Kto z kim psy-staje ...

Podobno psy i ich właściciele robią się do siebie podobni.
Hmmmm, czy ja wiem?
Niby w czym?
Co prawda, jak się tak troszkę zastanowię,
to może i by się znalazły jakies podobne cechy...
.
Ale najbardziej to się robimy podobni do siebie z Miśkiem. Przynajmniej tak twierdzi Mamusia.
.
Ja zawsze byłem wielkim pieszczochem, chyba już taki się urodziłem.
Kiedy uda mi się namówić kogoś na pieszczoty (tak naprawdę to nie trzeba ich długo namawiać), to niełatwo odpuszczam!
- No jeszcze troszkę, no co tak krótko! - Zastępuję im drogę, nie dam tak łatwo odejść, albo łapię łapami za nogi, prawie zawsze to działa, głaszczą chętnie i drapią za uszami, uwielbiam to!
.
Misiek na początku nie był taki. Podchodził chętnie, dał się troszkę pogłaskać i leciał dalej, przed siebie. Taki z niego był raczej wiercipięta.
No ale teraz to już mam w nim prawdziwego konkurenta do pieszczochów! Wyraźnie podejrzał to u mnie i mu się spodobało. Wcale mu się nie dziwię...
.
Mamusia mówi że Misiek zrobił się też prawie takim samym leniuszkiem jak ja, czyli jeszcze bardziej "znowofundlandział" :)
No bo ta nasza rasa tak ma.
Jak już człowiek, eeee.... znaczy pies jak już sobie wygodnie leży, to nie po to żeby na każde zawołanie wstawać i lecieć, o nie!
.
Nowofundland musi się najpierw:
.
- ocknąć z nowofundlandziego zamyślenia,
.
- upewnić się że to co mu się wydawało że słyszał to naprawdę słyszał i to było wołanie
.
- jeszcze raz się upewnić że to wołanie było na pewno do niego
.
- zastanowić się o co właściwie im może chodzić
.
- zamknąć oczy i próbować przeczekać... (czasem rezygnują)
.
- przemyśleć sprawę raz jeszcze, no i wtedy
.
- ewentualnie wstać i podejść, ale też niekoniecznie.
.
Mamusia mówi że kiedy mnie woła, to ja odliczam sobie pod nosem do trzydziestu zanim się ruszę. Hehe, czasem nawet jak się niecierpliwi to woła: Aron, trzydzieści! No ruszaj się!
.
Póki co, nie wyprowadzam jej z błędu, niech sobie tak myśli, ale tak naprawdę to dużo bardziej skomplikowany proces jest...
.
No i Misiek, który na początku podbiegał radośnie na każde pierwsze zawołanie (też mi gorliwiec hehe), teraz już pojął o co chodzi w tym naszym nowofundlandzim sposobie życia. Przewodnika potrzebował, hihihi. No to mu pokazałem :) I teraz razem sobie tak polegujemy i myślimy ...
.
Aha, oczywiście te wszystkie procesy myślowe związane ze wstawaniem nie dotyczą chwili kiedy Mamusia ma w ręku coś do jedzenia. Wtedy bez wahania rzucamy się obaj na wyścigi :)
.
Misiek chce się też upodobnić w innych sytuacjach, na przykład chciał się nauczyć zasiadania na ludzkiej kanapie w salonie, tak jak ja czasem sobie przysiądę.
.


Misio władował się więc ostatnio przy wszystkich na kanapę Mamusi,

no ale długo se nie posiedział, bo Mama, zaśmiewając się co prawda, najpierw zrobiła mu zdjęcie, a potem przegoniła go i zakazała włażenia na nią.
.
No i więcej nie próbował.
.
Przynajmniej przy ludziach :)
Z drugiej strony, nie powiem, ja też się trochę do Misia upodobniłem.
.
Na przykład nauczyłem się przy nim szczekać na obcych ludzi, którzy podchodzą do naszej furtki. Kiedyś mi nie zależało, po co szczekać i robić tyle hałasu. A przy Misiu odkryłem że to niezła frajda jest! Jak tak obaj stoimy przy furtce i strasznie groźnie szczekamy, to wszyscy się na nas patrzą z respektem. O-ho-ho! Taaakie dwa straszne psiska!
.
Podobno ludzie się nas nawet boją!
.
Hehe, kto nie zna niufków to myśli że to strasznie wielkie i groźne psiska. A z nas takie wielkie pluszaki są. Tak mówi mamusia.
.
A tak w ogóle to jednak trochę nadal różnimy.
.
Mamusia mówi, że Misio jest ekstrawertykiem a ja introwertykiem. Takie trudne dwa słowa.
.
Podobno wystarczy popatrzeć na nasze miny i wszystko jasne.
.
No to popatrzcie sobie.

--------------------------------------

PS. Zajrzyjcie dziś koniecznie do moich przyjaciół z Domu Tymianka.

Psie smuteczki u Cioteczki

LasyDaisy to jedna z moich Ciotek. Ciotek czyli przyjaciółek mamusi. Tak naprawdę to nazywa się Marta i bardzo ją lubię :)

Marta opowiedziała mamusi przedwczoraj historię ślicznej Suni i chudego Kostka. Możecie przeczytać o nich na jej blogu.

Wiecie co, płakać mi się chce i naprawdę nie mogę się pogodzić z tym, że tyle jest biednych bezdomnych psów. Nie ma ich kto przytulić, pogłaskać, potarmosić za uszkiem. Nie mają co jeść, nie mają gdzie spać...

Jak to dobrze że ja mam swój dom! Jak dobrze że nigdy nie musiałem mieszkać na ulicy!

Nie wiem zresztą, czy dałbym sobie radę...
Wiem, że jestem adoptowany, to żadna tajemnica. Ale moi pierwsi państwo nie porzucili mnie na ulicy, tylko poszukali dla mnie domu, zadbali o to żebym trafił do dobrych ludzi. Misio też ma podobną historię, gadaliśmy sobie kiedyś o tym czekając aż "nasi" wrócą do domu z pracy. I jesteśmy teraz obaj bardzo szczęśliwi!
Tak bardzo chciałbym, żeby Suni i Kostkowi też się powiodło!...
Zobaczcie jakie piękne mordki! Może ktoś z Was szuka najwierniejszego przyjaciela?


Ta na górze to była Sunia. A teraz będzie Kostek. Jaką ma smutną minkę ...

Amigos

Enzo, rzeczywiście, trochę się opuściłem w pisaniu bloga!

Tak jakoś, natchnienia nie miałem, czy co...



Lato było takie fajne, leniwe, cała rodzinka w domu, wszyscy razem sobie leniuchowaliśmy, a więc to co niufki lubią najbardziej...



Lato się kończy, dzieciaki wróciły do szkoły, w domu znowu robi się cicho i pusto.

Jak to dobrze że nie jestem sam!


Powiem Wam, że życie z moim kumplem Miśkiem jest naprawdę fajne! Zrobiła się z nas niezła zgraja. Okazuje się że o wiele przyjemniej jest robić wszystko we dwóch!






Jak widzicie, nawet się już razem ganiamy i bawimy! Co prawda nie lubię takich zabaw w zbyt dużych dawkach, trochę poganiam z Miśkiem i zaraz biegnę schować się za Mamusię, a Misiek
chciałby jeszcze i jeszcze i strasznie na mnie zawsze szczeka! Ale ja jestem twardy i jak już zdecyduję że koniec zabawy to koniec!
.
Ale najbardziej to chyba lubimy się razem wylegiwać, jak to niufy ...
.







Eh, jak to dobrze mieć przyjaciela!



Psie-pierki ;)

Te ostatnie upalne dni trochę się nam dały we znaki... Uff...

Dziś za to spadł porządny deszcz, i to dokładnie wtedy kiedy przechadzaliśmy się z Tatusiem i Piotrkiem po lesie. Cudownie nas zmoczyło, od razu się lepiej po lesie biegało!

No a kiedy wróciliśmy, trochę mokrzy, do domu, Mamusia postanowiła wykorzystać okazję i zrobiła nam malutką psie... znaczy prze-pierkę.

Najpierw uprała trochę Misia, znaczy futerko pod brodą mu uprała, bo powiedziała że ma strasznie brudne. Widziałem że Misiowi się kąpiel podobała, no to też się nastawiłem, a co sobie będę żałował!

No faktycznie, nie było tak źle, tylko strasznie mokro mi się pod szyją zrobiło kiedy Mamusia skończyła to psie-pranie.

Co prawda wycierała mnie ręcznikiem, ale co to za wycieranie! Od razu postanowiłem to naprawić i pobiegłem się wytarzać w takim specjalnym dołku który Misiek wykopał niedawno na trawniku... ehhh co za przyjemnosć!....


Mamusia dostała ataku śmiechu, ale potem zaczęła na mnie krzyczeć, że niby jak ja teraz wyglądam!
.
No co, naprawdę tak źle wyglądałem ???
.

.
No dobra, trochę się przykurzyłem, ale nie tak znów bardzo, nie przesadzajmy!
.
No ale ludzie często trochę inaczej widzą świat niż my, więc Mamusia postanowiła mnie znów wyprać. Hm...
.
Nie było jej łatwo mnie przekonać, o nie!...
.
W końcu użyła obroży. Poddałem się, no bo co ja biedny pies mogłem zrobić ?...


Ale chętny wcale nie byłem!...
.

.
Strasznie uparta ta moja Mamusia...
.
Prawie taka uparta jak ja!
.


A mnie do śmiechu nie było wcale, o nie ...



Nawet jak mnie znowu wycierała w ten ludzki bezsensowny ręcznik...


Potem zostałem zaprowadzony pod eskortą do domu i nie wolno mi już było wychodzić do ogródka...
.
Trochę się obraziłem...
.
Mamusia mnie próbowała przekupić kawałkiem smakołyka, ale się tak łatwo nie dałem...
.
.
No dobra, potem go zjadłem, ale nie tak od razu. Niech sobie nie myślą że pies swojego honoru nie ma.
.
Gniewałem się aż do kolacji.
.
No cóż, kolacja, wiadomo, to kolacja. Zjeść trzeba :)
.

Upalne spacery

Uff, dziś trochę więcej wiatru i trochę mniej gorąca!

Chyba jednak nie przepadam za upałami. Strasznie ciężko się oddycha i ... strasznie ciężko się chodzi!...

Nie powiem żebym nie lubił letnich spacerów, nawet w upały się z nich cieszę. Ale ...

Fajnie się odpoczywa w cieniu, na leżąco ...


Choć później znów trzeba wstać ...



I znowu trochę poczłapać do przodu ...

Na szczęście znowu można sobie poleżeć ...
A nawet powąchać polne kwiatki :)


Uff...
Nareszcie w domu ...



I tak jakoś przeleżymy sobie aż do wieczornego spaceru...



Psie igraszki

.
I znowu długi rodzinny weekend, ale fajnie było!
.
Dziś Tatuś obwieścił że ponieważ jesteśmy z Miśkiem bardzo grzeczni, w nagrodę dostaniemy do zabawy nowe zabaweczki.
.
Ucieszyłem się bardzo, bo już naprawdę czasem nudno mi było bez zabawek. Wiem że rodzice schowali je przed nami, żebyśmy nie mieli powodu do kłótni, no ale ileż można!
.
No i rzeczywiście dostaliśmy zabawki, każdy dostał swoją. Na wszelki wypadek kazali się nam trochę odsunąć, żebyśmy sobie ich nie podkradali, phi, też coś!
.


.
.
Miśka zabawka bardzo mu się spodobała, nie wypuszczał jej z łap przez całe popołudnie.
.
.


.
.

Moja okazała się być nie aż taka ciekawa, po prostu duża drewniana niby-kość. Ehh, gdyby tak była prawdziwa ...

.
.
.
.
Trochę się nią pobawiłem, głównie żeby nie robić Rodzicom przykrości ...
.
Ale dość szybko mi się znudziła.
.
Nie to, żeby była zupełnie beznadziejna, ot taki sobie kawałek drewna, ani to piszczy, ani nie pachnie, ani nie da się tego pożuć, ani poszarpać się z Tatusiem czy Piotrusiem ...
.
.
.
.
Widząc moją smętną minę, Piotruś pobiegł i przyniósł nie wiedzieć skąd mój ukochany sznureczek, a raczej jego nędzne, ale za to jak ślicznie pachnące, pięknie obślinione resztki ...
.
.
.
.
Ale się ucieszyłem!
.
.
.
.
To dopiero była zabawa!
,

Psi apetycik

Mamusia mówi że jestem dobrze ułożonym psem, bo nawet do głowy mi nie przychodzi żebranie przy stole...

No, nie byłbym taki pewien czy n i e p r z y c h o d z i mi to do głowy, bo kiedy cała rodzina zasiada do stołu i zaczyna się objadać , to wiele rzeczy mi przychodzi do głowy, hehehe ...

No ale faktycznie, udaję że nic a nic mnie to nie obchodzi. Co najwyżej westchnę sobie głęboko i kładę się z odpowiednio zrezygnowaną miną w kuchni pod oknem...

Misiek też się tego nauczył, na początku próbował trochę rozrabiać, zaczepiał, wtykał nos na stół, próbował ich namówić żeby dali choć kawałeczek, no ale widząc że żadne metody nie skutkuja, kładzie się teraz manifestacyjnie tyłem do stołu i zasypia...





Ja tam nie zasypiam, leżę sobie cichutko i, prawdę mówiąc, staram się nie tracić nadziei że nie zjedzą wszystkiego i coś nam kapnie na koniec.

A żeby o mnie nie zapomnieli, jak tylko usłyszę że skończyli jeść, wstaję i wtykam nos Tatusiowi pod łokieć i mówię - A kuku !

A oni się zawsze z tego śmieją ...






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...