Ale nam się psi-darzyło!


No mówię Wam, nie macie pojęcia co się nam psi-darzyło!

To znaczy, ci co zaglądają do nas na facebooka
to już na pewno wiedzą, bo mamusia już wczoraj napisała parę słów na ten temat.

No ale, jak mi mamusia powiedziała, nie każdy na świecie używa facebooka, więc tutaj, na naszym psim blogu, chciałabym opowiedzieć wam wszystkim o tym, co nam się wczoraj psi-darzyło.

No więc było to tak:

Poszłyśmy z Fibcią (no i z rodzicami oczywiście) na spacerek. 
Pokręciliśmy się trochę tu i tam ... 
aż tu nagle zobaczyłam z daleka takiego dużeeego czarnego psa...

Stał i wyglądał zupełnie jakby na nas czekał... 


Podeszliśmy się przywitać. Z bliska wydał mi się strasznie wieeelki, więc trochę się przestraszyłam...


No ale po bliższym poznaniu okazał się nie być wcale taki straszny!.. Przywitaliśmy się i obwąchaliśmy ze wszystkich stron.


A potem zgodnym krokiem poszliśmy razem na spacer. 


A kiedy tak szliśmy i szliśmy...


... nagle się okazało, że wracamy do naszego domku.

 A ten duży czarny pies wrócił razem z nami!..


Tego się zupełnie nie spodziewałam.

Nie dość, że z nami wrócił do domu, to w dodatku w nim został!

Poznajcie naszego nowego Braciszka. Oto Bohun!



Bohun jest nowofundlandem, tak jak Aron i Misio. Jest do nich bardzo podobny, ale o wiele większy! Ma baaaaardzo dużo futra i  tak naprawdę wygląda jak mały niedźwiadek. 

Ja od razu, po bliższym poznaniu, przestałam się go bać, ale Fibcia trochę dłużej się na niego boczyła. 

Trochę tak, jak gdyby był podobny do odkurzacza, bo przed odkurzaczem Fibi zwiewa na drugi koniec domu. Przed nim też tak na początku zwiewała. A kiedy udało jej się zadekować bezpiecznie pod stołem, to nawet powarkiwała na niego, kiedy chciał się do niej przysunąć. Nie ma co, waleczna z niej bestyjka! 

Ale już jej te strachy przeszły zupełnie. Tatuś mówi, że za parę dni będzie go zaganiała do zabawy, tak jak mnie cały czas zagania. Prawdę mówiąc nie mogę się już tego doczekać!


Dzisiaj byliśmy razem na pierwszym leśnym spacerze. 

Fajnie było. 

Bohun poznawał nasze leśne ścieżki.


I nawet razem próbowaliśmy pozować do zdjęcia:


Jak widać, nie było to wcale proste :)


No ale w końcu prawie się udało :)


O, a tutaj znowu fajna wspólna fotka.



Mam psieczucie, że nadeszły wspaniałe czasy!

My dwie i Bohun! Ale nam się pięknie psi-darzyło!


Zimowe szaleństwa


Obie z Fibcią uwielbiamy zimowe spacery. 

Właściwie uwielbiamy wszystkie spacery, ale ponieważ teraz jest zima, to uwielbiamy zimowe :)


Wspólne chodzenie po lesie jest fajne, ale trochę nudne. 

Trochę więc próbowałyśmy się pobawić...


ale że Fibi jeszcze chodzi na sznurku, zabawa bywa raczej trudna...


Co to za ganianie, kiedy jedna z nas jest przywiązana ciągle do mamusi!


Dziś wreszcie tatuś postanowił puścić Fibcię na chwilkę, żeby mogła sobie ze mną pohasać. 


Nie trwało to długo, ale zupełnie nam wystarczyło!


Ganiałyśmy się jak szalone!!!


Zawsze myślałam, że to ja szybko biegam...


Tak mówił mi Aronek: "Mila, no i po co ty tak szybko biegasz?!..."

Dopiero by się Aronek zdziwił, gdyby poznał Fibi i zobaczył jej dzisiejsze sprinty po lesie...


Mamusia powiedziała, że Fibi ma wmontowany w pupę odrzutowy motorek...


... ale ja myślę, że ona tak tylko żartuje, prawda?


A na koniec spaceru próbowałyśmy sobie zrobić zdjęcie, ale jakoś nie mogłyśmy się dogadać, w którą stronę mamy patrzeć...


 No ale fotka jest :D

Zaczynają się PSO-tki ...

No tak, Fibcia się już prawie całkiem rozgościła. 

Prawie, bo jeszcze czasem jest troszkę nieśmiała. A to nagle odskoczy, kiedy jakiś nowy dźwięk usłyszy, a to do miski z jedzeniem się skrada, tak jak gdyby miska mogła na nią napaść...

Mamusia już drugi raz zmieniła jej miseczkę, bo pierwsza była błyszcząca, więc myślała że Fibi się boi tego świecenia. Druga była za głęboka, bo to była micha nowofundlandzia, więc główka Fibi cała się mieściła do środka. Teraz ma Fibi nową, bardzo śliczną, niedużą, liliową miseczkę i chyba już to będzie jej miseczka na zawsze. Trochę się jeszcze do niej czai, ale mamusia mówi, że na pewno ją polubi, tylko nie możemy jej przeszkadzać w jedzeniu. Może kiedyś ktoś jej przeszkadzał? I dlatego się troszkę boi podchodzić do miski?

Ja tam się nie boję, Pędzę do swojej michy bardzo szybko i ledwo mogę usiedzieć, kiedy mamusia prosi, żebym poczekała chwilę, aż mi miskę postawi w stojaczku. I jem też bardzo szybko, a Fibcia je powolutku i ostrożnie. 

Ale jeśli ktoś myśli, że Fibi to taki spokojny aniołeczek, to się myli! Ciągle mnie zaczepia! 

Najpierw trochę się wahałam, czy wypada tak szybko dać się namówić do wspólnych harców, ale ostatnio już nie zastanawiam się wcale! 

Szalejemy rano i wieczorem!








No, trochę nieostre te fotki mamusi wyszły, to prawda, ale nie było czasu zapozować...



Fajna ta Fibi! 
I cudowne są te nasze zabawy!
Już nie jest mi samotnie i smutno, mam siostrzyczkę!



O tym, jak Fibi życia się uczyła...

Minął już tydzień od dnia, kiedy Fibi przyjechała do naszego domu.

Na początku była nieśmiała i trochę taka jakby zagubiona. A mnie omijała z daleka. Trochę mnie to dziwiło, bo nie jestem przecież żadnym strasznym potworem, raczej nie można się mnie bać! No, ale skoro tak, to starałam się specjalnie jej nie narzucać i nie straszyć.

Mamusia wytłumaczyła mi, że Fibi mieszkała przez całe swoje życie na wsi, w górach, w oborze z owieczkami. Razem z innymi psami pomagała gospodarzom te owieczki wypasać na łące. 

Dlatego jeszcze cały czas niezbyt pewnie się czuje w mieście, w domu, blisko ludzi. 

Mamusia poprosiła, żebym się nią zaopiekowała, żebym pokazała jej wszystkie domowe kąty i opowiedziała o naszych zwyczajach.

Nie uwierzycie, ale Fibi okazała się bardzo pojętną uczennicą!

Już drugiego dnia pojęła do czego służą w naszym domu kanapy:


Na początku troszkę nieśmiało,


ale bardzo szybko pokochała to wylegiwanie się na kanapie.


Szybko nauczyła się też zasiadać w fotelu przed telewizorem.


Hej, to mój fotel! - zauważyłam, kiedy wpakowała się na mój fotel w sypialni.
Fibi nieco się speszyła, aż mi się zrobiło trochę głupio...


więc pozwoliłam jej z niego korzystać, no i ona rzeczywiście teraz korzysta z niego co noc !..


Za to w ciągu dnia, kiedy rodziców nie ma w domu, to sobie razem korzystamy z całej sypialni...


No sami widzicie, pokazałam jej co mogłam. A ona wszystko w mig zrozumiała!

Czasem się trochę przepychamy, no bo na przykład bardzo nie lubię, kiedy ktoś mi zajmuje moje miejsce przy mamusi!


No ale, prawdę mówiąc, Fibi jest często szybsza ode mnie...


 i muszę niestety korzystać z innej kanapy...


Oczywiście cieszę się, że w naszym domu jest dużo foteli i kanap, ale muszę powiedzieć mamusi, że chyba są za małe!

Trzej Królowie i owieczka...


Oj dzieje się u nas, dzieje... 

Od jakiegoś czasu moi ludzie poszeptywali coś między sobą i miałam wrażenie że coś się święci. Zaglądali do kompa i coś tam sobie pokazywali, a potem usłyszałam słowo "owieczka"...

A potem powiedzieli mi, że w święto Trzech Króli będziemy mieć nowego członka rodziny. 

No to pokombinowałam trochę i doszłam do wniosku, że zamieszka z nami pewnie jakaś owieczka, bo mamusia bardzo wełnę kocha i wiem, że zawsze marzyła żeby mieć własną owieczkę, żeby robić z jej wełny sweterki.

No i patrzcie tylko kto przyjechał:


Wczoraj wieczorem wrócili do domu z tajemniczymi minami i zaraz zabrali mnie na spacer. A tam była ona:



Przyglądałam jej się i przyglądałam

Wąchałam i patrzyłam...


Z jednej strony i z drugiej...


Aż w końcu mówię: hehehe, tatusiu, przecież to nie jest żadna owieczka!


No bo okazało się, że to nie jest żadna owieczka, tylko piesek, a właściwie suczka! To moja nowa siostra!

Poznajcie Fibi:


Okazało się, że rodzice tylko żartowali sobie z tą owieczką. Bo Fibi jest psem pasterskim, mieszkała z owieczkami i pasła je na łące, gdzieś tam w górach. A ponieważ od urodzenia mieszkała między nimi, to rodzice żartowali sobie, że pewnie myśli że też jest owieczką...


No ale nie sądzę. Byłyśmy dziś na pierwszym naszym wspólnym spacerze w lesie i Fibi dobrze wie, co robią pieski na spacerach. Wspólnie obwąchałyśmy cały las! Owieczki chyba tego nie robią.


Fibi jest ode mnie i mniejsza, i młodsza. Taka prawdziwie młodsza siostra.



Mamusia mówi, że pupcia Fibi naprawdę wygląda jak pupcia owieczki, bo jest jak kłębek wełenki. I popatrzcie jaki ma krótki ogonek! Zupełnie taki jaki mają owieczki.

A tu chwila odpoczynku:


A tu fotka z mamusią. Nie selfie, bo już wiem, że selfie to trudniejszy rodzaj fotek, nie wiadomo gdzie patrzeć. A tu prosta sprawa, patrzę przed siebie i już :)


Fibi jest cichutka i trochę nieśmiała,  ale od razu załapała, na czym polega kanapowe życie w naszym domu.


Ale chyba najbardziej lubi leżeć na kocyku który przywiozła ze sobą od Pasterzy. 


Bo rodzice znaleźli Fibi na forum Fundacji Pasterze, dokładnie tam gdzie mnie :)

Pamiętajcie, nigdy nie kupujcie psów!

Jest tyle potrzebujących piesków, które szukają kochającego domu...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...