Jak każda dziewczyna, Milka ciągle sprząta. Najchętniej sprząta podłogę w kuchni i w salonie.
W kuchni to wiadomo, ciągle coś spada domownikom na podłogę, a to jakiś okruszek, a to jakiś paproszek. Milka żadnemu nie przepuści! Wszystko jest zaraz posprzątane, do czysta!
Mamusia się śmieje, że już nigdy nie będzie musiała w kuchni odkurzać, bo ma takiego małego robocika co ciągle biega i pochłania paproszki.
Milka chętnie sprzątałaby też blaty w kuchni, ale ten pomysł się już mamusi nie podoba, w sumie nie wiem dlaczego, ja też mógłbym jej czasem pomóc. We dwójkę to szybko byśmy się uwinęli!
Ze dwa razy udało się Mili sprzątnąć z blatu coś konkretniejszego.
Raz były to gołąbki z rondelka, przynajmniej mamusia tak mówiła, bo Mila mi później wytłumaczyła, że tam żadnych gołąbków nie było, tylko kapusta i mięso, ale też pyszne... W każdym razie tatuś i mamusia byli bardzo zdenerwowani, bo Mila miała ponoć wrażliwy brzuszek i nie wolno jej było jeść niczego poza specjalną karmą. No ale chyba zapomnieli jej o tym powiedzieć.
Nic jej nie było ani po tym, ani po szarlotce którą kiedyś mamusia zostawiła "na chwilę" na blacie. To była jej ostatnia chwila hehe...
No a Mila znaczy brzuszek już ma zdrowy.
Potem jeszcze wyżarła tatusiowi chałwę z pudełeczka, a kiedyś wypiła mamusi maślankę z kubka i wszyscy się dziwili jak ona to zrobiła, bo kubek stał dalej sobie spokojnie na blacie a dookoła nie było ani jednej kropli maślanki. W kubku też nie.
Cała rodzinka przy Milce nauczyła się trochę porządku, wszyscy bardzo uważają żeby nie zostawiać jedzenia na wierzchu, wielka szkoda...
Raz nawet kiedy chłopcy upiekli ciasto i musieli zostawić je na blacie żeby wystygło, to położyli na nim kartkę gdzie było napisane specjalnie do nas, żebyśmy nie zjadali. No i ja przeczytałem i nie pozwoliłem Milce go sprzątnąć. Mama się potem z chłopców śmiała, że niby do psów piszą, trochę byłem oburzony, no bo przecież nie zjedliśmy, to znaczy że zrozumieliśmy.
Mamusia mówi, że w porównaniu z Milką to ja jestem czarnym aniołkiem, bo nie muszą się bać że coś im sprzątnę ze stołu.
Co prawda raz to zrobiłem, ale wtedy byłem bardzo bardzo głodny, a oni zostawili na wierzchu wieeelki kawał upieczonego mięsa. Pyszne było...
Mówili, że zjadłem ich świąteczny obiad. Coś tam jednak potem sobie zjedli, a ja przynajmniej przestałem być tak głodny...
Najbardziej rodzice martwią się kiedy Mila zjada rzeczy niejadalne.
Pokój z butami został przed nami zamknięty, więc poza jednym kapciem Mamusi, który Milka wyniosła kiedyś do ogródka, nie udało jej się w tym temacie narozrabiać.
Kiedyś jednak odkryła, że wspaniałą zabawką są również skarpetki. I dużo łatwiej je znaleźć.
No i już ma na swoim koncie kilka zjedzonych do połowy, jedną w całości, a z jeszcze inną się jej nie udało. Pewnie była za duża i Milka ją wykrztusiła z siebie na oczach całej rodziny, budząc powszechne przerażenie...
Raz to nawet Mamusia była z nią u pana doktora, żeby jej zajrzał do brzuszka taką specjalną maszyną w poszukiwaniu skarpetki, ale okazało się że skarpetek nie widać na zdjęciach. I zresztą nic poważnego to nie było. Co połknęła, to sobie samo wyszło i tyle. O co tu się martwić.
Tak, a co do sprzątania, to jeszcze Milka salon sprzątać uwielbia. Tam stoi wielka klatka, w której mieszkają nasze papugi. Są tylko dwie, ale śmiecą za dziesięć. W ogóle nie potrafią jeść nad miską i rozsypują pełno skorupek od tych swoich ziarenek.
A Milka je wszystkie zjada.
Kiedyś nawet powąchałem te skorupki, żeby się przekonać czy ciekawie pachną, ale skąd! No po prostu kolejne paproszki. Co ona w nich widzi to ja nie wiem. Może po prostu naprawdę chce pomóc Mamusi w sprzątaniu?
Dobra z niej dziewczynka!
Ostatnio zauważyłem, że Milka ma też ochotę sprzątać moją miskę. Gdyby nie mamusia, która staje pomiędzy nią a mną, to sprzątnęłaby mi wszystko!
Co ja poradzę że wolniej od niej jem, a ona zaraz przybiega i zagląda żeby zobaczyć ile mi jeszcze w misce zostało. No to ja się uprzejmie odsuwam... A ona zaraz sprząta...
Ehh, co za czyścioszka...





