Jak to z Berylem było...

No właśnie. Pytacie co z Berylkową łapą. No to chcę Was pocieszyć, że już wszystko w porządku!

Kiedy do nas przyjechał, miał łapę schowaną w takiej bardzo twardej skarpecie.

Dziwnie trochę chodził, bo nie mógł za bardzo jej zginać, więc tak śmiesznie nią zamiatał. A biegał jeszcze dziwniej, naprawdę. No ale jakoś mu to nie przeszkadzało ganiać po naszym ogródku.

A najzabawniej wyglądało, kiedy chciał tą łapą o coś poprosić, albo kogoś pogłaskać. Zupełnie jakby miał zamiar temu komuś przyłożyć... łup! Było z tego trochę śmiechu.

Ale tak naprawdę to bardzo biedny był Berylek. Opowiedział mi kiedyś, że ta łapa zepsuła mu się kiedy wpadł pod jadący ulicą samochód. Nie znaliśmy się jeszcze wtedy. Orety, to musiało być straszne przeżycie!  Na szczęście tylko tak się skończyło, a przecież mogło o wiele gorzej. Do dziś trochę się boi samochodów, kiedy jesteśmy na spacerze. Ale na szczęście naszego się nie boi i wskakuje do niego chętnie, tak jak ja.

A jeszcze przedtem podobno mieszkał w klatce. On i wiele innych psów. To takie dziwne miejsce gdzie jest dużo klatek i w każdej mieszkają psy albo koty. Pytałam go też gdzie był jeszcze wcześniej, kiedy był zupełnie malutki, ale on już tego nie pamięta. 

Za to teraz mieszka w naszym domu i chciałabym żeby tu już został!



Biedny,  bardzo długo nosił tę twardą skarpetę. Już myślałam, że to na zawsze. 


Ale na szczęście łapa się już naprawiła i ostatnio pan doktor mu skarpetę zabrał.

Nawet nie macie pojęcia jak się Beryl z tego ucieszył!

Tak się cieszył, że ciągle tę łapę lizał z radości. Aż w końcu mamusia mu musiała założyć na łapę opatrunek, a na głowę taką lampę, żeby nie mógł opatrunku zdjąć. No i faktycznie nie mógł. Nie mógł też na początku za bardzo trafić w drzwi ani do miski, ale się szybko nauczył. A najszybciej się nauczył wskakiwać na swój ulubiony fotel, na którym lubi sobie spać.  Kiedyś nawet spał tak...


Naprawdę nie wiem jakim cudem udało mu się nie spaść. Ale nie spadł... 

Ale to wszystko już historia. Teraz nie nosi już ani lampy ani opatrunku! 



2 komentarze:

  1. Dla mojego Kudełka, spotkanie z autem nie skończyło się dobrze. Teraz ma trzy łapy. Radzi sobie bardzzo dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, te spotkania nigdy się dobrze nie kończą :(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...