Psi feromon czyli jak uspokoić człowieka

.
Psi nasz żywot płynie sobie powolutku, Misiek przyzwyczaja się do rytmu naszego domowego życia, ja przyzwyczajam się do Miśka. Nie jest źle!
.
Misio zrobił się o wiele spokojniejszy niż był na początku.
.
Trochę jeszcze świruje, kiedy rodzina wychodzi z domu, ale wydaje mi się że powoli dociera do niego, że skoro wrócili już ponad 30 razy, to jest duża szansa że za każdym razem jednak wrócą do domu i nie zostawią nas tu samych. Ja już to wiem i chociaż zawsze mi trochę smutno kiedy sobie idą, to wiem że wrócą i dadzą nam kolację.
.
W celu uspokojenia Miśka, Mamusia i Tatuś zakupili taką specjalną buteleczkę z czymś co nazwali psim feromonem i co podłączyli do kontaktu, żeby wydzielało uspokajający zapach.

Głównie chodziło im o to, że bali się żebyśmy się nie kłócili kiedy zostajemy sami.
.
E tam zaraz kłócić, faktycznie zdarzyło nam się na początku kilka razy nawrzeszczeć sobie w twarz, a nawet kłapnąć i zgrzytnąć zębami, ale to wszystko dlatego, że obaj się chyba baliśmy nowej sytuacji. Ja, bo nie wiedziałem czy przypadkiem ten nowy nie zamierza mnie wygryźć z mojej rodzinki, a on pewnie myślał że jestem jakimś groźnym gościem i że będzie musiał walczyć o pozycję w stadzie.
.
No więc powiesili tę buteleczkę przyczepioną do kontaktu, no i cieszyli się że przestaliśmy się na siebie boczyć i że nauczyliśmy się spędzać te wspólne chwile czekania razem i spokojnie.
.
Trochę tylko się dziwili że lekarstwo które miało uspokajać też Miśkową nadpobudliwość, jakoś nie przeszkadza mu w codziennym rujnowaniu kuchni. Bo on po tym pierwszym występie z kaszami i mąkami, codziennie rano latał do kuchni odkrywać jakieś nowe nie zamknięte szafki, a to obgryzał deskę do krojenia chleba czy drewniane łyżki, a to surowe kartofle z koszyka, jak mama pochowała kartofle, to nawet i cebulę próbował zjeść, a w końcu nawet i sam koszyk… Były też w robocie garnki i patelnie z ostatniej nie zamkniętej szafki, ale tam nic się dało nadgryźć, więc tylko je powyciągał do przedpokoju.
No nie ukrywam, że było na co popatrzeć, he he he.
.
„No widać ten feromon nie jest doskonały” powiedziała Mamusia, „dobrze że chociaż działa tak świetnie na agresję, człowiek może być spokojny o to że się nie pogryzą”.
.
I wszystko było fajnie, aż tu nagle po trzech tygodniach Tatuś zauważył że tego lekarstwa wcale
nie ubywa z buteleczki, a miało wystarczyć tylko na jeden miesiąc.
.
Strasznie się śmiali, kiedy odkryli, że kontakt cały czas był zepsuty i feromon zamiast się wydzielać i uspokajać Miśka, siedział sobie jak dżin w butelce i działał uspokajająco wyłącznie na nich ...
.
No i teraz już wiem że psie feromony uspokoić też mogą ludzi.
.
I o to w sumie chodzi, nie?
.
.
.
To właśnie my i ten "cudowny" feromon...
.

.
.
P.S.Mama stwierdziła że przez tyle lat nikt nie umiał naszej rodziny nauczyć utrzymania porządku w kuchni i chowania wszystkiego na miejsce. Dopiero Misiek to osiągnął...
.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...