No tak, Fibcia się już prawie całkiem rozgościła.
Prawie, bo jeszcze czasem jest troszkę nieśmiała. A to nagle odskoczy, kiedy jakiś nowy dźwięk usłyszy, a to do miski z jedzeniem się skrada, tak jak gdyby miska mogła na nią napaść...
Mamusia już drugi raz zmieniła jej miseczkę, bo pierwsza była błyszcząca, więc myślała że Fibi się boi tego świecenia. Druga była za głęboka, bo to była micha nowofundlandzia, więc główka Fibi cała się mieściła do środka. Teraz ma Fibi nową, bardzo śliczną, niedużą, liliową miseczkę i chyba już to będzie jej miseczka na zawsze. Trochę się jeszcze do niej czai, ale mamusia mówi, że na pewno ją polubi, tylko nie możemy jej przeszkadzać w jedzeniu. Może kiedyś ktoś jej przeszkadzał? I dlatego się troszkę boi podchodzić do miski?
Ja tam się nie boję, Pędzę do swojej michy bardzo szybko i ledwo mogę usiedzieć, kiedy mamusia prosi, żebym poczekała chwilę, aż mi miskę postawi w stojaczku. I jem też bardzo szybko, a Fibcia je powolutku i ostrożnie.
Ale jeśli ktoś myśli, że Fibi to taki spokojny aniołeczek, to się myli! Ciągle mnie zaczepia!
Najpierw trochę się wahałam, czy wypada tak szybko dać się namówić do wspólnych harców, ale ostatnio już nie zastanawiam się wcale!
Szalejemy rano i wieczorem!
No, trochę nieostre te fotki mamusi wyszły, to prawda, ale nie było czasu zapozować...
Fajna ta Fibi!
I cudowne są te nasze zabawy!
Już nie jest mi samotnie i smutno, mam siostrzyczkę!

















































