My psy i ...


Witajcie, tu znowu Mila. Aron jakoś ostatnio nie pisze, więc postanowiłam znowu dobrać się do kompa. Pisanie bloga bardzo mi się podoba :)

Jak wiecie, w naszym domu oprócz nas i naszych ludzi mieszkają też inne zwierzaki. Są trzy papugi i jest jeszcze świnka...

Dziś poznam Was właśnie ze świnką, a właściwie to ze świnkiem morskim. Nie wiem właściwie dlaczego jest morski, bo pływać chyba nie umie. Mamusia powiedziała kiedyś że tak naprawdę to on powinien być zamorski, bo pochodzi z bardzo daleka. No dobra, ja jej wierzę, zamorski to zamorski.

No to przedstawiam Wam naszego świnka zamorskiego:



Świnek należy właściwie do Marty i ma bardzo dziwne imię. Nazywa się Świstoświnka, to podobno na cześć pewnej znanej sowy... Hm...

Jeśli ktoś coś z tego rozumie, to bardzo proszę żeby mi wyjaśnił, bo ja zupełnie nie łapię o co tu chodzi. Ale zauważyłam, że z imionami w naszej rodzinie jest jakieś ogólne pomieszanie z poplątaniem. Kiedyś na pewno Wam o tym opowiem, ale to już innym razem.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam świnka z bliska, bardzo się zdziwiłam, bo przypominał mi trochę mojego ukochanego króliczka.



No dobra, może nie jest aż tak bardzo podobny, ale tak jakby troszkę.
Mamusia chyba się domyśliła co sobie pomyślałam, bo od razu mi zapowiedziała, że nie wolno łapać świnka do buzi i biegać z nim po domu. 

On zresztą nie grzechocze, tylko tak śmiesznie świszcze, pewnie dlatego ma to swoje imię, a nie od żadnej sowy...


A zresztą przecież i tak nie łapałabym go do buzi, bo on jakoś dziwnie pachnie...



Ale tak w ogóle to jest bardzo milutki i sympatyczny. Trochę się nawet zaprzyjaźniliśmy. Chyba się mnie nie bał, bo też mnie przyszedł z bliska powąchać.


Świnek był niedawno chory, bolał go brzuszek i nie chciał jeść. Mamusia go karmiła strzykawką, zupełnie tak samo jak ptaszka - Felka.


Ale kiedy dostał zielone listki pietruszki to okazało się, że jednak ma apetyt.


Nie wiem co prawda co on widzi w tych listkach, nie sądzę żeby to było dobre. On zresztą je same dziwne rzeczy.

 

To takie coś kolorowe mamusia nazywa granulatem. Spróbowałam kiedyś z podłogi jednego takiego granulata, ale szybko wyplułam, pfe! Zupełne paskudztwo! Ani to pachnie, ani smakuje. A te żółtozielone łodygi to sianko i to też jest świnkowy przysmak. A jak się zmęczy, to się w nim zakopuje i sobie śpi.

Ja tam zdecydowanie wolę zakopywać się w kocykach i poduszkach :)


To tyle o naszym świnku zamorskim.  Innym razem pokażę Wam nasze papugi, one to dopiero są dziwne...  




2 komentarze:

  1. Ale fajna przyjaźń z tym świnkiem :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Milka świnek jest uroczy.
    Ma świetne długie włosy , takie troszkę podobne do berneńczyka , chociaż w innym kolorze.
    Bardzo się cieszę że go nie zjadłaś tylko się z nim zaprzyjaźniłaś.
    Mam nadzieję że Aronek też się przyjaźni z świnkiem.

    Pozdrawiam całą Rodzinkę a szczególnie ciebie Mileńko .

    Aha , jeszcze jedno:
    Milka tylko nie zdominuj całkowicie Aronka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...