Witajcie Kochani. To ja, Mila.
Bardzo długo nic nie pisałam, mamusia mówi że już pewnie nikt tu już wcale nie zagląda, ale mam nadzieję, że może jednak ktoś zajrzy kiedy do Was znów napiszę, prawda?
Ostatnio pisał tutaj Bohunek, ale niestety już go z nami nie ma...
Smutno bardzo. Ciężko się pogodzić z psie...mijaniem...
Cudowny to był Braciszek, przeżyliśmy razem pięć wspaniałych lat. Aż pięć i tylko pięć. Zawsze za mało. Strasznie nam go wszystkim brak.
To prawda, że na początku czułyśmy do niego lekką rezerwę, te pierwsze dni były może trochę trudne, zwłaszcza dla Fibci, która się go nawet chyba bała, ale przecież potem nie było bardziej zgranej psiej rodzinki od naszej!
Bardzo kochałyśmy naszego Bohunka! Nawet kiedy udawało się mu pierwszemu władować na kanapę mamusi i zająć całe miejsce, nie zostawiając dla nas nawet wolnego skraweczka!
Na szczęście szybko się tą kanapą nudził, o czym dobrze wiedziałyśmy, i jak tylko postanawiał zmienić miejsce wylegiwania, to biegłyśmy pędem, żeby zająć nasze miejsce przy mamusi.
Oj, to miejsce na kanapie obok mamusi jest naprawdę fajne! Co wieczór po kolacji urządzaliśmy wyścigi, kto pierwszy je zajmie. Czasami, ale bardzo rzadko, mieściliśmy się wszyscy! No ale przyznać trzeba że nie wszystkim było wygodnie...
A trzeba było zobaczyć harce jakie Bohun z Fibcią wyprawiali w kuchni! No, co prawda to głównie Fibi wyprawiała te harce, warcząc przy tym jakby chciała połknąć Bohunka żywcem. Bohun, jak na nowofundlanda przystało, uprawiał harców wersję bardziej stateczną, można by ją nawet nazwać naukowo "ekstensywną", no ale koniec końców harce się odbywały, jak sami możecie zobaczyć.
Ja raczej trzymam się z boku przy tych psich harcach, wydaje mi się że trochę mi już nie wypada szaleć jak jakiemuś szczeniakowi. Mam swoje latka, mam swoją berneńską powagę i nie będę szarpać się z nikim za kudły, a tym bardziej udawać że mnie to bawi...
A skoro mowa o szczeniakach, to w zeszłym roku mieliśmy taki dość trudny do wytrzymania czas, kiedy przyjeżdżała do nas z wizytą (niejedną!) mała sunia Panda, która na co dzień mieszka z Martą. To była rozrabiaka jakich mało!
Słodka, prawda? Ale ciągle się chciała ze wszystkimi nami witać, całować, ganiać, podgryzać... Doprawdy nie mam pojęcia skąd małe pieski biorą tyle siły i energii! I w dodatku zupełnie nie reagują na pouczenia, jakich rzecz jasna nieraz próbowałam udzielić!
Fibcia ma swoje metody w takich trudnych chwilach, po prostu włazi gdzieś pod łóżko i nikt jej nie namówi na wyjście. No ale mnie nie wypada przecież wciskać się pod meble, nie ma mowy - w moim wieku i przy mojej pozycji, absolutnie wykluczone! No to warczałam na nią i próbowałam udzielać wskazówek wychowawczych, ale przyznać muszę, że z kiepskim dość powodzeniem.
I tu właśnie Bohun okazywał się najlepszym wujkiem dla małej rozrabiaki. Nic sobie nie robił z jej figli, mogła skakać wokół niego (i po nim) bez cienia protestu z jego strony. Nawet myślę że to lubił ... Taką fajną sztamę mieli.
Pandzia dość szybko zresztą wydoroślała i zmądrzała. A może to czas tak szybko leci? W każdym razie teraz kiedy przyjeżdża nie robi już takiej zadymy. Fajnie się wpasowała do naszej rodzinki. No tylko kochanego Wujka już niestety z nami nie ma...
Jak już wspominam o małej Pandzi, napiszę też o innych naszych psi-kuzynkach. One z kolei mieszkają z Piotrkiem. Bliźniaczki. Bibi i Bubu.
Bohunek też je bardzo lubił, choć czasem miałam wrażenie że podczas ich wizyt nie do końca nadążał z ich obserwacją, która dla każdego jest trudna, a co dopiero dla niufa, który z samej definicji jest psem powolnym w obserwacjach (no może oprócz obserwacji kuchennych) . One natomiast potrafią w ciągu trzech sekund trzy razy zmienić miejsce pobytu. I to naprzemiennie, tak żeby nikt nie wiedział która gdzie siedziała i gdzie siedzi teraz. Takie już są tajemnicze te nasze psiekuzyneczki ... :)
Wspomniałam o kuchennych obserwacjach Bohuna, no tak, był w tym prawdziwym mistrzem. Z odległości kilkudzięsięciu metrów potrafił usłyszeć stukot noża mamusi krojącego cokolwiek: ogórki, kapustę czy cukinię. Natychmiast zjawiał się tuż obok gotów do degustacji.
A kochał warzywka ten nasz Bohunek bardzo! Nawet ja przy nim czasem próbowałam cukinii czy ogórka, przyznaję że już tego nie robię. Jednak w towarzystwie wszystko lepiej smakuje!
Bohun kochał też jabłka i często dostawał je do zjedzenia. Na naszej wsi, gdzie spędzamy weekendy, a już niedługo podobno zamieszkamy na stałe, jabłek jest dużo, więc było co pochrupać. Akurat ja ich jakoś nie lubię. Ale Bohunek za nimi przepadał. Jabłka, gruszki, oraz ...pomidorki prosto z krzaka...
Smutno i pusto mi w tym roku bez niego tu na wsi.
Hmmm.... choć, właściwie PUSTO to może nie jest odpowiednie słowo.
W następnym poście opowiem Wam więcej na ten temat.
Mam nadzieję że ktoś tu jednak do mnie zajrzał.
Dajcie znak że warto znów pisać.
Obiecuję że będę pisać więcej. Bo i jest o czym, słowo daję ...
Ściski i głaski, jak mawia moja mamusia.
Wasza Mila.













ściskamy, Cymek i Fotka
OdpowiedzUsuńO jak miło że zajrzeliście! Odściskuję!
UsuńTo ja, Mila :)
Czekam na dalsze opowieści.Moja sunia też miała na imię Panda.Przeżyłyśmy razem prawie 14 i pół roku.Nie ma jej ze mną już ponad 3 lata a ja wciąż za nią tęsknię.
OdpowiedzUsuńTak, my też tęsknimy bardzo. Cieszę się że do nas zajrzałaś. Obiecuję częściej pisać. Bo naprawdę jest o czym...
UsuńBardzo mi smutno, ze nie ma juz Niufka. Trzymajcie Psibracia i Wasi Ludzie. Z drugiej strony milo, ze znow pisze sie psiblog.
OdpowiedzUsuńSciskam wszystkich mocno w swoim i Borysa oraz Kolesia imieniu.
Zakamuflowany skrzacik.
Ps. Borys i Koles to koty, mam nadzieje, ze mimo wszystko nie bedziecie miec im za zle tych usciskow.
Uściski to uściski kochany Skrzaciku, kocie czy psie, czy ludzkie nawet, bardzo są mile widziane, ZAWSZE! Odściskujemy serdecznie i bardzo się cieszymy że zajrzałaś!
UsuńTo ja, Mila :)
Wspaniale Mila, ze wróciłaś 😃
OdpowiedzUsuńDługo się zbierałam, to prawda, ale już jestem! Dziękuję za wizytę!
UsuńTo ja, Mila :)