Nasz niepsyjaciel, czyli wróg numer jeden...


Generalnie jesteśmy psami kochającymi wszystkich.

Ale jest jedno jedyne stworzenie, którego cała nasza paczka nie cierpi!

(no może nie takie jedyne, przecież jest też taka jedna ruda, cienko szczekająca zołza zza płota...)

No ale to straszne stworzenie mieszka w naszym domu!

Młodsi domownicy nazywają go Rosie. Podobno przypomina jakąś służącą z kreskówki o Jetsonach, ale ponieważ nie widziałam tej kreskówki, to nie wiem czy rzeczywiście ją przypomina.

Mamusia nazywa go odkurzaczem, a tak naprawdę jest to wielki, żółty, głośno wyjący potwór!

Oczywiście wcale się go nie boimy, ale na wszelki wypadek wolimy  trzymać się od niego z daleka!

Każde z nas ma swoje sposoby, żeby sobie z tym problemem poradzić.

Fibi najczęściej wskakuje na łóżko i patrzy sobie na niego z góry, czyli z bezpiecznej pozycji, no bo odkurzacz łóżka nie tyka.



Gorzej, kiedy potwór zastaje nas w salonie. Fibcia ma wtedy świetną kryjówkę pod niskim stolikiem, bo potwór jest za duży i tam się nie zmieści. Niestety, mieści się tam jego trąba i Fibcia musi w te pędy zmykać, żeby nie zostać pożarta!



Ja mam swój azyl na półpiętrze. I jest tam naprawdę bezpiecznie, patrzę sobie spokojnie na to co potwór wyrabia, ale tylko dopóki nie zacznie sięgać trąbą schodów. Wtedy muszę ewakuować się wyżej. Na szczęście schodów jest w naszym domu dużo. 


No a Bohun?
Bohun oczywiście też się ABSOLUTNIE nie boi żółtego potwora, ale...

No cóż, najczęściej przypomina sobie właśnie wtedy, że ma coś ważnego do załatwienia w ogródku... 

I tyle go potwór widział!


Nie damy się potworom!

4 komentarze:

  1. Moje kochane "maluchy" nie bojajcie się potwora. Mamusia umie trzymać tak trąbę, że was nie zaczepi. Ja też nie przepadam za tym wyjcem, idę sobie z tego pokoju, gdzie on akurat wyje.
    Beza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nosz bo nie sposób wytrzymać z tym wyjcem! Pozdrawiamy, Bezuniu!
      To ja, Mila :)

      Usuń
  2. A ja znalam takiego jednego pieska, ktory uwielbial byl lizany traba takiego potwora. piesek sie nadstawial . I NIC mu potwor nie zrobil. Prawie takie samo bylo dobre, jakby Was mamusia drapala po brzuszku albo po grzbiecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja pamiętam, że Aronek za nic sobie miał potwory. Leżał i nawet się nastawiał. Ale potwór był wtedy inny. Mniejszy i niebieski, a nie taki paskudny żółty!!!...
      To ja, Mila :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...