21.05.2013

O, psiakostka!


W ostatni weekend dostaliśmy od Tatusia następną wielką, cudowną kość.

To znaczy... Milka ją dostała...



Strasznie jej smakowała, gryzła ją i gryzła,


wąchała i lizała, mlaskała i znowu gryzła ...


i chyba zupełnie zapomniała, że miała się ze mną podzielić tą kością...


No ale ja jestem psem dobrze wychowanym, więc jej nie chciałem przeszkadzać...

Ale nie ukrywam, że trochę mi było smętnie na mojej czarnej, kudłatej, psiej duszy ...

i strasznie jej zazdrościłem...


Dopóki sobie nie przypomniałem,

że ja przecież też dostałem kość...


O, psiakostka, chyba zaczynam mieć sklerozę!

7.05.2013

PSY sobocie po robocie...



Bardzo pracowity był ten ostatni weekend, znaczy mamusia i tatuś dużo w ogródku pracowali...

Ale ja też się jakoś tak zaraz poczułem strasznie zmęczony ...


Cudownie się tak po robocie wypoczywa ...


Zwłaszcza że dostaliśmy z Milą wspaniałą wielką kość do obgryzienia...


Milka ją napoczęła, a ja ją sobie dokończyłem.

Uff, naprawdę miałem po czym wypoczywać, wyobrażacie sobie ile roboty jest z taką ogromną kością?!

Za to Mila nie usiedzi nawet na chwilę, ciągle biega po ogrodzie tu i tam.


Taka wiercipięta z niej jest.


A jak już nawet usiądzie, to nie może wytrzymać nawet chwilki spokojnie.


 W przeciwieństwie do mnie ...


Ja spokojnie wytrzymuję take spokojne leżenie. Ani drgnę.


Czy widzicie żebym się wiercił albo kręcił? 


No właśnie, nie! Bo ja jestem raczej takim psem   s t a c j o n a r n y m ...

14.04.2013

Psie drzemki



W moim dawnym życiu spałam... nie, tak naprawdę to już nie pamiętam gdzie spałam. 

W każdym razie aż do niedawna nie wiedziałam do czego służy KANAPA ...
Odkryłam to dopiero tutaj, w moim prawdziwym domu.

Nie macie pojęcia jaka to wspaniała rzecz, taka kanapa!  Ja też nie miałam.

Ale już teraz WIEM!




Uwielbiam drzemać na kanapie, najbardziej to z moją mamusią, ale bez niej też jest fajnie się tak wylegiwać.


Często wieczorami ucinamy sobie z Aronkiem psią drzemkę. To znaczy ja drzemię na kanapie, a on obok...



Aron mówi, że mu niewygodnie i za gorąco. Ale ja myślę, że ta kanapa jest po prostu na niego za mała... 

A ja się mieszczę w sam raz. 

Mamusia się śmieje, skąd ja wiem do czego służy poduszka:


No przecież mam oczy, to wiem jak ludzie sobie śpią!

I nawet wiem do czego służy kocyk:



Och, jaka miła ta drzemka...

Nie, no nie zawsze przecież tak się wyleguję. 
Najczęściej jednak drzemię, tak jak Aron, na psich kołderkach, których mamy w domu całe mnóstwo.

Jak widać, dla Aronka też niektóre są za małe:


No ale, jakoś tam się w końcu można wygodnie ułożyć i dalej razem sobie drzemać...





7.04.2013

To ja, Mila :)

Aron powiedział, że mogę tu czasem coś do Was napisać. No to piszę:

Cześć, to ja, Mila :)


Tak naprawdę mam podobno na imię Baghira. Ale już nie pamiętam kto i kiedy tak do mnie mówił. Musiało to być bardzo dawno temu. Pewnie byłam mała. Niewiele z tamtych czasów pamiętam.

Pamiętam później dom pełen psów i bardzo miłą i kochaną panią, która mnie często przytulała. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułam że ludzie są do kochania. Teraz już to wiem na pewno :)
W tamtym domu nazywano mnie Mirą i Mircią. Było tam bardzo fajnie i wesoło. Była nas cała radosna gromadka i pamiętam te dni jak najwspanialszy psi sen.

Później jechałam długo samochodem, aż dojechałam tutaj.
Tutaj już jestem na zawsze. Wiem to na pewno.

Wiem, że już znacie moją ludzką rodzinkę. Oni mówią na mnie Mila, bo córeczka mamusi też ma na imię Mircia i dwie w jednym domu to by było za dużo. Przynajmniej tak twierdzi mama. Że gdyby wołali Mira to obie byśmy biegły. No nie wiem, czy Mircia by biegła do psiego smakołyczka czy do mojej miski. Ale nie będę się kłócić. W końcu Mila też brzmi ładnie, no nie?

Aron to mój najlepszy przyjaciel. Na początku trochę się go bałam, bo on jest bardzo duży i najczęściej ma taką straaasznie poważną minę...




Przez pierwsze dni myślałam sobie, że może mnie nie lubi.

Ale teraz wiem, że to nieprawda. On ma taką poważną minę, bo myśli. Tak mi powiedział. Zastanawia się. Analizuje.

Okej, teraz rozumiem. Już same te słowa brzmią strasznie poważnie. Nic dziwnego że Arona mina tak wygląda!

Ale w gruncie rzeczy Aron jest wspaniałym kumplem.

Czasem nawet udaje mi się go rozkręcić i zachęcić do zabawy, ale najczęściej to jednak leży sobie i analizuje świat.

Ja natomiast zdecydowanie najbardziej lubię zabawę.




Bardzo lubię gryźć różne fajne rzeczy, najczęściej są to moje zabaweczki, czasem zdarzają się nie moje i wtedy wpadam w małe tarapaty, ale to naprawdę nie zdarza mi się tak często...

A prawdę mówiąc, zauważyłam że niektóre fajne przedmioty trochę z domu poznikały, na przykład skarpetki mojej mamusi, które czasem udało mi się wygrzebać gdzieś w sypialni i trochę się nimi nacieszyć, ostatnio nigdzie ich nie widzę. Chyba nie zjadłam ich wszystkich??? Hm...

Lubię jeszcze robić inne rzeczy, ale o tym opowiem Wam następnym razem. Aron obiecał, że będę tu mogła sobie pisać kiedy tylko zechcę.

No to pa!

25.01.2013

Psie sprzątanie



Jak każda dziewczyna, Milka ciągle sprząta. Najchętniej sprząta podłogę w kuchni i w salonie. 

W kuchni to wiadomo, ciągle coś spada domownikom na podłogę, a to jakiś okruszek, a to jakiś paproszek. Milka żadnemu nie przepuści! Wszystko jest zaraz posprzątane, do czysta!

Mamusia się śmieje, że już nigdy nie będzie musiała w kuchni odkurzać, bo ma takiego małego robocika co ciągle biega i pochłania paproszki. 



Milka chętnie sprzątałaby też blaty w kuchni, ale ten pomysł się już mamusi nie podoba, w sumie nie wiem dlaczego, ja też mógłbym jej czasem pomóc. We dwójkę to szybko byśmy się uwinęli!



Ze dwa razy udało się Mili sprzątnąć z blatu coś konkretniejszego.

Raz były to gołąbki z rondelka, przynajmniej mamusia tak mówiła, bo Mila mi później wytłumaczyła, że tam żadnych gołąbków nie było, tylko kapusta i mięso, ale też pyszne... W każdym razie tatuś i mamusia byli bardzo zdenerwowani, bo Mila miała ponoć wrażliwy brzuszek i nie wolno jej było jeść niczego poza specjalną karmą. No ale chyba zapomnieli jej o tym powiedzieć. 

Nic jej nie było ani po tym, ani po szarlotce którą kiedyś mamusia zostawiła "na chwilę" na blacie. To była jej ostatnia chwila hehe...

No a Mila znaczy brzuszek już ma zdrowy. 

Potem jeszcze wyżarła tatusiowi chałwę z pudełeczka, a kiedyś wypiła mamusi maślankę z kubka i wszyscy się dziwili jak ona to zrobiła, bo kubek stał dalej sobie spokojnie na blacie a dookoła nie było ani jednej kropli maślanki. W kubku też nie.

Cała rodzinka przy Milce nauczyła się trochę porządku, wszyscy bardzo uważają żeby nie zostawiać jedzenia na wierzchu, wielka szkoda...

Raz nawet kiedy chłopcy upiekli ciasto i musieli zostawić je na blacie żeby wystygło, to położyli na nim kartkę gdzie było napisane specjalnie do nas, żebyśmy nie zjadali. No i ja przeczytałem i nie pozwoliłem Milce go sprzątnąć. Mama się potem z chłopców śmiała, że niby do psów piszą, trochę byłem oburzony, no bo przecież nie zjedliśmy, to znaczy że zrozumieliśmy.

Mamusia mówi, że w porównaniu z Milką to ja jestem czarnym aniołkiem, bo nie muszą się bać że coś im sprzątnę ze stołu. 

Co prawda raz to zrobiłem, ale wtedy byłem bardzo bardzo głodny, a oni zostawili na wierzchu wieeelki kawał upieczonego mięsa. Pyszne było... 

Mówili, że zjadłem ich świąteczny obiad. Coś tam jednak potem sobie zjedli, a ja przynajmniej przestałem być tak głodny...

Najbardziej rodzice martwią się kiedy Mila zjada rzeczy niejadalne.

Pokój z butami został przed nami zamknięty, więc poza jednym kapciem Mamusi, który Milka wyniosła kiedyś do  ogródka, nie udało jej się w tym temacie narozrabiać. 

Kiedyś jednak odkryła, że wspaniałą zabawką są również skarpetki. I dużo łatwiej je znaleźć.

No i już ma na swoim koncie kilka zjedzonych do połowy, jedną w całości, a z jeszcze inną się jej nie udało. Pewnie była za duża i Milka ją wykrztusiła z siebie na oczach całej rodziny, budząc powszechne przerażenie...

Raz to nawet Mamusia była z nią u pana doktora, żeby jej zajrzał do brzuszka taką specjalną maszyną w poszukiwaniu skarpetki, ale okazało się że skarpetek nie widać na zdjęciach. I zresztą nic poważnego to nie było. Co połknęła, to sobie samo wyszło i tyle. O co tu się martwić.

Tak, a co do sprzątania, to jeszcze Milka salon sprzątać uwielbia. Tam stoi wielka klatka, w której mieszkają nasze papugi. Są tylko dwie, ale śmiecą za dziesięć. W ogóle nie potrafią jeść nad miską i rozsypują pełno skorupek od tych swoich ziarenek.

A Milka je wszystkie zjada. 

Kiedyś nawet powąchałem te skorupki, żeby się przekonać czy ciekawie pachną, ale skąd! No po prostu kolejne paproszki. Co ona w nich widzi to ja nie wiem. Może po prostu naprawdę chce pomóc Mamusi w sprzątaniu?

Dobra z niej dziewczynka!






Ostatnio zauważyłem, że Milka ma też ochotę sprzątać moją miskę. Gdyby nie mamusia, która staje pomiędzy nią a mną, to sprzątnęłaby mi wszystko! 

Co ja poradzę że wolniej od niej jem, a ona zaraz przybiega i zagląda żeby zobaczyć ile mi jeszcze w misce zostało. No to ja się uprzejmie odsuwam... A ona zaraz sprząta...

Ehh, co za czyścioszka...

29.12.2012

Kochamy zimowe spacery


Okazuje się, że nie tylko ja kocham zimowe spacery. Milka też!




W lesie, puszczeni wolno, biegamy sobie po śniegu  i hasamy do woli.

To znaczy, Milka na ogół biega za nas oboje, a ja sobie trochę wolniej chodzę.





Nawet ciężko jej zrobić zdjęcie, bo zaraz ucieka mamusi z kadru. Ona ma strasznie dużo siły!

Na szczęście czasem na chwilkę sobie przysiada, a potem leci dalej.



Zima jest super!

25.12.2012

Świętujemy :)






Pierwszy Świąteczny dzień spędziliśmy z Milką bardzo miło i leniwie :)
Wszystkiego najlepszego!

2.12.2012

Psie-tulanki i inne gryzaki



Oboje z Milą lubimy się bawić zabawkami, z tym, że ja najbardziej lubię takie co potrafią piszczeć.


Dostałem znowu takiego samego pora, jak rok temu. Fajnie piszczy, lubię go nosić w zębach albo sobie położyć przy nosie i pilnować.

Pilnować muszę, bo Milka mi go uwielbia zabierać.

A jak ona coś zabierze, to już się mogę z tym pożegnać, tak jak musiałem się pożegnać z dwoma piszczącymi jeżykami, które dorwała i którym zaraz odgryzła nosy ..

UWAGA, zdjęcie drastyczne!!!



Strasznie wyglądają, prawda? No to rozumiecie sami, czemu tak pilnuję pora...

Biedne jeżyki, poszły do śmieci, bardzo mi ich szkoda. Mamusia obiecała, że mi jeszcze kupi, jak znajdzie takiego, co nie ma nosa. No, sam nie wiem...

Na innych zabawkach to mi zupełnie nie zależy, na przykład na takiej drewnianej kości, którą kiedyś dostałem, ale która wcale mi się nie spodobała, bo nie umiała piszczeć.



Mila natomiast ogromnie się nią zachwyciła.



Gryzie ją i  gryzie, kiedy tylko może.



Nie ma się więc co dziwić, że ta kość, choć jest naprawdę bardzo twarda, wygląda dziś tak:




Mila lubi bawić się właściwie wszystkim co jej wpadnie pod łapę.

Kiedyś nawet próbowała bawić się mamusi butem, ale mamusia nie była tym pomysłem zachwycona. Szczęście że zdążyła jej mamusia odebrać buta, zanim Milka mu odgryzła nosek, tak jak moim jeżom!



No a w ogóle to Mila lubi jeszcze psie-tulanki.

Ma ich kilka i choć to bardzo dziwne, wszystkie są jeszcze całe!

Nawet nosy mają!



A najbardziej kocha swojego królika, tego samego którego ganiała po ogródku.

Teraz też go czasem gania, ale często też idzie z nim spać...


Widzicie, ma nos!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...