Jeszcze zimowe PSO-tki i fotki :)

Może trudno dziś w to uwierzyć, ale wczorajszy nasz spacer był jeszcze całkiem zimowy...

Hasałyśmy sobie z Fibcią po śniegu jak dwie owieczki.







Bohuna tatuś jeszcze nie puszcza luzem, na razie musi chodzić na spacery na sznurku. Niestety, musi też nosić kaganiec, bo kilka razy chciał nas niespodziewanie bronić przed przechodzącymi obok ludźmi, choć wcale nie wyglądali na groźnych...  

Tatuś mówi, że to pewnie stres i nowe miejsce, ale żeby się naszej bandy ludzie nie bali, to musiał założyć Bohunowi ten kaganiec. Na szczęście Bohun nie narzeka. Dzielnie sobie spaceruje i wcale się nie przejmuje.


Zima się chyba rzeczywiście kończy, więc na pamiątkę zimowych spacerów, rodzice postanowili nam zrobić wspólną fotografię.


No ale znowu nie powiedzieli gdzie mamy się patrzyć!...


Tak więc każde z nas patrzyło tam gdzie mu się wydawało najlepiej.


No jakoś nam to pozowanie zupełnie nie wychodziło...


A mnie prawdę mówiąc zupełnie już to gwiazdorzenie przestało bawić...


Druga próba pozowania, no i znowu to samo...


Ale gdzie mamy patrzeć?


Tu, czy tam?


A może tam i tu ?


No dobra, ustawmy się wreszcie, bo nas w końcu zostawią i sobie pójdą!...


Dziś w tym samym miejscu nie było już śladu śniegu. Tylko samo błotko.

Fajnie, że zdążyliśmy z tą pamiątkową zimową fotką!



Ale nam się psi-darzyło!


No mówię Wam, nie macie pojęcia co się nam psi-darzyło!

To znaczy, ci co zaglądają do nas na facebooka
to już na pewno wiedzą, bo mamusia już wczoraj napisała parę słów na ten temat.

No ale, jak mi mamusia powiedziała, nie każdy na świecie używa facebooka, więc tutaj, na naszym psim blogu, chciałabym opowiedzieć wam wszystkim o tym, co nam się wczoraj psi-darzyło.

No więc było to tak:

Poszłyśmy z Fibcią (no i z rodzicami oczywiście) na spacerek. 
Pokręciliśmy się trochę tu i tam ... 
aż tu nagle zobaczyłam z daleka takiego dużeeego czarnego psa...

Stał i wyglądał zupełnie jakby na nas czekał... 


Podeszliśmy się przywitać. Z bliska wydał mi się strasznie wieeelki, więc trochę się przestraszyłam...


No ale po bliższym poznaniu okazał się nie być wcale taki straszny!.. Przywitaliśmy się i obwąchaliśmy ze wszystkich stron.


A potem zgodnym krokiem poszliśmy razem na spacer. 


A kiedy tak szliśmy i szliśmy...


... nagle się okazało, że wracamy do naszego domku.

 A ten duży czarny pies wrócił razem z nami!..


Tego się zupełnie nie spodziewałam.

Nie dość, że z nami wrócił do domu, to w dodatku w nim został!

Poznajcie naszego nowego Braciszka. Oto Bohun!



Bohun jest nowofundlandem, tak jak Aron i Misio. Jest do nich bardzo podobny, ale o wiele większy! Ma baaaaardzo dużo futra i  tak naprawdę wygląda jak mały niedźwiadek. 

Ja od razu, po bliższym poznaniu, przestałam się go bać, ale Fibcia trochę dłużej się na niego boczyła. 

Trochę tak, jak gdyby był podobny do odkurzacza, bo przed odkurzaczem Fibi zwiewa na drugi koniec domu. Przed nim też tak na początku zwiewała. A kiedy udało jej się zadekować bezpiecznie pod stołem, to nawet powarkiwała na niego, kiedy chciał się do niej przysunąć. Nie ma co, waleczna z niej bestyjka! 

Ale już jej te strachy przeszły zupełnie. Tatuś mówi, że za parę dni będzie go zaganiała do zabawy, tak jak mnie cały czas zagania. Prawdę mówiąc nie mogę się już tego doczekać!


Dzisiaj byliśmy razem na pierwszym leśnym spacerze. 

Fajnie było. 

Bohun poznawał nasze leśne ścieżki.


I nawet razem próbowaliśmy pozować do zdjęcia:


Jak widać, nie było to wcale proste :)


No ale w końcu prawie się udało :)


O, a tutaj znowu fajna wspólna fotka.



Mam psieczucie, że nadeszły wspaniałe czasy!

My dwie i Bohun! Ale nam się pięknie psi-darzyło!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...