6.06.2010

Psie igraszki

.
I znowu długi rodzinny weekend, ale fajnie było!
.
Dziś Tatuś obwieścił że ponieważ jesteśmy z Miśkiem bardzo grzeczni, w nagrodę dostaniemy do zabawy nowe zabaweczki.
.
Ucieszyłem się bardzo, bo już naprawdę czasem nudno mi było bez zabawek. Wiem że rodzice schowali je przed nami, żebyśmy nie mieli powodu do kłótni, no ale ileż można!
.
No i rzeczywiście dostaliśmy zabawki, każdy dostał swoją. Na wszelki wypadek kazali się nam trochę odsunąć, żebyśmy sobie ich nie podkradali, phi, też coś!
.


.
.
Miśka zabawka bardzo mu się spodobała, nie wypuszczał jej z łap przez całe popołudnie.
.
.


.
.

Moja okazała się być nie aż taka ciekawa, po prostu duża drewniana niby-kość. Ehh, gdyby tak była prawdziwa ...

.
.
.
.
Trochę się nią pobawiłem, głównie żeby nie robić Rodzicom przykrości ...
.
Ale dość szybko mi się znudziła.
.
Nie to, żeby była zupełnie beznadziejna, ot taki sobie kawałek drewna, ani to piszczy, ani nie pachnie, ani nie da się tego pożuć, ani poszarpać się z Tatusiem czy Piotrusiem ...
.
.
.
.
Widząc moją smętną minę, Piotruś pobiegł i przyniósł nie wiedzieć skąd mój ukochany sznureczek, a raczej jego nędzne, ale za to jak ślicznie pachnące, pięknie obślinione resztki ...
.
.
.
.
Ale się ucieszyłem!
.
.
.
.
To dopiero była zabawa!
,

3.06.2010

Psi apetycik

Mamusia mówi że jestem dobrze ułożonym psem, bo nawet do głowy mi nie przychodzi żebranie przy stole...

No, nie byłbym taki pewien czy n i e p r z y c h o d z i mi to do głowy, bo kiedy cała rodzina zasiada do stołu i zaczyna się objadać , to wiele rzeczy mi przychodzi do głowy, hehehe ...

No ale faktycznie, udaję że nic a nic mnie to nie obchodzi. Co najwyżej westchnę sobie głęboko i kładę się z odpowiednio zrezygnowaną miną w kuchni pod oknem...

Misiek też się tego nauczył, na początku próbował trochę rozrabiać, zaczepiał, wtykał nos na stół, próbował ich namówić żeby dali choć kawałeczek, no ale widząc że żadne metody nie skutkuja, kładzie się teraz manifestacyjnie tyłem do stołu i zasypia...





Ja tam nie zasypiam, leżę sobie cichutko i, prawdę mówiąc, staram się nie tracić nadziei że nie zjedzą wszystkiego i coś nam kapnie na koniec.

A żeby o mnie nie zapomnieli, jak tylko usłyszę że skończyli jeść, wstaję i wtykam nos Tatusiowi pod łokieć i mówię - A kuku !

A oni się zawsze z tego śmieją ...






23.05.2010

Słomiane męskie życie

Rzeczywiście, Enzo, długo jakoś nie pisałem na blogu!
.
Ehh, tak jakoś zleciało...
.
A w ostatnich dniach to wręcz nie miałem dostępu do netu, bo Mamusia wyjechała z domu na kilka dni i zabrała ze sobą notebooka. A ja, niestety nie umiem pisać na tym dużym komputerze przy którym siedzą dzieci. Nawet nie wiem jak się go włącza ...
.

No więc kilka dni temu Mamusia zabrała Martusię i gdzieś razem pojechały. Pusto trochę było w domu, ja jednak wolę kiedy rodzinka jest w komplecie. Życie w gronie męskim owszem ma swoje uroki: nikt nie tarmosi mnie ręcznikiem kiedy wracamy z deszczowego spaceru, nikt nie narzeka na ślady ubłoconych łap na podłodze, nie zbiera ciągle naszych kudłów z podłogi i nie szturcha mnie odkurzaczem akurat kiedy w najlepsze sobie drzemię na środku przedpokoju. W ogóle słomiane męskie życie jest super!
.
.
No ale z drugiej strony, nikt się też nie przejmuje tym że nie przepadam za suchą karmą.
.
Mamusia zawsze mi coś dorzuci do smaku, aż przyjemnie sobie pochrupać i nawet michę wylizać.
.
Tatuś niestety uważa że powinienem jest same te suche chrupki. Dobre sobie, niech kiedyś sam spróbuje! Nie są zupełnie niesmaczne, ale nie przepadam za nimi.
.
No i nie zjadam dużo.
.
Przynajmniej pierwszego dnia.
.
Tatuś uważa że jak zgłodnieję to zjem do końca...
.
Na drugi dzień rzeczywiście jestem już trochę bardziej głodny, więc zjadłem trochę więcej.
.
Na trzeci dzień te chrupki wydały mi się trochę smaczniejsze, więc zjadłem prawie wszystko.
.
Czwartego dnia na szczęście przyjechała Mamusia ...
.
Ehh, naprawdę fajnie kiedy wszyscy są w domu!
.
.
I znowu weekendowy spacer po łąkach. Życie jest piękne!!!
.
.











3.05.2010

Psie weekendy.

.
Dobrze wiem co to weekend :)
.
Weekendowe poranki są zupełnie inne od codziennych.
.
Na co dzień Mamusia wstaje pierwsza, schodzi na dół, krząta się tam cichutko, wiem wtedy że w ogóle nie warto się ruszać z miejsca. Śpię dalej i czekam na to aż Tatuś wstanie i wyprowadzi nas na siusiu. I wiem że zaraz sobie pójdą a przed nami długie czekanie na ich powrót.
.
Ale kiedy rano długo się nie ruszają z łóżka, to już wiem że nadszedł weekend!

.
Przychodzę wtedy do Mamusi, kładę łeb tuż koło jej twarzy i mówię nieśmiało: no, może już byście się ruszyli?
.
Mamusia ma na to swoje sposoby, nakrywa się na przykład cała kołdrą, albo odwraca na drugi bok, wtedy idę do Tatusia i próbuję się z nim dogadać. Czasem niestety muszę uzbroić się w cierpliwość i trochę jeszcze poczekać. Ale i tak jestem szczęśliwy, bo wiem że właśnie zaczął się weekend i będziemy cały dzień razem.

.
A kiedy już rodzinka wstanie, to ja tylko czekam na oznaki, że przed nami weekendowa wycieczka!
.
Uwielbiam te wycieczki!
.
Najpierw pakujemy się wszyscy do samochodu. Znaczy oni nas pakują do naszego przedziału z tyłu, a potem siadają sobie osobno, z przodu. Całe szczęście bo w tym naszym przedziale trochę ciasno, pewnie by się nie zmieścili.

.


.
My jakoś się od biedy się mieścimy, ale nie jest łatwo. Szczególnie jak Misiek się rozpycha. Energia go roznosi i czasem muszę na niego warknąć, żeby się uspokoił i przestał wiercić, ale generalnie to zaciskam jednak zęby, bo wiem że podróż nie będzie długa, a w nagrodę ...

.

Ehhh, ze wszystkich zapachów na świecie, najpiękniejszy jest zapach wolności ...
.

Nie ma to jak sobie we dwójkę pobiegać ...
Z Miśka jest nawet niezły kompan, razem biegamy jak szaleni, wynajdujemy sobie różne fajne zapaszki, no i w ogóle fajnie jest!
.
Co prawda potem nieźle jesteśmy zmachani, ale na szczęście można sobie przecież też poleżeć.


Ehhh, kocham te weekendy!!!

19.04.2010

Bieg przez płotki

.
Nasz ogródek jest nieduży, ale bardzo fajny, nawet kiedy nie ma już tych wielkich gór ze śniegu. Tylko że zrobił się ostatnio tylko jakby jeszcze trochę mniejszy, bo mamusia poustawiała jakieś nowe płotki, zupełnie nie wiem po co. Powiedziała że to są zasieki które chronić będą kwiatki przed stadem słoni.
.
Słoni ???
.
O rety, nie mam pojęcia w jaki sposób mają się w naszym ogródku zmieścić jeszcze słonie! Mam nadzieję że to nie będzie kolejna niespodzianka rodziców, tak jak to z Miśkiem było!...
.
.



Tutaj widać te płotki, trochę czujemy się jak za kratkami, hmm..
No, ale skoro Mamusia uważa że tak będzie lepiej, to nie ma co się sprzeczać, nawet jak nie widzę sensu w tym co robi.

Te siatki trochę nam przeszkadzają, jak chcemy sobie poganiać po ogródku, to teraz się musimy trochę naskakać żeby oblecieć wszystkie kąty. Ale spokojnie, dajemy radę :)

Rzecz jasna, te gonitwy to tylko wtedy kiedy nikt nie patrzy, bo jak nas widzą po drugiej stronie płotka, to strasznie na nas krzyczą.

Kiedy rodzice są w domu, to my udajemy że zupełnie wystarczy nam miejsca na tym małym kawałku trawnika, o tak:


A oni udają że nam wierzą ...

19.03.2010

Psi feromon czyli jak uspokoić człowieka

.
Psi nasz żywot płynie sobie powolutku, Misiek przyzwyczaja się do rytmu naszego domowego życia, ja przyzwyczajam się do Miśka. Nie jest źle!
.
Misio zrobił się o wiele spokojniejszy niż był na początku.
.
Trochę jeszcze świruje, kiedy rodzina wychodzi z domu, ale wydaje mi się że powoli dociera do niego, że skoro wrócili już ponad 30 razy, to jest duża szansa że za każdym razem jednak wrócą do domu i nie zostawią nas tu samych. Ja już to wiem i chociaż zawsze mi trochę smutno kiedy sobie idą, to wiem że wrócą i dadzą nam kolację.
.
W celu uspokojenia Miśka, Mamusia i Tatuś zakupili taką specjalną buteleczkę z czymś co nazwali psim feromonem i co podłączyli do kontaktu, żeby wydzielało uspokajający zapach.

Głównie chodziło im o to, że bali się żebyśmy się nie kłócili kiedy zostajemy sami.
.
E tam zaraz kłócić, faktycznie zdarzyło nam się na początku kilka razy nawrzeszczeć sobie w twarz, a nawet kłapnąć i zgrzytnąć zębami, ale to wszystko dlatego, że obaj się chyba baliśmy nowej sytuacji. Ja, bo nie wiedziałem czy przypadkiem ten nowy nie zamierza mnie wygryźć z mojej rodzinki, a on pewnie myślał że jestem jakimś groźnym gościem i że będzie musiał walczyć o pozycję w stadzie.
.
No więc powiesili tę buteleczkę przyczepioną do kontaktu, no i cieszyli się że przestaliśmy się na siebie boczyć i że nauczyliśmy się spędzać te wspólne chwile czekania razem i spokojnie.
.
Trochę tylko się dziwili że lekarstwo które miało uspokajać też Miśkową nadpobudliwość, jakoś nie przeszkadza mu w codziennym rujnowaniu kuchni. Bo on po tym pierwszym występie z kaszami i mąkami, codziennie rano latał do kuchni odkrywać jakieś nowe nie zamknięte szafki, a to obgryzał deskę do krojenia chleba czy drewniane łyżki, a to surowe kartofle z koszyka, jak mama pochowała kartofle, to nawet i cebulę próbował zjeść, a w końcu nawet i sam koszyk… Były też w robocie garnki i patelnie z ostatniej nie zamkniętej szafki, ale tam nic się dało nadgryźć, więc tylko je powyciągał do przedpokoju.
No nie ukrywam, że było na co popatrzeć, he he he.
.
„No widać ten feromon nie jest doskonały” powiedziała Mamusia, „dobrze że chociaż działa tak świetnie na agresję, człowiek może być spokojny o to że się nie pogryzą”.
.
I wszystko było fajnie, aż tu nagle po trzech tygodniach Tatuś zauważył że tego lekarstwa wcale
nie ubywa z buteleczki, a miało wystarczyć tylko na jeden miesiąc.
.
Strasznie się śmiali, kiedy odkryli, że kontakt cały czas był zepsuty i feromon zamiast się wydzielać i uspokajać Miśka, siedział sobie jak dżin w butelce i działał uspokajająco wyłącznie na nich ...
.
No i teraz już wiem że psie feromony uspokoić też mogą ludzi.
.
I o to w sumie chodzi, nie?
.
.
.
To właśnie my i ten "cudowny" feromon...
.

.
.
P.S.Mama stwierdziła że przez tyle lat nikt nie umiał naszej rodziny nauczyć utrzymania porządku w kuchni i chowania wszystkiego na miejsce. Dopiero Misiek to osiągnął...
.

28.02.2010

Psie kudły.

Się pytasz Enzo, czy my czasem sierść gubimy... ehhh, gubimy i owszem ...

Mamusia już właściwie przestała narzekać, no bo na co tu narzekać hehe. Ma się psy kudłate to i ma się te kudły razem z psami :)

Mamusia chyba zresztą do tych naszych kudłów czuje jakąś specjalną sympatię. Nawet się ucieszyła kiedy zobaczyła że Miśka futro jest bardzo gęste i puchate. "Ale będę miała dużo pięknej wełenki" - powiedziała.

W ogóle to chyba lubi wyczesywać nam te nasze futra, chyba nawet dużo bardziej niż my...
Ja to już jestem przyzwyczajony, ale Misiek na początku się trochę temu dziwił.

On jeszcze Mamusi tak dobrze nie zna jak ja, więc kiedy zaczęła go wczoraj czesać, to próbował dać nogę. Nie dało się.

Próbował innych metod, siadał albo kładł się na tej stronie psa którą Mamusia akurat czesała.

Hehe, ale Mamusia się tak łatwo nie zniechęca...

Powiedziała że musi wypróbować nowe narzędzie do wyczesywania i wycinania filców.
No i była z tego narzędzia bardzo zadowolona. A Misiek zrozumiał że nie ma rady i
w końcu wyglądało to tak:



.
Jak widzicie, ja sobie grzecznie leżę i czekam na swoją kolej.
.

.

Widzicie ten kłąb kłaków z boku? Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale Mamusia te nasze kołtunki przebiera i składa do specjalnej torebeczki.

.

Po co? To ja już tego nie wiem, musicie ją zapytać.

22.02.2010

Jakoś nam idzie.

Jak dotąd, najlepiej idą nam wspólne spacery.

Na początku mały strasznie szybko biegał, spieszył się gdzieś czy co?

Strasznie ciągnął prowadzącego go Tatusia.

Ostatnio nauczył się chodzić jak człowiek, znaczy ten... jak pies, normalnie, no i tak sobie razem idziemy przed siebie...






czasem stajemy sobie coś razem powąchać...




albo się na coś pogapić...




W sumie nie mogę narzekać, spacer w parach jest całkiem fajny.

A żebyście zobaczyli miny tych wszystkich psów które mnie zawsze obszczekiwały zza płotów! Teraz to już nie wychylą nosa!

Zresztą miny ludzi są nie lepsze ... Musimy naprawdę nieźle razem wyglądać!


A co jeszcze nam nieźle wychodzi? Wylegiwanie się!

Najpierw sobie tak polegiwaliśmy w oddali ...





Czasem się zdarzyło że trochę bliżej siebie, ale jednak zdystansowani ...




Ostatnio ten dystans się jakby zmniejsza ...


I chyba dobrze, conie?

17.02.2010

Psi-kusy

.
O rety, co to się w naszym domu ostatnio wyprawia!
.
Drodzy moi rodzice, jeśli chodziło wam o to, żeby się wasz kochany Aronek sam w domu nie nudził, no to muszę powiedzieć, że udało się wam znakomicie!
.
Naprawdę, nie sposób się z tym małym nudzić!
.
Pierwszego dnia kiedy zostaliśmy sami, Misiek (zwanym niekiedy przez Mamusię Małym Czortem), biegał najpierw po całym domu jak oszalały, próbował otworzyć drzwi do garażu, ale mu się nie udało, otworzył sobie za to drzwi do salonu, oraz do pokoju babci, gdzie zrzucił z okna dwie doniczki. (Dzielna mamusia mówi że przynajmniej zrobiło się trochę wolnego miejsca na parapecie), po czym wskoczył do kuchni, ponad zaporami ustawionymi w drzwiach i gdzie oczywiście nie wolno nam wchodzić.
.
Porwał dwie naszykowane dla Jasia kanapki i zjadł je razem z papierkiem.
.
Nawet miły z niego gość, zapytał mnie czy chcę jedną, ale wolałem pozostać neutralny, więc grzecznie odmówiłem.
.
Później próbował też grzebać w koszu na śmieci, ale powiedziałem mu żeby sie nie fatygował, bo rodzice juz dawno nie wyrzucają tam niczego ciekawego, od kiedy zauważyli ze mnie tam też ciągnie. Tatuś zresztą zrobił wczoraj takie specjalne zamknięcie do tej szafki, tak że już sobie tam nie zajrzymy ...
.
Dziś też było wesoło.
Misiek postanowił kontynuować eksplorację kuchni, i kiedy zauważył że do kosza już zajrzeć nie można, a lodówka jest mocno zamknięta, zabrał się za szafkę, w której Mamusia trzyma kasze, mąki, makarony i inne mało jadalne rzeczy.
.
Słyszałem jak rodzice zastanawiali się wczoraj czy jakoś ją można zablokować przed Miśkiem, ale wtedy Mamusia powiedziała ze przecież surowe kasze i makarony nie będą go ciągnąć. No to widać że Miska jeszcze nie zna! Wywalił wszystko z dolnych półek, przytargał trochę rzeczy do przedpokoju. Pootwierał wszystko i spróbował. Nie wiem czy mu coś zasmakowało, w każdym razie widok był niezły…
.
.

.
Ja starałem się trzymać od tego z daleka, żeby potem nie było na mnie …
.

.
.
Kiedy Piotrek wrócił do domu obaj udawaliśmy że sobie grzecznie śpimy, a ten bałagan nie ma z nami nic wspólnego...

14.02.2010

I z czego tu się cieszyć ...


No ja tam nie wiem, Wy się tak wszyscy cieszycie, jakby to nie wiem co fajnego było, taki drugi pies w domu...
.
Tak to sobie byłem sam, oczko w głowie mamusi i tatusia, Aronek to, Aronek tamto, wszystkie głaski świata moje, wszystkie smakołyki moje, miejsce pod drzwiami do kuchni moje...

A teraz nie dość że go wszędzie pełno tego Misia, bo biega jak szalony (od kiedy to kurczę blade niufy biegaja???), to jeszcze zabiera mi połowę wszystkiego! Pierwszy układa się wieczorem w sypialni, pierwszy zajmuje mi miejsce przy kuchni, no po prostu skandal! Czasem, jak zdążę to oczywiście wypraszam go ponurym mruknięciem, i on faktycznie sie zmywa. Ale tylko na 15 sekund. Taki namolny jakiś, no.

No widzę, widzę, starają się Ci moi, głaszczą mnie często, mówią do mnie ładnie, mamusia mi tłumaczyła że to dla mojego dobra ten mały do nas przyjechał. Żebym się nie smucił kiedy ich nie ma w domu, żebym miał się z kim bawić patykami, i w ogóle żeby mi było lepiej.

Hmmm, a czy ja się kiedyś skarżyłem ???

No doooobra, przyznaję że może narzekam trochę na wyrost. Może jakoś to będzie ?...

Dziś na przykład bryknął do mnie na spacerze, pewnie chciał się pobawić, i nawet przez moment się zawahałem: a może by.. ? Ale jakoś nie byłem pewien, to chyba za szybko na takie poufałości...




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...