22.10.2011

Psie wychowanie



Mamusia często powiada że jesteśmy źle wychowani i że nic już nam chyba nie pomoże.
No i ja się pytam czyja tu wina, bo chyba sami to się nie możemy wychować, co nie ?

Ja zresztą uważam że wcale tak źle z nami nie jest. Na ogół jesteśmy całkiem posłuszni,
co prawda może niezbyt szybko reagujemy na komendy, ale w końcu prawie zawsze udaje im się nas namówić do ich wykonania.

... No, może nie do wszystkich komend, ale jednak staramy się jako tako słuchać ...

Zwłaszcza Misio się stara, bo mnie to nie zawsze się chce...

Misio zresztą ostatnio trochę mnie podpatruje i uczy się udawania kompletnej głuchoty, hehe, no ale to też nie moja wina przecież...

Najgorzej jest kiedy oni jedzą różne pyszne rzeczy. Niby nas przy stole nie karmią, ale no przecież żaden mądry pies nie straci nigdy do końca nadziei w sercu na jakiś drobny kęsek ...






No wiem, wiem, nie wolno kłaść pyska na stole, ale co zrobić jak tak coś ładnie pachnie?...



Hmmm, nawet z pustego talerzyka jeszcze pachnie ...


16.10.2011

Jesień lubi psy :)


A psy lubią jesień  ...

Hej, to znowu ja, Aron. Misio tu jeszcze pewnie nieraz napisze, ale póki co piszę ja :)

Nareszcie skończyło się lato. Nareszcie jest czym oddychać!

Mamusia co prawda trochę narzeka, że nie lubi marznąć, 
ale my przecież wcale nie marzniemy! :)

Jesienią lubimy długie leśne spacery, 
nieważne czy świeci słońce, czy nie. Jest fajnie!

Dziś była piękna pogoda, choć podobno dość chłodno było,
nie wiem, nie zwróciłem uwagi ...
Poszliśmy do lasu. 


Jesienią las pachnie zupełnie inaczej! 

Pod drzewami leży pełno suchych liści i uwielbiam zanurzać
w nich nos. A one tak pięknie szeleszczą ...


Odpoczywać na kupce liści też jest całkiem przyjemnie...



Nie mogę sobie odmówić pokazania Wam jak pięknie było dziś w naszym lesie...







Ładnie, co nie ?
Przyznam, co prawda, że mnie osobiście ładna pogoda
nie jest do szczęścia potrzebna, ale Mamusia się zachwycała, 
więc te fotki to trochę dla niej :)

Ja równie dobrze mogę spacerować w deszczu, ach, tak naprawdę to uwielbiam to! Włażę wtedy do wszystkich kałuż po drodze, wącham niezwykłe zapachy mokrych traw i liści... ehh... to jest dopiero frajda! 

I kocham to uczucie kiedy jestem już tak bardzo przemoczony, że już bardziej się przemoknąć nie da! 

No tak, nie muszę chyba tu pisać, że Mamusia uważa całkiem odwrotnie, 
no ale i tak cieszę się ogromnie, że te mokre spacery jeszcze przede mną!

A na koniec zobaczcie kto przyleciał do nas kilka dni temu...


Taki piękny gołąb przyleciał na nasz balkon któregoś dnia przed wieczorem i spał sobie tutaj, chowany za anteną. Na szczęście nic mu nie było, widocznie chciał sobie tylko odpocząć w drodze, bo rano poleciał dalej.

Mamusia nasypała ziarna i postawiła mu na parapecie wodę, ale nie wiem czy skorzystał, bo nie pozwolono mi go bliżej poobserwować.

W naszym domu zawsze są jakieś ptaki, więc nie są dla mnie właściwie żadną atrakcją, ot latają i strasznie hałasują. Misio opowie Wam kiedyś o naszych papugach. Strasznie mu się podobają, Ale to pewnie następnym razem.


5.10.2011

To ja, Misio :)

Witajcie, tym razem to ja, Misio :)
Wpadłem tu na chwilkę, zaproszony przez mojego kumpla, a tak naprawdę to brata :) To jest jego blog, ale pozwolił mi skrobnąć parę słów, więc oto jestem :)




Mieszkam z moją nową rodziną już od półtora roku. Kocham ich bardzo, ale nie zapomniałem mojego pierwszego domku, i mojej pierwszej rodzinki. Mamusia mówiła że tu zaglądają. Dlatego właśnie piszę, żeby wiedzieli że jest mi dobrze i że nie muszą się o mnie martwić :)

Tak naprawdę to na pierwsze imię mam Dragon. Fajne imię, ale tutaj nazywają mnie Misio, bo podobno nie mam w sobie nic ze smoka, a z misia pluszowego i owszem :)  

Moja obecna rodzinka bała się też że kiedy będą mnie i Arona wołać, to te nasze imiona się nam będą mylić. Tu bym trochę polemizował, nie wiem niby co by nam się miało mylić. Aron to Aron a Dragon to Dragon. Każdy głupi słyszy. No ale co tam, nie lubię się kłócić. Misio brzmi ładnie. No to niech mają swojego Misia. Jestem ich Misiem i tyle.

Tak jak już pisałem, dobrze mi tu. 

Przede wszystkim dzięki mojemu większemu bratu. 

Tak naprawdę to on jest młodszy, a ja trochę starszy.

No ale to on jest większy. I cięższy.

Na początku trochę się go bałem. On nie był zbyt zadowolony z mojego przyjazdu. Ja zresztą też nie.
Czułem się nieswojo i obco, choć muszę przyznać że wszyscy od samego początku bardzo dbali żeby nie było mi smutno.

Szybko się do nich przyzwyczaiłem. Są ok.

A najfajniejszy jest Aronek, mój większy brat.


Jesteśmy bardzo zgodnym rodzeństewem. Na początku bywało różnie.
Trochę się czasem sprzeczaliśmy. Ot, takie psie dyskusje.


Ale dziś już jesteśmy bardzo zgodni. Jak prawdziwi bracia.


Zresztą jesteśmy bardzo do siebie podobni. Jeśli nie z twarzy, to na pewno z charakteru i upodobań.

Generalnie najfajniej jest razem się wylegiwać.

A już najfajniej to w kuchni.

Kuchnia to nasze ukochane miejsce w domu.

I do spania ...


i do czuwania:




Oj, czuwa się  w kuchni cudownie,
zwłaszcza kiedy Mamusia coś w kuchni kroi, miesza albo smaruje.

Ehhh, czy życie nie jest wspaniałe ?... Cierpliwemu zawsze wynagrodzi...


W domu mieszka z nami jeszcze parę innych zwierząt, nie wszystkie mają cztery łapy. Opowiem o nich innym razem, jeśli Aron mnie jeszcze zaprosi. Mówi że zaprosi :)

No dobra, to na dziś kończę.

Mógłbym jeszcze długo opowiadać jak mi tu jest, ale późna już godzina i trzeba iść już spać, może jak się sprężę to uda mi się pierwszemu zająć materacyk. Wiadomo, że nie po to żeby na nim spać. Nie da się. Ale kto pierwszy go zaklepie ten wygrywa! No to lecę. Pa!




27.09.2011

Psie zapiski



No i ja też długo nie pisałem. W sumie z tego samego powodu co Mamusia. Komputer nam się zepsuł i tyle. A nawet jak Mamusia zaglądała do Tatusiowego laptopa, to ja nie śmiałem się już napraszać, żeby i mnie puścili. Zresztą wolę pisać po kryjomu, jak sobie na chwilę gdzieś pójdą.

Ot siadujemy sobie czasem razem na kanapie ...




Czas nam miło upływa na pogaduszkach albo na pieszczotach ...


 Ale jak tylko Mamusia gdzieś sobie na chwile pójdzie, to ja zaraz myk do komputera...



Tylko się staram pilnować, czy przypadkiem nie wracają.


Misio mi trochę zazdrości tego że piszę bloga, tak sobie czasem myślę że zaproszę go kiedyś żeby coś tu skrobnął, w końcu jest moim najlepszym kumplem.


No ale póki co, to ja tu jestem gospodarzem.




Eeeh, fajnie że już znowu mogę pisać! Życie blogera jest fajne!



18.06.2011

Psia-psiółka :)

Psich znajomych mamy wielu. Ale na ogół widzimy się przez płoty i parkany przy okazji codziennych naszych spacerków. Parę rzuconych naprędce słów, czasem krótkie wąchnięcie na "co słychać" i to tyle.

Są też tacy których wolimy omijać z daleka, nie wiem czemu mają nam za złe że jesteśmy tacy duzi i czarni. A może to że sobie chodzimy na spacery, a oni wciąż zamknięci na podwórku, pewnie im tam nudno i smutno, potrafię to zrozumieć.

Mamy też z Miśkiem prawdziwą psia-psiółkę. Nazywa się Mika i mieszka niedaleko nas. Odwiedzamy się często przez płoty, a czasem nawet uda nam się spotkać na ulicy :)










Bardzo się z Miką lubimy. To przemiła sunia. Zawsze się bardzo cieszy na nasz widok, ale jednak mam wrażenie że trzyma jakiś taki dystans ...


Mama mówi że ona się po prostu trochę boi żeby jej któryś z nas nie nadepnął...












28.05.2011

Nasz psi ogródek

Obaj bardzo lubimy przesiadywać w ogródku. A konkretnie to wylegiwać się.










A ja osobiście najbardziej lubię leżeć pod furtką. Stamtąd najlepiej widać co się dzieje i kto idzie. I można się pogapić albo poszczekać.


Ale najlepiej mi kiedy po prostu sobie leżę i dumam.




Spytacie o czym tak dumam?



O, kochani, taki pies jak ja ma naprawdę dużo spraw do przemyślenia! Nie będę Was tu zanudzał szczegółami, w każdym razie poczynając od drobiazgów typu co się kryje za nowym zapachem przy słupie na rogu ulicy i dlaczego przypomina mi on zapachy ze skwerku przy stacji, a kończąc na kwestiach zasadniczych, takich jak zbyt powolny upływ czasu pomiędzy jednym spacerem a drugim, ciągle mam nad czym się zastanawiać.


Mamusia mówi że jestem typem melacholika, ale to nieprawda, ja po prostu często rozmyślam!





Misio natomiast preferuje czynny wypoczynek, a szczególnie to lubi kopać dołki.



Mamusia i tatuś się trochę denerwują na te dołki, krzyczą na niego trochę, ale Misio mi kiedyś wyznał w zaufaniu że on i tak będzie te dołki kopał, żeby nie wiem jak bardzo rodzice się denerwowali, no bo on po prostu m u s i sobie czasem pokopać i już. Siedzi sobie siedzi spokojnie, aż nagle dochodzi go jakiś fascynujący zapach, no i on biegnie sprawdzić co to, a ten zapach okazuje się że dochodzi spod ziemi. No i on po prosu m u s i się go doszukać. Czasem wygrzebie jakąś starą kość, którą zakopał pies poprzednich właścieli naszego ogródka, a czasem nie ma tam nic, a przynajmniej niczego się nie udaje za pierwszym kopaniem znaleźć. Często na to pomaga drugie kopanie, parę dni później, no i głębiej...



No i ja to rozumiem. To jest pasja!



Mamusia chyba jednak nie rozumie tej Misiowej pasji, a najbardziej denerwuje się jak te dołki znajdują się obok jakiejś jej roślinki, czasem co prawda Misio odkłada na bok roślinkę, bo mu przeszkadza, ale to i tak nie pomaga na Mamusi humor.



No żeby utrudnić Misiowi kopanie wśród roślin, Mamusia podwyższyła ogródkowe płotki. O, takie są już wysokie:







Trochę mi było żal Mamusi, bo się namęczyła przy tej robocie, no i mówiła przy tym że ma nadzieję że przez taki wysoki płotek żadnemu czarnemu potworowi się nie uda przeskoczyć. Rzeczywiście nie widziałem żeby jakiś czarny potwór próbował go przeskoczyć.




No ale za to Misio ...






Miałem pocieszyć Mamusię że to w każdym razie nie był żaden czarny potwór, ale ... co będę na kumpla donosił ...

26.03.2011

Pees.

Nie ma jednak róży bez kolców. Zapomniałem napisać, że mamusia czasem zagradza nam wejście do kuchni takim płotkiem i musimy siedzieć w przedpokoju.
Podobno podłoga musi wychnąć. Ja tam nie wiem, mi mokra zupełnie nie przeszkadza.
No ale jak mus to mus.

Leżę po drugiej stronie grzecznie, ale minę mam odpowiednią, żeby wiedziała jaką krzywdę mi wyrządza!




23.03.2011

O, psia kuchnia!

Kuchnia, jak powszechnie wiadomo, jest najważniejszym miejscem w domu. Przynajmniej u nas.



W kuchni dzieje się dużo niezwykle ciekawych rzeczy, ciągle coś pachnie albo coś ciekawego słychać.



Najciekawszy dźwięk wydają otwierane drzwi do lodówki. Oooo, wtedy trzeba być w pogotowiu!



W naszym domu najpierw była stara i bardzo mała kuchnia. Taka mała, że obaj ledwo się mieściliśmy.



No, znaczy oficjalnie to żaden z nas się tam nie mieścił, bo nie wolno nam tam było wchodzić...



Rzecz jasna, kiedy byliśmy sami, ten zakaz nie obowiązywał. To znaczy być może i obowiązywał, ale jakoś zdarzało się nam o tym zapomnieć.



A oficjalnie to pełniliśmy wartę przed drzwiami do kuchni, o tak:






Bo drzwi to w tej kuchni wcale nie było. Zresztą teraz też nie ma.
Te butle to tak stały, że niby przeszkoda taka, miała nam uniemożliwiać wchodzenie do środka.

Powiem wam w tajemnicy, że marna to była przeszkoda, hehe. Już najbardziej to ona przeszkadzała innym domownikom, bo się biedni zawsze namęczyli żeby między nimi przejść. No a my, kiedyśmy już tam chcieli wejść, ani trochę się nie męczyliśmy. Wcale a wcale :)





Kiedy nie pełniliśmy warty przy butlach, zostawało nam już tylko wyczekiwanie w przedpokoju, a może ktoś coś ciekawego do jedzenia wyniesie z kuchni i coś nam się trafi?
.
.








Eh, no ciężkie to było życie. Takie życie wygnańców kuchennych...



No ale niedawno okazało się, że jak się o czymś marzy z całego serca, to marzenia się spełniają. Mamusia zresztą tak mówi i ja osobiście uważam, że ma całkowitą rację.

Zawsze marzyłem żeby w kuchni zamieszkać. No i proszę, spełniło się!



Nie, nie przenieśliśmy się do kuchni, to raczej ona przeniosła się do nas...



Często sobie z Misiem pomieszkiwaliśmy w takim jednym dużym pokoju, bo tam kafle są na podłodze i zawsze jakoś chłodno i przyjemnie jest. No i kiedyś okazało się że kuchnia się tam właśnie przeniosła!



Co za radość!



I nikt nas z tej nowej kuchni nie wypędził. Z wygnańców staliśmy się kuchennymi rezydentami!
.
Możemy sobie do woli siedzieć i leżeć, spać albo obserwować co się w naszej kuchni dzieje.

A dzieje się, ciągle coś się dzieje!
.
.




Życie kuchennych rezydentów jest po prostu cudowne!...







11.03.2011

Psie spanko

Jest nas dwóch, a materacyk mamy jeden.

Mamusia już nie raz się przymierzała do tego, żeby nam zrobić drugi, ale w końcu zawsze rezygnuje, i ma w sumie rację.

Dlaczego?

Dlatego że żaden z nas nie chce na nim spać dłużej niż przez chwilę.

Za to strasznie się do niego ścigamy!

Kto pierwszy wpadnie wieczorem do sypialni, ten zaraz zajmuje materacyk i dumnie sobie na nim leży, a ten drugi musi kłaść się na gołej podłodze...

Co prawda jest to wygrana na pięć minut, bo długo żaden z nas nie wyleży na materacu za żadne skarby. Ale jednak wygrana.

Na materacu jest stanowczo za ciepło i za miękko. Dlatego resztę nocy spędzamy na podłodze.

Ale jednak fajnie jest się czasem bachnąć na materacyk!







Na ostatnim zdjęciu widać że Mamusia zmieniła naszemu materacykowi ubranko. Musiała je zmienić , bo stare się całkiem zniszczyło, od kiedy Misio postanowił sprawdzić co jest w środku :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...