O, psiakostka!


W ostatni weekend dostaliśmy od Tatusia następną wielką, cudowną kość.

To znaczy... Milka ją dostała...



Strasznie jej smakowała, gryzła ją i gryzła,


wąchała i lizała, mlaskała i znowu gryzła ...


i chyba zupełnie zapomniała, że miała się ze mną podzielić tą kością...


No ale ja jestem psem dobrze wychowanym, więc jej nie chciałem przeszkadzać...

Ale nie ukrywam, że trochę mi było smętnie na mojej czarnej, kudłatej, psiej duszy ...

i strasznie jej zazdrościłem...


Dopóki sobie nie przypomniałem,

że ja przecież też dostałem kość...


O, psiakostka, chyba zaczynam mieć sklerozę!

2 komentarze:

  1. wspaniala historia:-)))
    dobrze, ze Ci sie Aronie przypomnialo o tym, ze tez dostales kosc! taki "jedzeniowy" wpis zaraz uruchomil moje mysli w jednym kierunku:miska!
    dzis do poludnia niestety bede "na glodnego", baaardzo mnie to stresuje. to wymog doktora, a nie ze braklo jedzenia;-). jak dobrze pojdzie to wieczorem pewnie bede mogl juz cos zjesc..usciski dla Ciebie, Milki i Domownikow:-)Enzo

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ogromne kości!
    Klara nie wiedziałaby, co z nimi zrobić :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...