21.06.2022

Psie...mijanie...

Witajcie Kochani. To ja, Mila. 


Bardzo długo nic nie pisałam, mamusia mówi że już pewnie nikt tu już wcale nie zagląda, ale mam nadzieję, że może jednak ktoś zajrzy kiedy do Was znów napiszę, prawda?

Ostatnio pisał tutaj Bohunek, ale niestety już go z nami nie ma... 

Smutno bardzo. Ciężko się pogodzić z psie...mijaniem...

Cudowny to był Braciszek, przeżyliśmy razem pięć wspaniałych lat. Aż pięć i tylko pięć. Zawsze za mało. Strasznie nam go wszystkim brak. 

To prawda, że na początku czułyśmy do niego lekką rezerwę, te pierwsze dni były może trochę trudne, zwłaszcza dla Fibci, która się go nawet chyba bała, ale przecież potem nie było bardziej zgranej psiej rodzinki od naszej! 

Bardzo kochałyśmy naszego Bohunka! Nawet kiedy udawało się mu pierwszemu władować na kanapę mamusi i zająć całe miejsce, nie zostawiając dla nas nawet wolnego skraweczka! 


Na szczęście szybko się tą kanapą nudził, o czym dobrze wiedziałyśmy, i jak tylko postanawiał zmienić miejsce wylegiwania, to biegłyśmy pędem, żeby zająć nasze miejsce przy mamusi.

Oj, to miejsce na kanapie obok mamusi jest naprawdę fajne! Co wieczór po kolacji urządzaliśmy wyścigi, kto pierwszy je zajmie. Czasami, ale bardzo rzadko, mieściliśmy się wszyscy! No ale przyznać trzeba że nie wszystkim było wygodnie...


A trzeba było zobaczyć harce jakie Bohun z Fibcią wyprawiali w kuchni! No, co prawda to głównie Fibi wyprawiała te harce, warcząc przy tym jakby chciała połknąć Bohunka żywcem. Bohun, jak na nowofundlanda przystało, uprawiał harców wersję bardziej stateczną, można by ją nawet nazwać naukowo "ekstensywną", no ale koniec końców harce się odbywały, jak sami możecie zobaczyć.



Ja raczej trzymam się z boku przy tych psich harcach, wydaje mi się że trochę mi już nie wypada szaleć jak jakiemuś szczeniakowi. Mam swoje latka, mam swoją berneńską powagę i nie będę szarpać się z nikim za kudły, a tym bardziej  udawać że mnie to bawi...

A skoro mowa o szczeniakach, to w zeszłym roku mieliśmy taki dość trudny do wytrzymania czas, kiedy przyjeżdżała do nas z wizytą (niejedną!) mała sunia Panda, która na co dzień mieszka z Martą. To była rozrabiaka jakich mało!





Słodka, prawda? Ale ciągle się chciała ze wszystkimi nami witać, całować, ganiać, podgryzać... Doprawdy nie mam pojęcia skąd małe pieski biorą tyle siły i energii! I w dodatku zupełnie nie reagują na pouczenia, jakich rzecz jasna nieraz próbowałam udzielić!

Fibcia ma swoje metody w takich trudnych chwilach, po prostu włazi gdzieś pod łóżko i nikt jej nie namówi na wyjście. No ale mnie nie wypada przecież wciskać się pod meble, nie ma mowy - w moim wieku i przy mojej pozycji, absolutnie wykluczone! No to warczałam na nią i próbowałam udzielać wskazówek wychowawczych, ale przyznać muszę, że z kiepskim dość powodzeniem.

I tu właśnie Bohun okazywał się najlepszym wujkiem dla małej rozrabiaki. Nic sobie nie robił z jej figli, mogła skakać wokół niego (i po nim) bez cienia protestu z jego strony. Nawet myślę że to lubił ... Taką fajną sztamę mieli.


Pandzia dość szybko zresztą wydoroślała i zmądrzała. A może to czas tak szybko leci? W każdym razie teraz kiedy przyjeżdża nie robi już takiej zadymy. Fajnie się wpasowała do naszej rodzinki. No tylko kochanego Wujka już niestety z nami nie ma...  



Jak już wspominam o małej Pandzi, napiszę też o innych naszych psi-kuzynkach. One z kolei mieszkają z Piotrkiem. Bliźniaczki. Bibi i Bubu. 



Nie pytajcie mnie tylko która to Bibi a która Bubu, bo nawet jeśli przez chwilę potrafię je rozróżnić, to zaraz potem zapominam. Może to te moje latka, kto wie.



Fajne są bardzo i bardzo towarzyskie. Oraz bardzo wszędobylskie. Oraz bardzo zabawowe. No to już wiecie, że mimo dużej sympatii którą do nich czuję, nie spędzamy razem wiele czasu. One zresztą głównie wolą bawić się same ze sobą. Znaczy jedna z drugą: Bibi z Bubu a Bubu z Bibi. Jak to zwykle robią bliźniaczki. Tak przynajmniej wytłumaczyła mi to mamusia. No i fajnie. Dzięki temu nie muszę się głowić nad tym jak tu elegancko wywinąć się od psich harców. ;)



Bohunek też je bardzo lubił, choć czasem miałam wrażenie że podczas ich wizyt nie do końca nadążał z ich obserwacją, która dla każdego jest trudna, a co dopiero dla niufa, który z samej definicji jest psem powolnym w obserwacjach (no może oprócz obserwacji kuchennych) . One natomiast potrafią w ciągu trzech sekund trzy razy zmienić miejsce pobytu. I to naprzemiennie, tak żeby nikt nie wiedział która gdzie siedziała i gdzie siedzi teraz. Takie już są tajemnicze te nasze psiekuzyneczki ...  :)

Wspomniałam o kuchennych obserwacjach Bohuna, no tak, był w tym prawdziwym mistrzem. Z odległości kilkudzięsięciu metrów potrafił usłyszeć stukot noża mamusi krojącego cokolwiek: ogórki, kapustę czy cukinię. Natychmiast zjawiał się tuż obok gotów do degustacji.

A kochał warzywka ten nasz Bohunek bardzo! Nawet ja przy nim czasem próbowałam cukinii czy ogórka, przyznaję że już tego nie robię. Jednak w towarzystwie wszystko lepiej smakuje!

Bohun kochał też jabłka i często dostawał je do zjedzenia. Na naszej wsi, gdzie spędzamy weekendy, a już niedługo podobno zamieszkamy na stałe, jabłek jest dużo, więc było co pochrupać. Akurat ja ich jakoś nie lubię. Ale Bohunek za nimi przepadał. Jabłka, gruszki, oraz ...pomidorki prosto z krzaka...


Smutno i pusto mi w tym roku bez niego tu na wsi.

Hmmm.... choć, właściwie PUSTO to może nie jest odpowiednie słowo. 

W następnym poście opowiem Wam więcej na ten temat. 

Mam nadzieję że ktoś tu jednak do mnie zajrzał. 

Dajcie znak że warto znów pisać. 

Obiecuję że będę pisać więcej. Bo i jest o czym, słowo daję ...



Ściski i głaski, jak mawia moja mamusia. 

Wasza Mila.



28.10.2018

Psie wspominki :)

Witajcie, Szanowni Czytelnicy tego bloga. Tym razem piszę do Was ja, Bohun, zwany przez mamusię Bohusiem.

Taaa..., ja wiem że to zdrobnienie do mnie nie pasuje. Jestem BOHUN, waleczny i nieustraszony, w rodzinie Samiec Alfa (no, może drugi w kolejności po tatusiu...), nieustępliwy (mamusia mówi, że raczej uparty jak osiołek) i... nieposłuszny. Jednym słowem Kozak nad Kozaki! 

A tu nagle Bohuś... Jakaś taka... ciamajda, przytulaczek, pieszczoszek, doprawdy nie wiem co tej mojej mamusi się wydaje! 

No faktem jest, że bardzo lubię włazić na kanapę, a konkretniej to na kolanka... 



... i że kocham głaski i drapki, też prawda. 

No ale żeby zaraz BOHUŚ ?!...

Ale że mam miękkie serce, to nie protestuję i pozwalam tak na siebie mówić. A niech tam...

Ale przejdźmy do rzeczy: 

Postanowiłem wziąć wreszcie sprawy w swoje łapy i napisać coś tutaj, bo widzę, że dziewczynom jakoś ostatnio pisanie nie idzie. A przecież tyle się dzieje wokół nas! 

Wszyscy narzekają ostatnio, że przyszła zimna i mokra jesień. Mnie co prawda to zupełnie nie przeszkadza, a nawet mnie to z lekka (nie bójmy się tego słowa) zachwyca, ale pomyślałem że fajnie będzie przypomnieć Wam i sobie jakie piękne było tegoroczne lato. A moje lato było  naprawdę super! 

Już od jakiegoś czasu podejrzewałem że istnieje jakiś świat równoległy, do którego przenikają od czasu do czasu moi rodzice i dziewczyny. Bo zdarzało się, że nagle wszyscy znikali z domu i zostawałem sam (no, dobra, prawie sam bo w naszym domu jednak zawsze ktoś jest).  A tamci najpierw znikali, a po jakimś czasie się nagle pojawiali i przynosili na sobie jakieś nowe, nieznane mi zapachy. Przynosili mi też smakołyki, więc nie mogę narzekać, ale jednak podejrzewałem że za tym wszystkim kryje się jakaś grubsza sprawa ...

No i okazało się oczywiście, że miałem rację! Pewnego letniego dnia zabrali tam i mnie! Co prawda strasznie długo musiałem wytrzymać w aucie a nie znoszę jazdy tym blaszanym, ciasnym, warczącym pudłem. Tym razem miałem dla siebie osobne siedzenie, bo auto się zmieniło i miejsca jest jakby więcej, ale i tak ledwo wysiedziałem. Ale opłaciło się. 

Znalazłem się nagle w zupełnie innej rzeczywistości...


Gdzie się podziały ulice, auta, ludzie, hałasy i smrody?

Nie mam pojęcia! Wszędzie dookoła było cicho, spokojnie i pięknie. Mnóstwo nowych, nieznanych zapachów. A najważniejsze, że było duuużo miejsca! 



Tak naprawdę to najważniejszego odkrycia dokonałem już na samym początku zwiedzania tego nowego świata: 

Okazało się że nie każda wanna musi znajdować się w łazience! 

I że w każdej chwili można do wanny wskoczyć, co też od razu uczyniłem!


O rety, nawet nie wyobrażacie sobie jak szczęśliwy się poczułem...

Ale to chyba widać po mojej minie, prawda?  :)


Następne odkrycie było jeszcze bardziej niesamowite. 

Za domem była jeszcze jedna wanna, o wiele większa!



Trochę tam co prawda było jakiegoś zielska, ale to mi zupełnie nie przeszkadzało, natychmiast zażyłem kolejnej kąpieli!



Trochę się zdziwiłem brakiem entuzjazmu ze strony reszty rodziny, no i temu, że nikt nie chciał się razem ze mną wykąpać, ale trudno! 

Kąpałem się sam i bardzo mi było fajnie!


No i tak, prawdę mówiąc, kąpałem się codziennie, a nawet kilka razy dziennie, a tak naprawdę to wiele razy dziennie, bo ja bardzo, bardzo lubię się kąpać! 


Ale nie myślcie sobie że przez całe wakacje siedziałem w wannie, o nie. Dużo sobie też leżałem i odpoczywałem po kąpieli...



Trochę się też włóczyłem po tym nowym świecie, tam było tyle wspaniałych miejsc i tyle niezwykłych zapachów!


Któregoś dnia odkryłem pod jednym z drzew całe mnóstwo pysznych małych gruszek. 


Wszystkich nie udało mi się zjeść, tylko dlatego, że Milka zaraz zauważyła że coś sobie gryzę i już miałem wspólnika...


Ale prawdę mówiąc sporo ich było, więc wystarczyło spokojnie dla nas obojga. Trochę w nocy burczało mi w brzuchu i nie mogłem spać, ale w końcu przestało.



W nowym świecie było też dużo czasu na zabawy!


I dużo miejsca na bieganie!



Ostatniego dnia pozowaliśmy do rodzinnego zdjęcia. Ja chętnie usiadłem równiutko, tatuś nas ustawiał a mamusia miała pstrykać.



No ale jakoś nie mogliśmy skoordynować uśmiechów i w końcu Fibi się znudziło i sobie poszła.


Mila we dwójkę już nie chciała pozować...


...i zostałem sam!


Widzicie? Tak to jest z tymi kapryśnymi babami... A potem będą żałowały, że nie mamy wspólnej fotki z wakacji!


No i tak, super było! Ale się skończyło...



Znów zapakowali nas do auta i znów jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy, aż wróciliśmy do naszego świata.

Podobno będziemy częściej bywać w tym naszym świecie równoległym. Ja się z tego baaardzo cieszę. Myślicie, że wanny znowu tam będą? 


18.02.2018

18 lutego ...

Są rocznice smutne i są rocznice pełne szczęścia.

Ale te smutne też niosą w sobie szczęście, bo są  pełne wspomnień, które na zawsze z nami zostały.

Dwa lata temu odszedłeś od nas Kochany Aronku...









To było osiem wspaniałych lat!..

Dzięki Tobie, Twojej psiej miłości i najcudowniejszemu niufowemu sercu...

💗💗💗


Dziś również mija rok, od kiedy nas znalazłeś Bohunku...   

 




Chodzimy razem tymi samymi ścieżkami...























A Jego dom jest teraz Twoim domem...





Ta zbieżność dat to na pewno nie przypadek. 


Jestem pewna, że to Aron Cię do nas przysłał

 i jest tam w Tęczowym Niebie 

szczęśliwy

że Ty masz nas, 

a my mamy Ciebie. 

💗💗💗




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...