W kuchni dzieje się dużo niezwykle ciekawych rzeczy, ciągle coś pachnie albo coś ciekawego słychać.
Najciekawszy dźwięk wydają otwierane drzwi do lodówki. Oooo, wtedy trzeba być w pogotowiu!
W naszym domu najpierw była stara i bardzo mała kuchnia. Taka mała, że obaj ledwo się mieściliśmy.
No, znaczy oficjalnie to żaden z nas się tam nie mieścił, bo nie wolno nam tam było wchodzić...
Rzecz jasna, kiedy byliśmy sami, ten zakaz nie obowiązywał. To znaczy być może i obowiązywał, ale jakoś zdarzało się nam o tym zapomnieć.
A oficjalnie to pełniliśmy wartę przed drzwiami do kuchni, o tak:

Bo drzwi to w tej kuchni wcale nie było. Zresztą teraz też nie ma.
Te butle to tak stały, że niby przeszkoda taka, miała nam uniemożliwiać wchodzenie do środka.
Powiem wam w tajemnicy, że marna to była przeszkoda, hehe. Już najbardziej to ona przeszkadzała innym domownikom, bo się biedni zawsze namęczyli żeby między nimi przejść. No a my, kiedyśmy już tam chcieli wejść, ani trochę się nie męczyliśmy. Wcale a wcale :)
Kiedy nie pełniliśmy warty przy butlach, zostawało nam już tylko wyczekiwanie w przedpokoju, a może ktoś coś ciekawego do jedzenia wyniesie z kuchni i coś nam się trafi?
.
.

Eh, no ciężkie to było życie. Takie życie wygnańców kuchennych...
No ale niedawno okazało się, że jak się o czymś marzy z całego serca, to marzenia się spełniają. Mamusia zresztą tak mówi i ja osobiście uważam, że ma całkowitą rację.
Zawsze marzyłem żeby w kuchni zamieszkać. No i proszę, spełniło się!
Nie, nie przenieśliśmy się do kuchni, to raczej ona przeniosła się do nas...
Często sobie z Misiem pomieszkiwaliśmy w takim jednym dużym pokoju, bo tam kafle są na podłodze i zawsze jakoś chłodno i przyjemnie jest. No i kiedyś okazało się że kuchnia się tam właśnie przeniosła!
Co za radość!
I nikt nas z tej nowej kuchni nie wypędził. Z wygnańców staliśmy się kuchennymi rezydentami!
.
Możemy sobie do woli siedzieć i leżeć, spać albo obserwować co się w naszej kuchni dzieje.
A dzieje się, ciągle coś się dzieje!
.
.




Życie kuchennych rezydentów jest po prostu cudowne!...

Biedne ciemiężone psy czekające na progu kuchni!
OdpowiedzUsuńAż łza się w oku kręci. Bardzo się cieszę, że Wasz los wreszcie się poprawił;-)
Nasza kuchnia jest dość duża, ale Nuka pełni rolę naturalnej ochrony i muszę się z nią kłócić, żeby kogoś wpuściła. Pozdrawiam serdecznie
jednak jest sprawiedliwosc na tym swiecie:-)
OdpowiedzUsuńcierpliwosc poplaca:DD
wygladacie tak misiowo..z moim krotkim futrem czuje sie jak goly:-)
u nas tzw nowe budownictwo, czyli otwarta kuchnia. i nie da sie zrobic jej zamknietej. jak cos sie dzieje to ja krece sie obok szafek i nie jest to mile widziane..
fajnie ze znow jestescie na blogu:-)))
Enzo