Nasz dom z wygodami.


Nasza psia gromadka ma się bardzo dobrze. 

Okazuje się, że we trójkę jest jeszcze weselej niż we dwójkę! 

Żyje nam się razem bardzo dobrze i ... bardzo wygodnie.

Zobaczcie tylko, jak sobie wygodnie spędzamy nasz psi wolny czas :)


Najczęściej wpadamy do salonu razem z rodzicami i każde z nas sadowi się, gdzie mu się uda. Na szczęście miejsca do siedzenia jest sporo i w sumie każdemu się gdzieś udaje.

My z Fibcią najczęściej okupujemy fotele i kanapy. Tam jest najwygodniej.


Kto pierwszy ten lepszy. Czasem nam trochę ciasnawo, ale to nie szkodzi!


A najwygodniejsze miejsca są oczywiście tuż obok mamusi ...


Zrozumiał to też Bohun i kiedyś, gdy się trochę za bardzo grzebałyśmy, to on pierwszy usadowił się koło mamusi!


Jak widać, bardzo się z tego cieszył, mamusia zresztą chyba też :)


Mamusia mówi, że to znaczy, że się już u nas całkiem zadomowił, a o to właśnie chodzi, żeby poczuł się u nas wygodnie i żeby wiedział, że to jest też jego dom.

No, ja myślę, że tak się właśnie Bohun już czuje, bo niedawno nawet nakryłam go, jak wskoczył na kanapę u mamusi w pokoju i się na niej zdrzemnął...


Musiał się poczuć bardzo wygodnie!

Tylko chyba nie umiał się sam przykryć mamusi kocykiem, bo strasznie go rozkopał...

Mamy prawdziwy dom z wygodami, co nie?




Jeszcze zimowe PSO-tki i fotki :)

Może trudno dziś w to uwierzyć, ale wczorajszy nasz spacer był jeszcze całkiem zimowy...

Hasałyśmy sobie z Fibcią po śniegu jak dwie owieczki.







Bohuna tatuś jeszcze nie puszcza luzem, na razie musi chodzić na spacery na sznurku. Niestety, musi też nosić kaganiec, bo kilka razy chciał nas niespodziewanie bronić przed przechodzącymi obok ludźmi, choć wcale nie wyglądali na groźnych...  

Tatuś mówi, że to pewnie stres i nowe miejsce, ale żeby się naszej bandy ludzie nie bali, to musiał założyć Bohunowi ten kaganiec. Na szczęście Bohun nie narzeka. Dzielnie sobie spaceruje i wcale się nie przejmuje.


Zima się chyba rzeczywiście kończy, więc na pamiątkę zimowych spacerów, rodzice postanowili nam zrobić wspólną fotografię.


No ale znowu nie powiedzieli gdzie mamy się patrzyć!...


Tak więc każde z nas patrzyło tam gdzie mu się wydawało najlepiej.


No jakoś nam to pozowanie zupełnie nie wychodziło...


A mnie prawdę mówiąc zupełnie już to gwiazdorzenie przestało bawić...


Druga próba pozowania, no i znowu to samo...


Ale gdzie mamy patrzeć?


Tu, czy tam?


A może tam i tu ?


No dobra, ustawmy się wreszcie, bo nas w końcu zostawią i sobie pójdą!...


Dziś w tym samym miejscu nie było już śladu śniegu. Tylko samo błotko.

Fajnie, że zdążyliśmy z tą pamiątkową zimową fotką!



Ale nam się psi-darzyło!


No mówię Wam, nie macie pojęcia co się nam psi-darzyło!

To znaczy, ci co zaglądają do nas na facebooka
to już na pewno wiedzą, bo mamusia już wczoraj napisała parę słów na ten temat.

No ale, jak mi mamusia powiedziała, nie każdy na świecie używa facebooka, więc tutaj, na naszym psim blogu, chciałabym opowiedzieć wam wszystkim o tym, co nam się wczoraj psi-darzyło.

No więc było to tak:

Poszłyśmy z Fibcią (no i z rodzicami oczywiście) na spacerek. 
Pokręciliśmy się trochę tu i tam ... 
aż tu nagle zobaczyłam z daleka takiego dużeeego czarnego psa...

Stał i wyglądał zupełnie jakby na nas czekał... 


Podeszliśmy się przywitać. Z bliska wydał mi się strasznie wieeelki, więc trochę się przestraszyłam...


No ale po bliższym poznaniu okazał się nie być wcale taki straszny!.. Przywitaliśmy się i obwąchaliśmy ze wszystkich stron.


A potem zgodnym krokiem poszliśmy razem na spacer. 


A kiedy tak szliśmy i szliśmy...


... nagle się okazało, że wracamy do naszego domku.

 A ten duży czarny pies wrócił razem z nami!..


Tego się zupełnie nie spodziewałam.

Nie dość, że z nami wrócił do domu, to w dodatku w nim został!

Poznajcie naszego nowego Braciszka. Oto Bohun!



Bohun jest nowofundlandem, tak jak Aron i Misio. Jest do nich bardzo podobny, ale o wiele większy! Ma baaaaardzo dużo futra i  tak naprawdę wygląda jak mały niedźwiadek. 

Ja od razu, po bliższym poznaniu, przestałam się go bać, ale Fibcia trochę dłużej się na niego boczyła. 

Trochę tak, jak gdyby był podobny do odkurzacza, bo przed odkurzaczem Fibi zwiewa na drugi koniec domu. Przed nim też tak na początku zwiewała. A kiedy udało jej się zadekować bezpiecznie pod stołem, to nawet powarkiwała na niego, kiedy chciał się do niej przysunąć. Nie ma co, waleczna z niej bestyjka! 

Ale już jej te strachy przeszły zupełnie. Tatuś mówi, że za parę dni będzie go zaganiała do zabawy, tak jak mnie cały czas zagania. Prawdę mówiąc nie mogę się już tego doczekać!


Dzisiaj byliśmy razem na pierwszym leśnym spacerze. 

Fajnie było. 

Bohun poznawał nasze leśne ścieżki.


I nawet razem próbowaliśmy pozować do zdjęcia:


Jak widać, nie było to wcale proste :)


No ale w końcu prawie się udało :)


O, a tutaj znowu fajna wspólna fotka.



Mam psieczucie, że nadeszły wspaniałe czasy!

My dwie i Bohun! Ale nam się pięknie psi-darzyło!


Zimowe szaleństwa


Obie z Fibcią uwielbiamy zimowe spacery. 

Właściwie uwielbiamy wszystkie spacery, ale ponieważ teraz jest zima, to uwielbiamy zimowe :)


Wspólne chodzenie po lesie jest fajne, ale trochę nudne. 

Trochę więc próbowałyśmy się pobawić...


ale że Fibi jeszcze chodzi na sznurku, zabawa bywa raczej trudna...


Co to za ganianie, kiedy jedna z nas jest przywiązana ciągle do mamusi!


Dziś wreszcie tatuś postanowił puścić Fibcię na chwilkę, żeby mogła sobie ze mną pohasać. 


Nie trwało to długo, ale zupełnie nam wystarczyło!


Ganiałyśmy się jak szalone!!!


Zawsze myślałam, że to ja szybko biegam...


Tak mówił mi Aronek: "Mila, no i po co ty tak szybko biegasz?!..."

Dopiero by się Aronek zdziwił, gdyby poznał Fibi i zobaczył jej dzisiejsze sprinty po lesie...


Mamusia powiedziała, że Fibi ma wmontowany w pupę odrzutowy motorek...


... ale ja myślę, że ona tak tylko żartuje, prawda?


A na koniec spaceru próbowałyśmy sobie zrobić zdjęcie, ale jakoś nie mogłyśmy się dogadać, w którą stronę mamy patrzeć...


 No ale fotka jest :D

Zaczynają się PSO-tki ...

No tak, Fibcia się już prawie całkiem rozgościła. 

Prawie, bo jeszcze czasem jest troszkę nieśmiała. A to nagle odskoczy, kiedy jakiś nowy dźwięk usłyszy, a to do miski z jedzeniem się skrada, tak jak gdyby miska mogła na nią napaść...

Mamusia już drugi raz zmieniła jej miseczkę, bo pierwsza była błyszcząca, więc myślała że Fibi się boi tego świecenia. Druga była za głęboka, bo to była micha nowofundlandzia, więc główka Fibi cała się mieściła do środka. Teraz ma Fibi nową, bardzo śliczną, niedużą, liliową miseczkę i chyba już to będzie jej miseczka na zawsze. Trochę się jeszcze do niej czai, ale mamusia mówi, że na pewno ją polubi, tylko nie możemy jej przeszkadzać w jedzeniu. Może kiedyś ktoś jej przeszkadzał? I dlatego się troszkę boi podchodzić do miski?

Ja tam się nie boję, Pędzę do swojej michy bardzo szybko i ledwo mogę usiedzieć, kiedy mamusia prosi, żebym poczekała chwilę, aż mi miskę postawi w stojaczku. I jem też bardzo szybko, a Fibcia je powolutku i ostrożnie. 

Ale jeśli ktoś myśli, że Fibi to taki spokojny aniołeczek, to się myli! Ciągle mnie zaczepia! 

Najpierw trochę się wahałam, czy wypada tak szybko dać się namówić do wspólnych harców, ale ostatnio już nie zastanawiam się wcale! 

Szalejemy rano i wieczorem!








No, trochę nieostre te fotki mamusi wyszły, to prawda, ale nie było czasu zapozować...



Fajna ta Fibi! 
I cudowne są te nasze zabawy!
Już nie jest mi samotnie i smutno, mam siostrzyczkę!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...