Zimowe spacerowanie



No i przyszła wreszcie moja ukochana zima!..

Dziś pojechaliśmy do lasu. Było tam trochę śniegu.

Niedużo, ale od razu wszystko inaczej zaczęło pachnieć.

Więc sobie chodziłem i wąchałem wszystko po kolei.


A Milka biegała tu i tam jak szalona ...





No ale czasem razem ze mną zachwycała się zimowymi zapachami...


I nawet usiadła ze mną na chwilkę żeby odsapnąć.


A potem poszliśmy dalej w las...


i pod górę ...


O matko, czy naprawdę tam musimy wchodzić ? - spytałem


No pewnie! A najlepiej wbiec!!! - krzyknęła Milka


Wbiec i zbiec!


Hopsa, hopsa, wbiec i zbiec!


A jak już się wbiegnie na samą górę...


To się zbiega zaraz na sam dół, a potem
co sił w łapkach
wbiega ...


szybciej i szybciej ...


z powrotem na szczyt ...


już prawie prawie ...


i już jestem znów na górze!


- Eee tam, to ja dziękuję uprzejmie za takie bieganie... - powiedziałem sobie


i poszedłem znowu wąchać zimowe ślady...


Taka sobie PSIE-rwa

No przyznaję się, trochę milczałem. Można by to nazwać taką małą PSIE-rwą ...
Ale już się poprawiam.

Co u nas słychać? Ano fajnie wszystko, szczególnie od kiedy Mila nie musi chodzić w sukience.
Bo chodziła, o w takiej:


To był właściwie taki niby fartuszek, czy coś. No nie znam się za bardzo...

 Milka go w każdym razie nie lubiła, ale nie było rady. Mamusia jej porządnie zawiązywała te tasiemki na górze i nie dało rady rozwiązać.

Nawet wynaleziona przez Milę metoda "na krzaczora" nic nie dała. Krzaki najwyżej trochę porozrywały materiał, ale tasiemki jak były zawiązane tak zostawały.

Mamusia potem zawsze trochę na Milkę pokrzyczała, ale ona się i tak nie dała do tej metody zrazić.

Ja to, na przykład, dobrze rozumiem. No ale wiadomo, ludzie inaczej na wszystko patrzą...

Jak widać, Milka wykorzystała też sytuację i czas spędzała głównie na kanapie:


Ale trochę też czasu leżeliśmy sobie razem w ogródku:


Mamusia kazała Milce brać przykład ze mnie, czyli zachowywać się spokojnie, nie biegać, nie szaleć i nie szczekać bez sensu.

No i ona naprawdę próbowała się czasem tego trzymać, no... znaczy... przynajmniej wtedy kiedy mamusia była blisko...

No ale na szczęście to wszystko nie trwało tak długo.

Oto fotki z naszej niedawnej wyprawy do lasu.

To znaczy mnie możecie bez problemu zobaczyć, o :


Ale Milki się właściwie zobaczyć nie da, no ale przynajmniej widać że tam była, bo mamusi aparat nie nadążał za jej biegami po lesie:


Widać trochę, co nie?

No i to by było tak z grubsza co u nas ostatnio.

A dziś to już chyba zima przyszła. Nareszcie!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...