28.05.2011

Nasz psi ogródek

Obaj bardzo lubimy przesiadywać w ogródku. A konkretnie to wylegiwać się.










A ja osobiście najbardziej lubię leżeć pod furtką. Stamtąd najlepiej widać co się dzieje i kto idzie. I można się pogapić albo poszczekać.


Ale najlepiej mi kiedy po prostu sobie leżę i dumam.




Spytacie o czym tak dumam?



O, kochani, taki pies jak ja ma naprawdę dużo spraw do przemyślenia! Nie będę Was tu zanudzał szczegółami, w każdym razie poczynając od drobiazgów typu co się kryje za nowym zapachem przy słupie na rogu ulicy i dlaczego przypomina mi on zapachy ze skwerku przy stacji, a kończąc na kwestiach zasadniczych, takich jak zbyt powolny upływ czasu pomiędzy jednym spacerem a drugim, ciągle mam nad czym się zastanawiać.


Mamusia mówi że jestem typem melacholika, ale to nieprawda, ja po prostu często rozmyślam!





Misio natomiast preferuje czynny wypoczynek, a szczególnie to lubi kopać dołki.



Mamusia i tatuś się trochę denerwują na te dołki, krzyczą na niego trochę, ale Misio mi kiedyś wyznał w zaufaniu że on i tak będzie te dołki kopał, żeby nie wiem jak bardzo rodzice się denerwowali, no bo on po prostu m u s i sobie czasem pokopać i już. Siedzi sobie siedzi spokojnie, aż nagle dochodzi go jakiś fascynujący zapach, no i on biegnie sprawdzić co to, a ten zapach okazuje się że dochodzi spod ziemi. No i on po prosu m u s i się go doszukać. Czasem wygrzebie jakąś starą kość, którą zakopał pies poprzednich właścieli naszego ogródka, a czasem nie ma tam nic, a przynajmniej niczego się nie udaje za pierwszym kopaniem znaleźć. Często na to pomaga drugie kopanie, parę dni później, no i głębiej...



No i ja to rozumiem. To jest pasja!



Mamusia chyba jednak nie rozumie tej Misiowej pasji, a najbardziej denerwuje się jak te dołki znajdują się obok jakiejś jej roślinki, czasem co prawda Misio odkłada na bok roślinkę, bo mu przeszkadza, ale to i tak nie pomaga na Mamusi humor.



No żeby utrudnić Misiowi kopanie wśród roślin, Mamusia podwyższyła ogródkowe płotki. O, takie są już wysokie:







Trochę mi było żal Mamusi, bo się namęczyła przy tej robocie, no i mówiła przy tym że ma nadzieję że przez taki wysoki płotek żadnemu czarnemu potworowi się nie uda przeskoczyć. Rzeczywiście nie widziałem żeby jakiś czarny potwór próbował go przeskoczyć.




No ale za to Misio ...






Miałem pocieszyć Mamusię że to w każdym razie nie był żaden czarny potwór, ale ... co będę na kumpla donosił ...

26.03.2011

Pees.

Nie ma jednak róży bez kolców. Zapomniałem napisać, że mamusia czasem zagradza nam wejście do kuchni takim płotkiem i musimy siedzieć w przedpokoju.
Podobno podłoga musi wychnąć. Ja tam nie wiem, mi mokra zupełnie nie przeszkadza.
No ale jak mus to mus.

Leżę po drugiej stronie grzecznie, ale minę mam odpowiednią, żeby wiedziała jaką krzywdę mi wyrządza!




23.03.2011

O, psia kuchnia!

Kuchnia, jak powszechnie wiadomo, jest najważniejszym miejscem w domu. Przynajmniej u nas.



W kuchni dzieje się dużo niezwykle ciekawych rzeczy, ciągle coś pachnie albo coś ciekawego słychać.



Najciekawszy dźwięk wydają otwierane drzwi do lodówki. Oooo, wtedy trzeba być w pogotowiu!



W naszym domu najpierw była stara i bardzo mała kuchnia. Taka mała, że obaj ledwo się mieściliśmy.



No, znaczy oficjalnie to żaden z nas się tam nie mieścił, bo nie wolno nam tam było wchodzić...



Rzecz jasna, kiedy byliśmy sami, ten zakaz nie obowiązywał. To znaczy być może i obowiązywał, ale jakoś zdarzało się nam o tym zapomnieć.



A oficjalnie to pełniliśmy wartę przed drzwiami do kuchni, o tak:






Bo drzwi to w tej kuchni wcale nie było. Zresztą teraz też nie ma.
Te butle to tak stały, że niby przeszkoda taka, miała nam uniemożliwiać wchodzenie do środka.

Powiem wam w tajemnicy, że marna to była przeszkoda, hehe. Już najbardziej to ona przeszkadzała innym domownikom, bo się biedni zawsze namęczyli żeby między nimi przejść. No a my, kiedyśmy już tam chcieli wejść, ani trochę się nie męczyliśmy. Wcale a wcale :)





Kiedy nie pełniliśmy warty przy butlach, zostawało nam już tylko wyczekiwanie w przedpokoju, a może ktoś coś ciekawego do jedzenia wyniesie z kuchni i coś nam się trafi?
.
.








Eh, no ciężkie to było życie. Takie życie wygnańców kuchennych...



No ale niedawno okazało się, że jak się o czymś marzy z całego serca, to marzenia się spełniają. Mamusia zresztą tak mówi i ja osobiście uważam, że ma całkowitą rację.

Zawsze marzyłem żeby w kuchni zamieszkać. No i proszę, spełniło się!



Nie, nie przenieśliśmy się do kuchni, to raczej ona przeniosła się do nas...



Często sobie z Misiem pomieszkiwaliśmy w takim jednym dużym pokoju, bo tam kafle są na podłodze i zawsze jakoś chłodno i przyjemnie jest. No i kiedyś okazało się że kuchnia się tam właśnie przeniosła!



Co za radość!



I nikt nas z tej nowej kuchni nie wypędził. Z wygnańców staliśmy się kuchennymi rezydentami!
.
Możemy sobie do woli siedzieć i leżeć, spać albo obserwować co się w naszej kuchni dzieje.

A dzieje się, ciągle coś się dzieje!
.
.




Życie kuchennych rezydentów jest po prostu cudowne!...







11.03.2011

Psie spanko

Jest nas dwóch, a materacyk mamy jeden.

Mamusia już nie raz się przymierzała do tego, żeby nam zrobić drugi, ale w końcu zawsze rezygnuje, i ma w sumie rację.

Dlaczego?

Dlatego że żaden z nas nie chce na nim spać dłużej niż przez chwilę.

Za to strasznie się do niego ścigamy!

Kto pierwszy wpadnie wieczorem do sypialni, ten zaraz zajmuje materacyk i dumnie sobie na nim leży, a ten drugi musi kłaść się na gołej podłodze...

Co prawda jest to wygrana na pięć minut, bo długo żaden z nas nie wyleży na materacu za żadne skarby. Ale jednak wygrana.

Na materacu jest stanowczo za ciepło i za miękko. Dlatego resztę nocy spędzamy na podłodze.

Ale jednak fajnie jest się czasem bachnąć na materacyk!







Na ostatnim zdjęciu widać że Mamusia zmieniła naszemu materacykowi ubranko. Musiała je zmienić , bo stare się całkiem zniszczyło, od kiedy Misio postanowił sprawdzić co jest w środku :)



20.02.2011

Ze śniegiem nam do twarzy :)

Zima trzyma!

Mamusia co prawda trochę narzeka, ale tu akurat się nie zgadzamy.

Sami zobaczcie, czy może być rozkoszniej ?






.
Obaj uwielbiamy zimę, śnieg i ten kojący zimowy chłodek...
.
Lubimy sobie razem posiedzieć w ogródku kiedy pada śnieg.
.
.
.
Mamusia co prawda martwi się zawsze że nam zmarzną pupska,
ale Tatuś jej tłumaczy że tam skąd pochodzą nasi przodkowie jest raczej chłodno i dlatego zimą nie marzniemy, a latem jest nam stanowczo za gorąco.
.
.
Prawda że ze śniegiem nam do twarzy ?...
.
.

4.11.2010

Kto z kim psy-staje ...

Podobno psy i ich właściciele robią się do siebie podobni.
Hmmmm, czy ja wiem?
Niby w czym?
Co prawda, jak się tak troszkę zastanowię,
to może i by się znalazły jakies podobne cechy...
.
Ale najbardziej to się robimy podobni do siebie z Miśkiem. Przynajmniej tak twierdzi Mamusia.
.
Ja zawsze byłem wielkim pieszczochem, chyba już taki się urodziłem.
Kiedy uda mi się namówić kogoś na pieszczoty (tak naprawdę to nie trzeba ich długo namawiać), to niełatwo odpuszczam!
- No jeszcze troszkę, no co tak krótko! - Zastępuję im drogę, nie dam tak łatwo odejść, albo łapię łapami za nogi, prawie zawsze to działa, głaszczą chętnie i drapią za uszami, uwielbiam to!
.
Misiek na początku nie był taki. Podchodził chętnie, dał się troszkę pogłaskać i leciał dalej, przed siebie. Taki z niego był raczej wiercipięta.
No ale teraz to już mam w nim prawdziwego konkurenta do pieszczochów! Wyraźnie podejrzał to u mnie i mu się spodobało. Wcale mu się nie dziwię...
.
Mamusia mówi że Misiek zrobił się też prawie takim samym leniuszkiem jak ja, czyli jeszcze bardziej "znowofundlandział" :)
No bo ta nasza rasa tak ma.
Jak już człowiek, eeee.... znaczy pies jak już sobie wygodnie leży, to nie po to żeby na każde zawołanie wstawać i lecieć, o nie!
.
Nowofundland musi się najpierw:
.
- ocknąć z nowofundlandziego zamyślenia,
.
- upewnić się że to co mu się wydawało że słyszał to naprawdę słyszał i to było wołanie
.
- jeszcze raz się upewnić że to wołanie było na pewno do niego
.
- zastanowić się o co właściwie im może chodzić
.
- zamknąć oczy i próbować przeczekać... (czasem rezygnują)
.
- przemyśleć sprawę raz jeszcze, no i wtedy
.
- ewentualnie wstać i podejść, ale też niekoniecznie.
.
Mamusia mówi że kiedy mnie woła, to ja odliczam sobie pod nosem do trzydziestu zanim się ruszę. Hehe, czasem nawet jak się niecierpliwi to woła: Aron, trzydzieści! No ruszaj się!
.
Póki co, nie wyprowadzam jej z błędu, niech sobie tak myśli, ale tak naprawdę to dużo bardziej skomplikowany proces jest...
.
No i Misiek, który na początku podbiegał radośnie na każde pierwsze zawołanie (też mi gorliwiec hehe), teraz już pojął o co chodzi w tym naszym nowofundlandzim sposobie życia. Przewodnika potrzebował, hihihi. No to mu pokazałem :) I teraz razem sobie tak polegujemy i myślimy ...
.
Aha, oczywiście te wszystkie procesy myślowe związane ze wstawaniem nie dotyczą chwili kiedy Mamusia ma w ręku coś do jedzenia. Wtedy bez wahania rzucamy się obaj na wyścigi :)
.
Misiek chce się też upodobnić w innych sytuacjach, na przykład chciał się nauczyć zasiadania na ludzkiej kanapie w salonie, tak jak ja czasem sobie przysiądę.
.


Misio władował się więc ostatnio przy wszystkich na kanapę Mamusi,

no ale długo se nie posiedział, bo Mama, zaśmiewając się co prawda, najpierw zrobiła mu zdjęcie, a potem przegoniła go i zakazała włażenia na nią.
.
No i więcej nie próbował.
.
Przynajmniej przy ludziach :)
Z drugiej strony, nie powiem, ja też się trochę do Misia upodobniłem.
.
Na przykład nauczyłem się przy nim szczekać na obcych ludzi, którzy podchodzą do naszej furtki. Kiedyś mi nie zależało, po co szczekać i robić tyle hałasu. A przy Misiu odkryłem że to niezła frajda jest! Jak tak obaj stoimy przy furtce i strasznie groźnie szczekamy, to wszyscy się na nas patrzą z respektem. O-ho-ho! Taaakie dwa straszne psiska!
.
Podobno ludzie się nas nawet boją!
.
Hehe, kto nie zna niufków to myśli że to strasznie wielkie i groźne psiska. A z nas takie wielkie pluszaki są. Tak mówi mamusia.
.
A tak w ogóle to jednak trochę nadal różnimy.
.
Mamusia mówi, że Misio jest ekstrawertykiem a ja introwertykiem. Takie trudne dwa słowa.
.
Podobno wystarczy popatrzeć na nasze miny i wszystko jasne.
.
No to popatrzcie sobie.

--------------------------------------

PS. Zajrzyjcie dziś koniecznie do moich przyjaciół z Domu Tymianka.

15.09.2010

Psie smuteczki u Cioteczki

LasyDaisy to jedna z moich Ciotek. Ciotek czyli przyjaciółek mamusi. Tak naprawdę to nazywa się Marta i bardzo ją lubię :)

Marta opowiedziała mamusi przedwczoraj historię ślicznej Suni i chudego Kostka. Możecie przeczytać o nich na jej blogu.

Wiecie co, płakać mi się chce i naprawdę nie mogę się pogodzić z tym, że tyle jest biednych bezdomnych psów. Nie ma ich kto przytulić, pogłaskać, potarmosić za uszkiem. Nie mają co jeść, nie mają gdzie spać...

Jak to dobrze że ja mam swój dom! Jak dobrze że nigdy nie musiałem mieszkać na ulicy!

Nie wiem zresztą, czy dałbym sobie radę...
Wiem, że jestem adoptowany, to żadna tajemnica. Ale moi pierwsi państwo nie porzucili mnie na ulicy, tylko poszukali dla mnie domu, zadbali o to żebym trafił do dobrych ludzi. Misio też ma podobną historię, gadaliśmy sobie kiedyś o tym czekając aż "nasi" wrócą do domu z pracy. I jesteśmy teraz obaj bardzo szczęśliwi!
Tak bardzo chciałbym, żeby Suni i Kostkowi też się powiodło!...
Zobaczcie jakie piękne mordki! Może ktoś z Was szuka najwierniejszego przyjaciela?


Ta na górze to była Sunia. A teraz będzie Kostek. Jaką ma smutną minkę ...

5.09.2010

Amigos

Enzo, rzeczywiście, trochę się opuściłem w pisaniu bloga!

Tak jakoś, natchnienia nie miałem, czy co...



Lato było takie fajne, leniwe, cała rodzinka w domu, wszyscy razem sobie leniuchowaliśmy, a więc to co niufki lubią najbardziej...



Lato się kończy, dzieciaki wróciły do szkoły, w domu znowu robi się cicho i pusto.

Jak to dobrze że nie jestem sam!


Powiem Wam, że życie z moim kumplem Miśkiem jest naprawdę fajne! Zrobiła się z nas niezła zgraja. Okazuje się że o wiele przyjemniej jest robić wszystko we dwóch!






Jak widzicie, nawet się już razem ganiamy i bawimy! Co prawda nie lubię takich zabaw w zbyt dużych dawkach, trochę poganiam z Miśkiem i zaraz biegnę schować się za Mamusię, a Misiek
chciałby jeszcze i jeszcze i strasznie na mnie zawsze szczeka! Ale ja jestem twardy i jak już zdecyduję że koniec zabawy to koniec!
.
Ale najbardziej to chyba lubimy się razem wylegiwać, jak to niufy ...
.







Eh, jak to dobrze mieć przyjaciela!



18.07.2010

Psie-pierki ;)

Te ostatnie upalne dni trochę się nam dały we znaki... Uff...

Dziś za to spadł porządny deszcz, i to dokładnie wtedy kiedy przechadzaliśmy się z Tatusiem i Piotrkiem po lesie. Cudownie nas zmoczyło, od razu się lepiej po lesie biegało!

No a kiedy wróciliśmy, trochę mokrzy, do domu, Mamusia postanowiła wykorzystać okazję i zrobiła nam malutką psie... znaczy prze-pierkę.

Najpierw uprała trochę Misia, znaczy futerko pod brodą mu uprała, bo powiedziała że ma strasznie brudne. Widziałem że Misiowi się kąpiel podobała, no to też się nastawiłem, a co sobie będę żałował!

No faktycznie, nie było tak źle, tylko strasznie mokro mi się pod szyją zrobiło kiedy Mamusia skończyła to psie-pranie.

Co prawda wycierała mnie ręcznikiem, ale co to za wycieranie! Od razu postanowiłem to naprawić i pobiegłem się wytarzać w takim specjalnym dołku który Misiek wykopał niedawno na trawniku... ehhh co za przyjemnosć!....


Mamusia dostała ataku śmiechu, ale potem zaczęła na mnie krzyczeć, że niby jak ja teraz wyglądam!
.
No co, naprawdę tak źle wyglądałem ???
.

.
No dobra, trochę się przykurzyłem, ale nie tak znów bardzo, nie przesadzajmy!
.
No ale ludzie często trochę inaczej widzą świat niż my, więc Mamusia postanowiła mnie znów wyprać. Hm...
.
Nie było jej łatwo mnie przekonać, o nie!...
.
W końcu użyła obroży. Poddałem się, no bo co ja biedny pies mogłem zrobić ?...


Ale chętny wcale nie byłem!...
.

.
Strasznie uparta ta moja Mamusia...
.
Prawie taka uparta jak ja!
.


A mnie do śmiechu nie było wcale, o nie ...



Nawet jak mnie znowu wycierała w ten ludzki bezsensowny ręcznik...


Potem zostałem zaprowadzony pod eskortą do domu i nie wolno mi już było wychodzić do ogródka...
.
Trochę się obraziłem...
.
Mamusia mnie próbowała przekupić kawałkiem smakołyka, ale się tak łatwo nie dałem...
.
.
No dobra, potem go zjadłem, ale nie tak od razu. Niech sobie nie myślą że pies swojego honoru nie ma.
.
Gniewałem się aż do kolacji.
.
No cóż, kolacja, wiadomo, to kolacja. Zjeść trzeba :)
.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...