




Innym znów razem, Bohun zabrał Fibci gryzaka, takie całkiem spore i kolczaste kółeczko. A mamusia dała nam zabawki tylko na malutką chwilę!

Jak tylko zobaczyła, że Fibi nie ma kółka, natychmiast pobiegła do Bohuna i wyciągnęła mu je z buzi, ale okazało się, że już połowa zdążyła zniknąć...

Został ten większy kawałek. 



Ten mniejszy wrócił do nas po wodzie utlenionej.

No ale cały czas brakowało jeszcze jednej części kółeczka i rodzice się bardzo martwili, że Bohun będzie miał chory brzuszek.

Mamusia rozmawiała z naszym Panem Doktorem i on kazał dawać Bohunowi specjalny olej poślizgowy, żeby się kółeczko wyślizgało.

No i wyślizgało się! Po dwunastu dniach!




No, teraz to już mamy prawdziwy szlaban na zabawki!

Wszystko ten łakomczuch chciałby zjadać!

Czasem zabiera sobie ścierkę do podłogi i ucieka z nią do ogródka


ale mamusia boi się że ta ścierka też zniknie i mu ją zabiera...


Jest  tylko jedna zabawka, której Bohun nie może dać rady.

Jest to taki wielki, czarny, gumowy kong.

KONG Extreme "S" - 7 cm
Bohun go bardzo lubi i zawsze stara się go rozgryźć.

Żuje go i żuje, a kong nic!

Chociaż widziałam, że mamusia od czasu do czasu sprawdza czy nie udało się Bohunowi go napocząć. I wyobraźcie sobie, nie udaje się!


Bohun ma fajnie, bo ma zabawkę do gryzienia a Fibi mu jej trochę zazdrości, ale on, niestety, nie lubi się z nikim dzielić...



Ale raz udało się Fibci złapać Bohunową zabawkę. 


Ależ się Fibcia zdziwiła! 

Nasz niepsyjaciel, czyli wróg numer jeden...


Generalnie jesteśmy psami kochającymi wszystkich.

Ale jest jedno jedyne stworzenie, którego cała nasza paczka nie cierpi!

(no może nie takie jedyne, przecież jest też taka jedna ruda, cienko szczekająca zołza zza płota...)

No ale to straszne stworzenie mieszka w naszym domu!

Młodsi domownicy nazywają go Rosie. Podobno przypomina jakąś służącą z kreskówki o Jetsonach, ale ponieważ nie widziałam tej kreskówki, to nie wiem czy rzeczywiście ją przypomina.

Mamusia nazywa go odkurzaczem, a tak naprawdę jest to wielki, żółty, głośno wyjący potwór!

Oczywiście wcale się go nie boimy, ale na wszelki wypadek wolimy  trzymać się od niego z daleka!

Każde z nas ma swoje sposoby, żeby sobie z tym problemem poradzić.

Fibi najczęściej wskakuje na łóżko i patrzy sobie na niego z góry, czyli z bezpiecznej pozycji, no bo odkurzacz łóżka nie tyka.



Gorzej, kiedy potwór zastaje nas w salonie. Fibcia ma wtedy świetną kryjówkę pod niskim stolikiem, bo potwór jest za duży i tam się nie zmieści. Niestety, mieści się tam jego trąba i Fibcia musi w te pędy zmykać, żeby nie zostać pożarta!



Ja mam swój azyl na półpiętrze. I jest tam naprawdę bezpiecznie, patrzę sobie spokojnie na to co potwór wyrabia, ale tylko dopóki nie zacznie sięgać trąbą schodów. Wtedy muszę ewakuować się wyżej. Na szczęście schodów jest w naszym domu dużo. 


No a Bohun?
Bohun oczywiście też się ABSOLUTNIE nie boi żółtego potwora, ale...

No cóż, najczęściej przypomina sobie właśnie wtedy, że ma coś ważnego do załatwienia w ogródku... 

I tyle go potwór widział!


Nie damy się potworom!

O tym co tygry... psy lubią najbardziej.


Bardzo fajne jest nasze psie życie, a już całkiem najfajniejsza jest pora jedzonka...

Kiedy mamusia wraca  do domu, to zaraz siadamy wszyscy razem i zastanawiamy się, czy i tym razem nie zapomni o nas...


Oczywiście chodzi o kolację!...

No ale jak co dzień, okazuje się, że najpierw mamusia robi kolację dla ludzi, a my musimy jeszcze tyyyleee czeeeeekaaaać...


Czasem przy tym czekaniu zdarzy nam się zasnąć przy pustej misce...



Co prawda to akurat nie moja miska, tylko Fibi, ale bardzo mi się ona podoba! Chciałabym też mieć taką...


No ale w końcu zawsze się jakoś doczekamy!

Wszyscy jemy kolację w kuchni, ale każdy w innym kącie, żeby sobie wzajemnie nie przeszkadzać.

Bohun dostaje swoją michę pierwszy. Być może dlatego, że jest samcem Alfa, a może dlatego, że kiedy czeka na jedzenie, to ślina mu cieknie tak bardzo, że mamusia później musi wszystko dookoła wycierać ściereczką. Im więcej czekania, tym więcej wycierania...

No więc dostaje swoją porcję najszybciej.


Potem ja dostaję moje jedzonko, w drugim kącie kuchni...


A miseczkę Fibi mamusia ustawia daleko od nas, bo ona je najwolniej...


My z Bohunem połykamy nasze jedzenie w jedną chwilkę.

Potem zaraz biegniemy sprawdzić nawzajem swoje miski, czy przypadkiem drugiemu coś nie zostało.


no a potem...


potem ustawiamy się w kolejce i czekamy aż ta mała guzdrałka wreszcie skończy jeść!


Mamusia nas trochę musi pilnować, żebyśmy Fibci nie przeszkadzali, bo ona je baaardzo powoli. Pewnie dlatego, że ma małą buzię, nie to co my. No a my bardzo byśmy chcieli zajrzeć szybko do jej miseczki!



No ale nie da się. Mamusia czuwa. Dopiero kiedy Fibcia odejdzie od miski, my możemy sprawdzić, czy coś w niej nie zostało.



Ale niestety, ta miska też już jest zawsze pusta...

Ach, jedzonko to jest to, co tygry... znaczy psy lubią NAJBARDZIEJ!




Nasze skrzydlate stado

Chyba opowiadałam Wam chyba już kiedyś o naszych ptaszyskach? 

Bo nasze stado jest też skrzydlate! W naszym domu mieszka aż pięć papug! 



To jest Cookie, zwana też czasem Fruzią:


A ten bardziej kolorowy to Józek. 


Cookie i Józek są rozellami. Są już z nami od dawna. 

Ale widocznie w domu było za cicho i za spokojnie, bo niedawno przyjechały jeszcze dwie papugi, Berkley i Zigi. One z kolei są aleksandrettami. Berkley to dziewczyna, a Zigi to chłopak. Można go poznać po czarnej obroży na szyi. 


Papugi są fajne, ale trochę dziwne.


Na co dzień mieszkają w takich dużych klatkach, ale często latają sobie po pokoju i strasznie rozrabiają.



Mamusia mówi, że nasz salon przypomina trochę małpi gaj, nie bardzo to rozumiem, bo przecież żadnych małp tam nie ma. Może kiedyś jeszcze przyjadą? 

Ptaszyska mają dużo różnych gałęzi do siadania, ale lubią też siadać sobie w dziwnych miejscach, na przykład na lampie:



Siedzą sobie tak na tej lampie i siedzą, aż nagle obie na raz postanawiają sobie uczesać kuperki:

 

albo sprawdzić co Tatuś ma w komputerze:


albo na widelcu...


albo jak się siedzi na telewizorze...


Powiem szczerze, że trochę dziwnie się czuję, kiedy papugi latają po pokoju. 


Mamusia każe nam wtedy siedzieć spokojnie i nie pozwala ich ganiać...


Mnie to w sumie nie chciało by się za nimi biegać, ale Fibi na pewno bardzo żałuje, że nie można...


Tatuś mówi, że zaganianie to jest Fibci życiowa misja. Kiedyś, w swoim dawnym życiu zaganiała owieczki, a teraz chciałaby zaganiać nasze papugi!

No ale nic z tego, rodzice nie pozwalają jej. 

Ale pilnować pozwalają. 


Ale tylko wtedy, kiedy są schowane w klatce.


No i rzeczywiście Fibcia często ich pilnuje. 


Pewnie żeby nie uciekły. Ani górą, ani dołem... 


No ale ja myślę, że z klatki to raczej nie uciekną. 

Na tych zdjęciach nie widać Bohunka, a to dlatego, że były robione zanim Bohun do nas przyjechał. 

Ale on zupełnie nie zwraca uwagi na papugi, myślę że traktuje je jak każdy nowofundland: ze stoickim spokojem...

Pisałam, że mieszka z nami pięć papug, ale tak naprawdę piąta mieszka na górze, w pokoju Mirci. Ma na imię Krysia i jest nimfą. A tak w ogóle to jest chłopakiem, śmieszne nie ? 

Ale jej historię opowiem Wam już innym razem...




Para jak z samowara :)


Niedługo miną dwa miesiące, odkąd zamieszkał z nami Bohun.

Ojej, dopiero dwa miesiące?!  A mnie wydaje się, że już od dawna jesteśmy razem!

Ja z Bohunem zakumplowałam się bardzo szybko.


Pewnie dlatego, że trochę przypomina mi Aronka.

Oczywiście tylko trochę, bo ma nieco inny charakter, no i nie jest aż takim wielkim psim filozofem (co prawda mamusia mówi, że filozofowanie przyjdzie mu z wiekiem), ale jednak jest prawdziwym, kochanym niufem o wielkim i łagodnym sercu.

No i sam... też jest wielki...

Fibcia na początku się go bała. No cóż, nie ma się  co dziwić: Bohun jest od niej ze cztery razy większy!

Przez kilka pierwszych dni Fibi chowała się przed nim pod stołem i strasznie warczała, kiedy tylko próbował się do niej zbliżyć.


No a że Bohun pod stołem się nie mieści, to przez kilka pierwszych dni na przełamanie lodów praktycznie nie było szans.

Ale ten stan rzeczy bardzo szybko się zmienił... 

Tylko spójrzcie co ta para razem wyrabia!



 


Jeśli macie wrażenie, że to Bohun maltretuje Fibcię, to bardzo się mylicie, bo jest dokładnie na odwrót!

Często siedzę sobie obok i wszystko dokładnie widzę. To ona go zaczepia (ze straszliwym Fibciowym warkotem) i wciąga do szalonej zabawy!



Tylko zobaczcie te zębiska :D  Strach się bać!


No, druga strona, rzecz jasna, nie pozostaje dłużna...


I tak sobie mogą rozrabiać przez pół dnia...  


  
Mamusia na początku trochę się obawiała o to, czy Bohun nie zrobi niechcący Fibci jakiejś krzywdy, ale trzeba przyznać, że jest bardzo ostrożny i delikatny.



Myślę, że nie tylko pierwsze lody są już przełamane. To prawdziwa przyjaźń. 


Taka para jak z samowara :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...