14.01.2017

O tym, jak Fibi życia się uczyła...

Minął już tydzień od dnia, kiedy Fibi przyjechała do naszego domu.

Na początku była nieśmiała i trochę taka jakby zagubiona. A mnie omijała z daleka. Trochę mnie to dziwiło, bo nie jestem przecież żadnym strasznym potworem, raczej nie można się mnie bać! No, ale skoro tak, to starałam się specjalnie jej nie narzucać i nie straszyć.

Mamusia wytłumaczyła mi, że Fibi mieszkała przez całe swoje życie na wsi, w górach, w oborze z owieczkami. Razem z innymi psami pomagała gospodarzom te owieczki wypasać na łące. 

Dlatego jeszcze cały czas niezbyt pewnie się czuje w mieście, w domu, blisko ludzi. 

Mamusia poprosiła, żebym się nią zaopiekowała, żebym pokazała jej wszystkie domowe kąty i opowiedziała o naszych zwyczajach.

Nie uwierzycie, ale Fibi okazała się bardzo pojętną uczennicą!

Już drugiego dnia pojęła do czego służą w naszym domu kanapy:


Na początku troszkę nieśmiało,


ale bardzo szybko pokochała to wylegiwanie się na kanapie.


Szybko nauczyła się też zasiadać w fotelu przed telewizorem.


Hej, to mój fotel! - zauważyłam, kiedy wpakowała się na mój fotel w sypialni.
Fibi nieco się speszyła, aż mi się zrobiło trochę głupio...


więc pozwoliłam jej z niego korzystać, no i ona rzeczywiście teraz korzysta z niego co noc !..


Za to w ciągu dnia, kiedy rodziców nie ma w domu, to sobie razem korzystamy z całej sypialni...


No sami widzicie, pokazałam jej co mogłam. A ona wszystko w mig zrozumiała!

Czasem się trochę przepychamy, no bo na przykład bardzo nie lubię, kiedy ktoś mi zajmuje moje miejsce przy mamusi!


No ale, prawdę mówiąc, Fibi jest często szybsza ode mnie...


 i muszę niestety korzystać z innej kanapy...


Oczywiście cieszę się, że w naszym domu jest dużo foteli i kanap, ale muszę powiedzieć mamusi, że chyba są za małe!

7.01.2017

Trzej Królowie i owieczka...


Oj dzieje się u nas, dzieje... 

Od jakiegoś czasu moi ludzie poszeptywali coś między sobą i miałam wrażenie że coś się święci. Zaglądali do kompa i coś tam sobie pokazywali, a potem usłyszałam słowo "owieczka"...

A potem powiedzieli mi, że w święto Trzech Króli będziemy mieć nowego członka rodziny. 

No to pokombinowałam trochę i doszłam do wniosku, że zamieszka z nami pewnie jakaś owieczka, bo mamusia bardzo wełnę kocha i wiem, że zawsze marzyła żeby mieć własną owieczkę, żeby robić z jej wełny sweterki.

No i patrzcie tylko kto przyjechał:


Wczoraj wieczorem wrócili do domu z tajemniczymi minami i zaraz zabrali mnie na spacer. A tam była ona:



Przyglądałam jej się i przyglądałam

Wąchałam i patrzyłam...


Z jednej strony i z drugiej...


Aż w końcu mówię: hehehe, tatusiu, przecież to nie jest żadna owieczka!


No bo okazało się, że to nie jest żadna owieczka, tylko piesek, a właściwie suczka! To moja nowa siostra!

Poznajcie Fibi:


Okazało się, że rodzice tylko żartowali sobie z tą owieczką. Bo Fibi jest psem pasterskim, mieszkała z owieczkami i pasła je na łące, gdzieś tam w górach. A ponieważ od urodzenia mieszkała między nimi, to rodzice żartowali sobie, że pewnie myśli że też jest owieczką...


No ale nie sądzę. Byłyśmy dziś na pierwszym naszym wspólnym spacerze w lesie i Fibi dobrze wie, co robią pieski na spacerach. Wspólnie obwąchałyśmy cały las! Owieczki chyba tego nie robią.


Fibi jest ode mnie i mniejsza, i młodsza. Taka prawdziwie młodsza siostra.



Mamusia mówi, że pupcia Fibi naprawdę wygląda jak pupcia owieczki, bo jest jak kłębek wełenki. I popatrzcie jaki ma krótki ogonek! Zupełnie taki jaki mają owieczki.

A tu chwila odpoczynku:


A tu fotka z mamusią. Nie selfie, bo już wiem, że selfie to trudniejszy rodzaj fotek, nie wiadomo gdzie patrzeć. A tu prosta sprawa, patrzę przed siebie i już :)


Fibi jest cichutka i trochę nieśmiała,  ale od razu załapała, na czym polega kanapowe życie w naszym domu.


Ale chyba najbardziej lubi leżeć na kocyku który przywiozła ze sobą od Pasterzy. 


Bo rodzice znaleźli Fibi na forum Fundacji Pasterze, dokładnie tam gdzie mnie :)

Pamiętajcie, nigdy nie kupujcie psów!

Jest tyle potrzebujących piesków, które szukają kochającego domu...


19.12.2016

Mija rok ...

Dawno nie pisałam. 

Ten rok już niedługo się skończy. 

A ja dziś wspominam ten rok i mojego kochanego Dużego Brata, Aronka. Jak inaczej wyglądało nasze życie, kiedy Aron był z nami... 

Zawsze i wszędzie razem.




  
To był piękny czas. Aron i ja.


A potem zostałam sama. Było mi smutno i samotnie...

A po jakimś czasie pojawił się w naszym domu Beryl i znów przez kilka miesięcy było mi weselej. 

Co prawda trochę trwało zanim się lepiej poznaliśmy...



i zanim pozwoliłam mu się wylegiwać na  m o j e j  kanapie... 




Ale w końcu zostaliśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi.


A już najlepszymi kompanami do zabaw i harców. 


 







No ale pod koniec lata Berylek wrócił do swojego domku. Wiem, że będzie nas odwiedzał, ale przecież to nie to samo co mieszkać razem!



No i znów jestem sama.


I tak sobie myślę, co będzie w Nowym Roku? 

25.07.2016

Jak to z Berylem było...

No właśnie. Pytacie co z Berylkową łapą. No to chcę Was pocieszyć, że już wszystko w porządku!

Kiedy do nas przyjechał, miał łapę schowaną w takiej bardzo twardej skarpecie.

Dziwnie trochę chodził, bo nie mógł za bardzo jej zginać, więc tak śmiesznie nią zamiatał. A biegał jeszcze dziwniej, naprawdę. No ale jakoś mu to nie przeszkadzało ganiać po naszym ogródku.

A najzabawniej wyglądało, kiedy chciał tą łapą o coś poprosić, albo kogoś pogłaskać. Zupełnie jakby miał zamiar temu komuś przyłożyć... łup! Było z tego trochę śmiechu.

Ale tak naprawdę to bardzo biedny był Berylek. Opowiedział mi kiedyś, że ta łapa zepsuła mu się kiedy wpadł pod jadący ulicą samochód. Nie znaliśmy się jeszcze wtedy. Orety, to musiało być straszne przeżycie!  Na szczęście tylko tak się skończyło, a przecież mogło o wiele gorzej. Do dziś trochę się boi samochodów, kiedy jesteśmy na spacerze. Ale na szczęście naszego się nie boi i wskakuje do niego chętnie, tak jak ja.

A jeszcze przedtem podobno mieszkał w klatce. On i wiele innych psów. To takie dziwne miejsce gdzie jest dużo klatek i w każdej mieszkają psy albo koty. Pytałam go też gdzie był jeszcze wcześniej, kiedy był zupełnie malutki, ale on już tego nie pamięta. 

Za to teraz mieszka w naszym domu i chciałabym żeby tu już został!



Biedny,  bardzo długo nosił tę twardą skarpetę. Już myślałam, że to na zawsze. 


Ale na szczęście łapa się już naprawiła i ostatnio pan doktor mu skarpetę zabrał.

Nawet nie macie pojęcia jak się Beryl z tego ucieszył!

Tak się cieszył, że ciągle tę łapę lizał z radości. Aż w końcu mamusia mu musiała założyć na łapę opatrunek, a na głowę taką lampę, żeby nie mógł opatrunku zdjąć. No i faktycznie nie mógł. Nie mógł też na początku za bardzo trafić w drzwi ani do miski, ale się szybko nauczył. A najszybciej się nauczył wskakiwać na swój ulubiony fotel, na którym lubi sobie spać.  Kiedyś nawet spał tak...


Naprawdę nie wiem jakim cudem udało mu się nie spaść. Ale nie spadł... 

Ale to wszystko już historia. Teraz nie nosi już ani lampy ani opatrunku! 



17.07.2016

Blog bez Aronka ?





To ja, Mila.

Mamusia poprosiła mnie, żebym czasem tu coś napisała.

Miałyśmy zamknąć tego bloga, bo bez Arona nic już nie jest takie samo.

Ale z drugiej strony, jeśli będę dalej pisać, czasem ktoś tu zajrzy i przeczyta sobie dawne Aronkowe historie. Ja bardzo lubię je czytać.

Sam Aron pozwolił mi przecież kiedyś pisać na tym blogu. No więc będę tu pisać. Troszkę dla Niego, troszkę dla siebie i troszkę dla Was.


* * * * *


Życie bez Aronka jest zupełnie inne.

Pierwsze dni i tygodnie były dla mnie bardzo smutne i samotne.

Niełatwo jest być jedynym psem, w domu, w którym zawsze miało się kochanego Starszego Brata. Zawsze mogłam na nim polegać, wszystko robiliśmy razem, a nawet jeśli nic nie robiliśmy, to też wspólnie.

Dni mijały wszystkie jednakowe i samotne. Myślałam, że już zawsze tak będzie.

Aż tu nagle, pewnego majowego ranka przyjechał pociągiem ON. Mama przedstawiła mi go w trochę skomplikowany sposób, jako "rodzinnego tymczasika, który niewykluczone że zostanie całoczasikiem"...

Nie wiem, czy coś z tego rozumiecie. Ja w sumie nie do końca, ale przecież nie muszę wszystkiego zawsze rozumieć.

W każdym razie wtedy właśnie w naszym domu i życiu pojawił się BERYL.




Beryl wygląda tu strrrasznie poważnie, zresztą jest rzeczywiście ode mnie starszy, ale na ogół minkę ma całkiem wesołą.

Ja też, bo wreszcie nie czuję się tak samotna.
I nareszcie mam z kim pogadać i się pobawić.
No i zresztą całkiem go lubię.
Niezły z niego kompan.
Nawet kiedy wyleguje się w moim dołku ...


Pozwalam mu. A co tam...










19.02.2016

Kochani moi...





Kochani moi, nie żegnamy się przecież tak całkiem. Wiem że będę z Wami zawsze, w Waszych sercach i wspomnieniach.

To były nasze wspólne, piękne i szczęśliwe lata.

A teraz, po drugiej stronie tęczy, będę mógł znów biegać po łąkach i lasach. Czekał tam na mnie mój dobry Przyjaciel Misio.



Teraz jesteśmy znów razem.

15.08.2015

Ja - wodołaz ...


Uff..

Ale upały ostatnio. Trochę mi za ciepło. Nie chce mi się nic robić, tylko bym spał i spał. Właściwie to zimą też dużo śpię, ale latem jakoś chyba więcej.

Mamusia postawiła w ogródku taką kolorową dużą miskę i nalała tam wody.
Podobno mamy się w niej kąpać, żeby się ochłodzić. 

Nie bardzo wiem jak to zrobić.

Tatuś próbował mnie dziś namówić do kąpieli. Powiedział żebym właził, skoro jestem wodołazem. No to wlazłem.



No ale wykąpać się jakoś nie umiałem...


Jak tu się wykąpać w misce? Nawet jeśli jest to troszkę większa miska...


Zrobiłem w końcu z niej dobry użytek i ugasiłem pragnienie...


Uff, dobrej wody nigdy za wiele ...

A nasza Milka nawet nie weszła do tej miski.
No ale wiadomo: ona nie jest wodołazem, nie to co ja :)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...