2.04.2012
31.12.2011
Co tu tak piszczy ...
Święta minęły, a śniegu dalej nie ma...
Nie znam się na tym, ale chyba jak śniegu nie ma, to zima nie może nazywać się zimą?
No ale Święta były fajne. Cała rodzinka była w domu i nawet Piotrek przyjechał i trochę z nami pomieszkał! No i na spacery z nami chodził.
Były też prezenty pod choinką. My z Misiem dostaliśmy takie piszczące gumowe zabawki.
Misio się od razu zachwycił:
Jak widać, zachwycił się bardzo intensywnie, przez pół wieczoru wigilijnego piłował tego swojego gumiaczka zębami.
Piszczał on przy tym okrutnie. Gumiaczek oczywiście, nie Misio...
Spytacie pewnie dlaczego tylko przez pół wieczoru.
Ano dlatego, że później już gumiaczek do niczego się nie nadawał...
No a ja...
... muszę przyznać, że z początku nie byłem przekonany do nowej zabawki.
No żeby psu dać do zabawy PORA ???
To ten Mikołaj nie wie, że psy takich warzyw nie jadają???
No kurczę, ani to pachniało, ani wyglądało apetycznie, i jeszcze wytrzeszczało na mnie oczy ...
Trochę byłem zawiedziony, ale tylko na początku. Potem nagle mi się moja gumowa zabaweczka spodobała. No i od tego czasu noszę ją wszędzie ze sobą.
Fajnie się ją nosi w pysku i piszczy. Cała rodzina się cieszy.
No podobno przystojnie z nią wyglądam.
Życzę Wam na nowy Rok, żeby każdy z Was miał jakąś swoją zabaweczkę. To cudna sprawa jest.
23.12.2011
Wesołych!
Moi Drodzy Psy-jaciele, bliscy i dalecy, życzę Wam żebyście zawsze mieli kogo kochać, żeby nie zabrakło Wam nigdy dachu nad głową i suchego legowiska, a Wasze micha niech zawsze będzie pełna.
A na Nowy Roczek życzę (i tu nie ukrywam, że głównie sobie), żeby napadało więcej tego białego zimnego, którego Mamusia nie znosi, a którego mi tak strasznie brak ...
O tak, jak to rok temu było:
Do P-siego Roku!
22.10.2011
Psie wychowanie
Mamusia często powiada że jesteśmy źle wychowani i że nic już nam chyba nie pomoże.
No i ja się pytam czyja tu wina, bo chyba sami to się nie możemy wychować, co nie ?
Ja zresztą uważam że wcale tak źle z nami nie jest. Na ogół jesteśmy całkiem posłuszni,
co prawda może niezbyt szybko reagujemy na komendy, ale w końcu prawie zawsze udaje im się nas namówić do ich wykonania.
... No, może nie do wszystkich komend, ale jednak staramy się jako tako słuchać ...
Zwłaszcza Misio się stara, bo mnie to nie zawsze się chce...
Misio zresztą ostatnio trochę mnie podpatruje i uczy się udawania kompletnej głuchoty, hehe, no ale to też nie moja wina przecież...
Najgorzej jest kiedy oni jedzą różne pyszne rzeczy. Niby nas przy stole nie karmią, ale no przecież żaden mądry pies nie straci nigdy do końca nadziei w sercu na jakiś drobny kęsek ...
No wiem, wiem, nie wolno kłaść pyska na stole, ale co zrobić jak tak coś ładnie pachnie?...
16.10.2011
Jesień lubi psy :)
A psy lubią jesień ...
Hej, to znowu ja, Aron. Misio tu jeszcze pewnie nieraz napisze, ale póki co piszę ja :)
Nareszcie skończyło się lato. Nareszcie jest czym oddychać!
Mamusia co prawda trochę narzeka, że nie lubi marznąć,
ale my przecież wcale nie marzniemy! :)
Jesienią lubimy długie leśne spacery,
nieważne czy świeci słońce, czy nie. Jest fajnie!
Dziś była piękna pogoda, choć podobno dość chłodno było,
nie wiem, nie zwróciłem uwagi ...
Poszliśmy do lasu.
Jesienią las pachnie zupełnie inaczej!
Pod drzewami leży pełno suchych liści i uwielbiam zanurzać
w nich nos. A one tak pięknie szeleszczą ...
Odpoczywać na kupce liści też jest całkiem przyjemnie...

Nie mogę sobie odmówić pokazania Wam jak pięknie było dziś w naszym lesie...
Ładnie, co nie ?
Przyznam, co prawda, że mnie osobiście ładna pogoda
nie jest do szczęścia potrzebna, ale Mamusia się zachwycała,
więc te fotki to trochę dla niej :)
Ja równie dobrze mogę spacerować w deszczu, ach, tak naprawdę to uwielbiam to! Włażę wtedy do wszystkich kałuż po drodze, wącham niezwykłe zapachy mokrych traw i liści... ehh... to jest dopiero frajda!
I kocham to uczucie kiedy jestem już tak bardzo przemoczony, że już bardziej się przemoknąć nie da!
No tak, nie muszę chyba tu pisać, że Mamusia uważa całkiem odwrotnie,
no ale i tak cieszę się ogromnie, że te mokre spacery jeszcze przede mną!
A na koniec zobaczcie kto przyleciał do nas kilka dni temu...
Taki piękny gołąb przyleciał na nasz balkon któregoś dnia przed wieczorem i spał sobie tutaj, chowany za anteną. Na szczęście nic mu nie było, widocznie chciał sobie tylko odpocząć w drodze, bo rano poleciał dalej.
Mamusia nasypała ziarna i postawiła mu na parapecie wodę, ale nie wiem czy skorzystał, bo nie pozwolono mi go bliżej poobserwować.
W naszym domu zawsze są jakieś ptaki, więc nie są dla mnie właściwie żadną atrakcją, ot latają i strasznie hałasują. Misio opowie Wam kiedyś o naszych papugach. Strasznie mu się podobają, Ale to pewnie następnym razem.
5.10.2011
To ja, Misio :)
Witajcie, tym razem to ja, Misio :)
Wpadłem tu na chwilkę, zaproszony przez mojego kumpla, a tak naprawdę to brata :) To jest jego blog, ale pozwolił mi skrobnąć parę słów, więc oto jestem :)
Mieszkam z moją nową rodziną już od półtora roku. Kocham ich bardzo, ale nie zapomniałem mojego pierwszego domku, i mojej pierwszej rodzinki. Mamusia mówiła że tu zaglądają. Dlatego właśnie piszę, żeby wiedzieli że jest mi dobrze i że nie muszą się o mnie martwić :)
Tak naprawdę to na pierwsze imię mam Dragon. Fajne imię, ale tutaj nazywają mnie Misio, bo podobno nie mam w sobie nic ze smoka, a z misia pluszowego i owszem :)
Moja obecna rodzinka bała się też że kiedy będą mnie i Arona wołać, to te nasze imiona się nam będą mylić. Tu bym trochę polemizował, nie wiem niby co by nam się miało mylić. Aron to Aron a Dragon to Dragon. Każdy głupi słyszy. No ale co tam, nie lubię się kłócić. Misio brzmi ładnie. No to niech mają swojego Misia. Jestem ich Misiem i tyle.
Tak jak już pisałem, dobrze mi tu.
Przede wszystkim dzięki mojemu większemu bratu.
Tak naprawdę to on jest młodszy, a ja trochę starszy.
No ale to on jest większy. I cięższy.
Na początku trochę się go bałem. On nie był zbyt zadowolony z mojego przyjazdu. Ja zresztą też nie.
Czułem się nieswojo i obco, choć muszę przyznać że wszyscy od samego początku bardzo dbali żeby nie było mi smutno.
Szybko się do nich przyzwyczaiłem. Są ok.
A najfajniejszy jest Aronek, mój większy brat.
Jesteśmy bardzo zgodnym rodzeństewem. Na początku bywało różnie.
Trochę się czasem sprzeczaliśmy. Ot, takie psie dyskusje.
Ale dziś już jesteśmy bardzo zgodni. Jak prawdziwi bracia.
Zresztą jesteśmy bardzo do siebie podobni. Jeśli nie z twarzy, to na pewno z charakteru i upodobań.
Generalnie najfajniej jest razem się wylegiwać.
A już najfajniej to w kuchni.
Kuchnia to nasze ukochane miejsce w domu.
I do spania ...
i do czuwania:
zwłaszcza kiedy Mamusia coś w kuchni kroi, miesza albo smaruje.
Ehhh, czy życie nie jest wspaniałe ?... Cierpliwemu zawsze wynagrodzi...
W domu mieszka z nami jeszcze parę innych zwierząt, nie wszystkie mają cztery łapy. Opowiem o nich innym razem, jeśli Aron mnie jeszcze zaprosi. Mówi że zaprosi :)
No dobra, to na dziś kończę.
Mógłbym jeszcze długo opowiadać jak mi tu jest, ale późna już godzina i trzeba iść już spać, może jak się sprężę to uda mi się pierwszemu zająć materacyk. Wiadomo, że nie po to żeby na nim spać. Nie da się. Ale kto pierwszy go zaklepie ten wygrywa! No to lecę. Pa!
27.09.2011
Psie zapiski
No i ja też długo nie pisałem. W sumie z tego samego powodu co Mamusia. Komputer nam się zepsuł i tyle. A nawet jak Mamusia zaglądała do Tatusiowego laptopa, to ja nie śmiałem się już napraszać, żeby i mnie puścili. Zresztą wolę pisać po kryjomu, jak sobie na chwilę gdzieś pójdą.
Ot siadujemy sobie czasem razem na kanapie ...
Czas nam miło upływa na pogaduszkach albo na pieszczotach ...
Ale jak tylko Mamusia gdzieś sobie na chwile pójdzie, to ja zaraz myk do komputera...
Tylko się staram pilnować, czy przypadkiem nie wracają.
Misio mi trochę zazdrości tego że piszę bloga, tak sobie czasem myślę że zaproszę go kiedyś żeby coś tu skrobnął, w końcu jest moim najlepszym kumplem.
No ale póki co, to ja tu jestem gospodarzem.
Eeeh, fajnie że już znowu mogę pisać! Życie blogera jest fajne!
18.06.2011
Psia-psiółka :)
Psich znajomych mamy wielu. Ale na ogół widzimy się przez płoty i parkany przy okazji codziennych naszych spacerków. Parę rzuconych naprędce słów, czasem krótkie wąchnięcie na "co słychać" i to tyle.
Są też tacy których wolimy omijać z daleka, nie wiem czemu mają nam za złe że jesteśmy tacy duzi i czarni. A może to że sobie chodzimy na spacery, a oni wciąż zamknięci na podwórku, pewnie im tam nudno i smutno, potrafię to zrozumieć.
Mamy też z Miśkiem prawdziwą psia-psiółkę. Nazywa się Mika i mieszka niedaleko nas. Odwiedzamy się często przez płoty, a czasem nawet uda nam się spotkać na ulicy :)

Są też tacy których wolimy omijać z daleka, nie wiem czemu mają nam za złe że jesteśmy tacy duzi i czarni. A może to że sobie chodzimy na spacery, a oni wciąż zamknięci na podwórku, pewnie im tam nudno i smutno, potrafię to zrozumieć.
Mamy też z Miśkiem prawdziwą psia-psiółkę. Nazywa się Mika i mieszka niedaleko nas. Odwiedzamy się często przez płoty, a czasem nawet uda nam się spotkać na ulicy :)

Subskrybuj:
Posty (Atom)














































