7.08.2022
13.07.2022
PSIAniołecek ;)
7.07.2022
Psi maluszek
Okazało się poza tym że ta mała Vida nie jest aż taka mała!
Tą wagą zresztą rodzice strasznie się wciąż interesowali, mała była ważona rano i wieczorem, a nawet na lodówce zawisł taki rejestr!
Jak widać "maleństwo" rosło jak na drożdżach, rosło i rosło, aż w końcu mamusia się z tym ważeniem poddała. Właściwie to nie wiem czy dlatego że miejsce na kartce się skończyło, czy dlatego że waga kuchenna nie chciała już współpracować z ciężarem powyżej dwóch i pół kilo. A poza tym Vida też nie bardzo chciała współpracować przy ważeniu: wierciła się i uciekała z wagi. Nie pomogło nawet wkładanie jej do pudełka, bo ciągle z tego pudełka wyłaziła!
27.06.2022
Psia opera w dwóch aktach...
Wspominałam chyba już, że się dzieje ?
No dzieje się ...
Pewnego marcowego wieczoru rodzice zaczęli coś szeptać między sobą. Ciekawska z natury nie jestem, ale udało mi się usłyszeć że o muzyce mowa: o ariach operowych czy jakoś tak. No trochę dziwna sprawa, bo rzadko chyba do opery chodzą. Śpiewają w domu też nieczęsto, choć czasem to i owszem, słyszę jak mamusia coś tam sobie nuci, albo śpiewa jak jedziemy razem samochodem i słuchamy muzyki, ale żeby zaraz miała wystąpić w operze ? I jeszcze coś o wilkach mówili, ale że żadnej opery o wilkach nie znam, to myślałam że mi się wydawało.
No i okazało się kilka dni później, że faktycznie nie o operę o wilkach chodziło!
Pojechali gdzieś w sobotę, mówili że zaraz wrócą. Po czym wraca sama mamusia i bierze mnie i Fibi na spacer. Zwariowała ? - myślę sobie - o tej porze? - no, ale spaceru się nie odmawia, więc lecimy...
No i sami popatrzcie co było dalej ...
To właśnie właśnie była ONA. Aria. Aria ma na imię. Nasza nowa siostra, wilczyca. Taka to właśnie ta nasza opera...
Od samego początku poczułam do niej sympatię, choć poczułam również wiele innych rzeczy, a głównie zapachów i to niekoniecznie ładnych. Okazało się że Aria błąkała się jakiś czas po świecie, ktoś ją w końcu znalazł i zaprowadził do schroniska. A tam ją znalazł tatuś.
A że spędziła w plenerach chyba długi czas, to chyba dawno się nie kąpała, bo straaasznie była brudna!
No i chuda strasznie była. Ale wiadomo że w naszej rodzince chudych nie ma, więc i ona niedługo będzie okrąglutka ...
Tak więc pierwsze jej doświadczenie u nas w domu to była kąpiel. I to niejedna, bo jedna nie wystarczyła żeby zmyć wszystkie ślady i zapachy. Ale że dziewczyna dzielna i grzeczna, pozwoliła się wyczyścić bez problemu.
i od razu lepsza minka!
Mamusia ma jeszcze jedną teorię a propos Vidy, ale o niej opowiem w następnej notce.
21.06.2022
Psie...mijanie...
Witajcie Kochani. To ja, Mila.
Bardzo długo nic nie pisałam, mamusia mówi że już pewnie nikt tu już wcale nie zagląda, ale mam nadzieję, że może jednak ktoś zajrzy kiedy do Was znów napiszę, prawda?
Ostatnio pisał tutaj Bohunek, ale niestety już go z nami nie ma...
Smutno bardzo. Ciężko się pogodzić z psie...mijaniem...
Cudowny to był Braciszek, przeżyliśmy razem pięć wspaniałych lat. Aż pięć i tylko pięć. Zawsze za mało. Strasznie nam go wszystkim brak.
To prawda, że na początku czułyśmy do niego lekką rezerwę, te pierwsze dni były może trochę trudne, zwłaszcza dla Fibci, która się go nawet chyba bała, ale przecież potem nie było bardziej zgranej psiej rodzinki od naszej!
Bardzo kochałyśmy naszego Bohunka! Nawet kiedy udawało się mu pierwszemu władować na kanapę mamusi i zająć całe miejsce, nie zostawiając dla nas nawet wolnego skraweczka!
Na szczęście szybko się tą kanapą nudził, o czym dobrze wiedziałyśmy, i jak tylko postanawiał zmienić miejsce wylegiwania, to biegłyśmy pędem, żeby zająć nasze miejsce przy mamusi.
Oj, to miejsce na kanapie obok mamusi jest naprawdę fajne! Co wieczór po kolacji urządzaliśmy wyścigi, kto pierwszy je zajmie. Czasami, ale bardzo rzadko, mieściliśmy się wszyscy! No ale przyznać trzeba że nie wszystkim było wygodnie...
A trzeba było zobaczyć harce jakie Bohun z Fibcią wyprawiali w kuchni! No, co prawda to głównie Fibi wyprawiała te harce, warcząc przy tym jakby chciała połknąć Bohunka żywcem. Bohun, jak na nowofundlanda przystało, uprawiał harców wersję bardziej stateczną, można by ją nawet nazwać naukowo "ekstensywną", no ale koniec końców harce się odbywały, jak sami możecie zobaczyć.
Ja raczej trzymam się z boku przy tych psich harcach, wydaje mi się że trochę mi już nie wypada szaleć jak jakiemuś szczeniakowi. Mam swoje latka, mam swoją berneńską powagę i nie będę szarpać się z nikim za kudły, a tym bardziej udawać że mnie to bawi...
A skoro mowa o szczeniakach, to w zeszłym roku mieliśmy taki dość trudny do wytrzymania czas, kiedy przyjeżdżała do nas z wizytą (niejedną!) mała sunia Panda, która na co dzień mieszka z Martą. To była rozrabiaka jakich mało!
Słodka, prawda? Ale ciągle się chciała ze wszystkimi nami witać, całować, ganiać, podgryzać... Doprawdy nie mam pojęcia skąd małe pieski biorą tyle siły i energii! I w dodatku zupełnie nie reagują na pouczenia, jakich rzecz jasna nieraz próbowałam udzielić!
Fibcia ma swoje metody w takich trudnych chwilach, po prostu włazi gdzieś pod łóżko i nikt jej nie namówi na wyjście. No ale mnie nie wypada przecież wciskać się pod meble, nie ma mowy - w moim wieku i przy mojej pozycji, absolutnie wykluczone! No to warczałam na nią i próbowałam udzielać wskazówek wychowawczych, ale przyznać muszę, że z kiepskim dość powodzeniem.
I tu właśnie Bohun okazywał się najlepszym wujkiem dla małej rozrabiaki. Nic sobie nie robił z jej figli, mogła skakać wokół niego (i po nim) bez cienia protestu z jego strony. Nawet myślę że to lubił ... Taką fajną sztamę mieli.
Pandzia dość szybko zresztą wydoroślała i zmądrzała. A może to czas tak szybko leci? W każdym razie teraz kiedy przyjeżdża nie robi już takiej zadymy. Fajnie się wpasowała do naszej rodzinki. No tylko kochanego Wujka już niestety z nami nie ma...
Jak już wspominam o małej Pandzi, napiszę też o innych naszych psi-kuzynkach. One z kolei mieszkają z Piotrkiem. Bliźniaczki. Bibi i Bubu.
Bohunek też je bardzo lubił, choć czasem miałam wrażenie że podczas ich wizyt nie do końca nadążał z ich obserwacją, która dla każdego jest trudna, a co dopiero dla niufa, który z samej definicji jest psem powolnym w obserwacjach (no może oprócz obserwacji kuchennych) . One natomiast potrafią w ciągu trzech sekund trzy razy zmienić miejsce pobytu. I to naprzemiennie, tak żeby nikt nie wiedział która gdzie siedziała i gdzie siedzi teraz. Takie już są tajemnicze te nasze psiekuzyneczki ... :)
Wspomniałam o kuchennych obserwacjach Bohuna, no tak, był w tym prawdziwym mistrzem. Z odległości kilkudzięsięciu metrów potrafił usłyszeć stukot noża mamusi krojącego cokolwiek: ogórki, kapustę czy cukinię. Natychmiast zjawiał się tuż obok gotów do degustacji.
A kochał warzywka ten nasz Bohunek bardzo! Nawet ja przy nim czasem próbowałam cukinii czy ogórka, przyznaję że już tego nie robię. Jednak w towarzystwie wszystko lepiej smakuje!
Bohun kochał też jabłka i często dostawał je do zjedzenia. Na naszej wsi, gdzie spędzamy weekendy, a już niedługo podobno zamieszkamy na stałe, jabłek jest dużo, więc było co pochrupać. Akurat ja ich jakoś nie lubię. Ale Bohunek za nimi przepadał. Jabłka, gruszki, oraz ...pomidorki prosto z krzaka...
Smutno i pusto mi w tym roku bez niego tu na wsi.
Hmmm.... choć, właściwie PUSTO to może nie jest odpowiednie słowo.
W następnym poście opowiem Wam więcej na ten temat.
Mam nadzieję że ktoś tu jednak do mnie zajrzał.
Dajcie znak że warto znów pisać.
Obiecuję że będę pisać więcej. Bo i jest o czym, słowo daję ...
Ściski i głaski, jak mawia moja mamusia.
Wasza Mila.


















































