Nie wiem kiedy to się stało, ale z tej małej, czarnej, piszczącej kluseczki nagle zrobił się prawdziwy piesek!
Nie dość, że prawdziwy, to jeszcze okropnie rozrabiacki! Całymi dniami Vida by się tylko bawiła, biegała, i gryzła co jej tylko wpadnie do pyska !
Aria jest naprawdę bardzo dzielną mamusią, że to wszystko wytrzymuje. A nawet całkiem chętnie się z tą małą rozrabiaką bawi!
Mamusia mówi, że Aria jest jeszcze sama młodziutka i dlatego tak lubi się bawić ze swoją córeczką. No prawda, że mnie na pewno by nikt do tego nie zmusił! Nie, żebym była jakaś strasznie stara, ale poważna jestem i tyle!
Vida często próbuje mnie wciągnąć do swoich swawoli, ale nic z tego, mam swoją godność i nie lubię się tarzać ani ganiać ze szmatami w pysku! Czasem muszę porządnie warknąć, żeby to zrozumiała.
A i tak mam wrażenie, że nic nie rozumie, bo za parę chwil znów mnie napada i znowu muszę jej od początku wszystko tłumaczyć...
Eh, te dzieci...
Dopóki była małą śmieszną kluseczką, to lubiłam do niej zaglądać, taki był mały z niej PSIAniołecek ...
A teraz to już raczej staram się trzymać z daleka, kto by miał cierpliwość do takiego łobuza!
Na szczęście, jak już się tak mocno wyszaleje, to najczęściej pada tam gdzie była i od razu zasypia!
Mamusia mówi, że ona ma w sobie taką bateryjkę, która po jakimś czasie się całkiem wyczerpuje i musi się znów naładować, żeby mieć siłę na dalszą zabawę.
Może faktycznie coś w tym jest, ale ja bym wolała żeby miała jeszcze taki mały guziczek, którym można by ją wyłączyć kiedy już ma się dosyć tego wariactwa!
Zobaczcie tylko jaka już jest wielka!
Nie mam pojęcia jak ona to robi, ale codziennie wydaje się być większa!
A minkę potrafi robić bardzo niewinną, prawda?
Prawdziwy z niej PSIAniołecek, co nie ?






















