19.03.2010

Psi feromon czyli jak uspokoić człowieka

.
Psi nasz żywot płynie sobie powolutku, Misiek przyzwyczaja się do rytmu naszego domowego życia, ja przyzwyczajam się do Miśka. Nie jest źle!
.
Misio zrobił się o wiele spokojniejszy niż był na początku.
.
Trochę jeszcze świruje, kiedy rodzina wychodzi z domu, ale wydaje mi się że powoli dociera do niego, że skoro wrócili już ponad 30 razy, to jest duża szansa że za każdym razem jednak wrócą do domu i nie zostawią nas tu samych. Ja już to wiem i chociaż zawsze mi trochę smutno kiedy sobie idą, to wiem że wrócą i dadzą nam kolację.
.
W celu uspokojenia Miśka, Mamusia i Tatuś zakupili taką specjalną buteleczkę z czymś co nazwali psim feromonem i co podłączyli do kontaktu, żeby wydzielało uspokajający zapach.

Głównie chodziło im o to, że bali się żebyśmy się nie kłócili kiedy zostajemy sami.
.
E tam zaraz kłócić, faktycznie zdarzyło nam się na początku kilka razy nawrzeszczeć sobie w twarz, a nawet kłapnąć i zgrzytnąć zębami, ale to wszystko dlatego, że obaj się chyba baliśmy nowej sytuacji. Ja, bo nie wiedziałem czy przypadkiem ten nowy nie zamierza mnie wygryźć z mojej rodzinki, a on pewnie myślał że jestem jakimś groźnym gościem i że będzie musiał walczyć o pozycję w stadzie.
.
No więc powiesili tę buteleczkę przyczepioną do kontaktu, no i cieszyli się że przestaliśmy się na siebie boczyć i że nauczyliśmy się spędzać te wspólne chwile czekania razem i spokojnie.
.
Trochę tylko się dziwili że lekarstwo które miało uspokajać też Miśkową nadpobudliwość, jakoś nie przeszkadza mu w codziennym rujnowaniu kuchni. Bo on po tym pierwszym występie z kaszami i mąkami, codziennie rano latał do kuchni odkrywać jakieś nowe nie zamknięte szafki, a to obgryzał deskę do krojenia chleba czy drewniane łyżki, a to surowe kartofle z koszyka, jak mama pochowała kartofle, to nawet i cebulę próbował zjeść, a w końcu nawet i sam koszyk… Były też w robocie garnki i patelnie z ostatniej nie zamkniętej szafki, ale tam nic się dało nadgryźć, więc tylko je powyciągał do przedpokoju.
No nie ukrywam, że było na co popatrzeć, he he he.
.
„No widać ten feromon nie jest doskonały” powiedziała Mamusia, „dobrze że chociaż działa tak świetnie na agresję, człowiek może być spokojny o to że się nie pogryzą”.
.
I wszystko było fajnie, aż tu nagle po trzech tygodniach Tatuś zauważył że tego lekarstwa wcale
nie ubywa z buteleczki, a miało wystarczyć tylko na jeden miesiąc.
.
Strasznie się śmiali, kiedy odkryli, że kontakt cały czas był zepsuty i feromon zamiast się wydzielać i uspokajać Miśka, siedział sobie jak dżin w butelce i działał uspokajająco wyłącznie na nich ...
.
No i teraz już wiem że psie feromony uspokoić też mogą ludzi.
.
I o to w sumie chodzi, nie?
.
.
.
To właśnie my i ten "cudowny" feromon...
.

.
.
P.S.Mama stwierdziła że przez tyle lat nikt nie umiał naszej rodziny nauczyć utrzymania porządku w kuchni i chowania wszystkiego na miejsce. Dopiero Misiek to osiągnął...
.

28.02.2010

Psie kudły.

Się pytasz Enzo, czy my czasem sierść gubimy... ehhh, gubimy i owszem ...

Mamusia już właściwie przestała narzekać, no bo na co tu narzekać hehe. Ma się psy kudłate to i ma się te kudły razem z psami :)

Mamusia chyba zresztą do tych naszych kudłów czuje jakąś specjalną sympatię. Nawet się ucieszyła kiedy zobaczyła że Miśka futro jest bardzo gęste i puchate. "Ale będę miała dużo pięknej wełenki" - powiedziała.

W ogóle to chyba lubi wyczesywać nam te nasze futra, chyba nawet dużo bardziej niż my...
Ja to już jestem przyzwyczajony, ale Misiek na początku się trochę temu dziwił.

On jeszcze Mamusi tak dobrze nie zna jak ja, więc kiedy zaczęła go wczoraj czesać, to próbował dać nogę. Nie dało się.

Próbował innych metod, siadał albo kładł się na tej stronie psa którą Mamusia akurat czesała.

Hehe, ale Mamusia się tak łatwo nie zniechęca...

Powiedziała że musi wypróbować nowe narzędzie do wyczesywania i wycinania filców.
No i była z tego narzędzia bardzo zadowolona. A Misiek zrozumiał że nie ma rady i
w końcu wyglądało to tak:



.
Jak widzicie, ja sobie grzecznie leżę i czekam na swoją kolej.
.

.

Widzicie ten kłąb kłaków z boku? Nie wiem dokładnie o co chodzi, ale Mamusia te nasze kołtunki przebiera i składa do specjalnej torebeczki.

.

Po co? To ja już tego nie wiem, musicie ją zapytać.

22.02.2010

Jakoś nam idzie.

Jak dotąd, najlepiej idą nam wspólne spacery.

Na początku mały strasznie szybko biegał, spieszył się gdzieś czy co?

Strasznie ciągnął prowadzącego go Tatusia.

Ostatnio nauczył się chodzić jak człowiek, znaczy ten... jak pies, normalnie, no i tak sobie razem idziemy przed siebie...






czasem stajemy sobie coś razem powąchać...




albo się na coś pogapić...




W sumie nie mogę narzekać, spacer w parach jest całkiem fajny.

A żebyście zobaczyli miny tych wszystkich psów które mnie zawsze obszczekiwały zza płotów! Teraz to już nie wychylą nosa!

Zresztą miny ludzi są nie lepsze ... Musimy naprawdę nieźle razem wyglądać!


A co jeszcze nam nieźle wychodzi? Wylegiwanie się!

Najpierw sobie tak polegiwaliśmy w oddali ...





Czasem się zdarzyło że trochę bliżej siebie, ale jednak zdystansowani ...




Ostatnio ten dystans się jakby zmniejsza ...


I chyba dobrze, conie?

17.02.2010

Psi-kusy

.
O rety, co to się w naszym domu ostatnio wyprawia!
.
Drodzy moi rodzice, jeśli chodziło wam o to, żeby się wasz kochany Aronek sam w domu nie nudził, no to muszę powiedzieć, że udało się wam znakomicie!
.
Naprawdę, nie sposób się z tym małym nudzić!
.
Pierwszego dnia kiedy zostaliśmy sami, Misiek (zwanym niekiedy przez Mamusię Małym Czortem), biegał najpierw po całym domu jak oszalały, próbował otworzyć drzwi do garażu, ale mu się nie udało, otworzył sobie za to drzwi do salonu, oraz do pokoju babci, gdzie zrzucił z okna dwie doniczki. (Dzielna mamusia mówi że przynajmniej zrobiło się trochę wolnego miejsca na parapecie), po czym wskoczył do kuchni, ponad zaporami ustawionymi w drzwiach i gdzie oczywiście nie wolno nam wchodzić.
.
Porwał dwie naszykowane dla Jasia kanapki i zjadł je razem z papierkiem.
.
Nawet miły z niego gość, zapytał mnie czy chcę jedną, ale wolałem pozostać neutralny, więc grzecznie odmówiłem.
.
Później próbował też grzebać w koszu na śmieci, ale powiedziałem mu żeby sie nie fatygował, bo rodzice juz dawno nie wyrzucają tam niczego ciekawego, od kiedy zauważyli ze mnie tam też ciągnie. Tatuś zresztą zrobił wczoraj takie specjalne zamknięcie do tej szafki, tak że już sobie tam nie zajrzymy ...
.
Dziś też było wesoło.
Misiek postanowił kontynuować eksplorację kuchni, i kiedy zauważył że do kosza już zajrzeć nie można, a lodówka jest mocno zamknięta, zabrał się za szafkę, w której Mamusia trzyma kasze, mąki, makarony i inne mało jadalne rzeczy.
.
Słyszałem jak rodzice zastanawiali się wczoraj czy jakoś ją można zablokować przed Miśkiem, ale wtedy Mamusia powiedziała ze przecież surowe kasze i makarony nie będą go ciągnąć. No to widać że Miska jeszcze nie zna! Wywalił wszystko z dolnych półek, przytargał trochę rzeczy do przedpokoju. Pootwierał wszystko i spróbował. Nie wiem czy mu coś zasmakowało, w każdym razie widok był niezły…
.
.

.
Ja starałem się trzymać od tego z daleka, żeby potem nie było na mnie …
.

.
.
Kiedy Piotrek wrócił do domu obaj udawaliśmy że sobie grzecznie śpimy, a ten bałagan nie ma z nami nic wspólnego...

14.02.2010

I z czego tu się cieszyć ...


No ja tam nie wiem, Wy się tak wszyscy cieszycie, jakby to nie wiem co fajnego było, taki drugi pies w domu...
.
Tak to sobie byłem sam, oczko w głowie mamusi i tatusia, Aronek to, Aronek tamto, wszystkie głaski świata moje, wszystkie smakołyki moje, miejsce pod drzwiami do kuchni moje...

A teraz nie dość że go wszędzie pełno tego Misia, bo biega jak szalony (od kiedy to kurczę blade niufy biegaja???), to jeszcze zabiera mi połowę wszystkiego! Pierwszy układa się wieczorem w sypialni, pierwszy zajmuje mi miejsce przy kuchni, no po prostu skandal! Czasem, jak zdążę to oczywiście wypraszam go ponurym mruknięciem, i on faktycznie sie zmywa. Ale tylko na 15 sekund. Taki namolny jakiś, no.

No widzę, widzę, starają się Ci moi, głaszczą mnie często, mówią do mnie ładnie, mamusia mi tłumaczyła że to dla mojego dobra ten mały do nas przyjechał. Żebym się nie smucił kiedy ich nie ma w domu, żebym miał się z kim bawić patykami, i w ogóle żeby mi było lepiej.

Hmmm, a czy ja się kiedyś skarżyłem ???

No doooobra, przyznaję że może narzekam trochę na wyrost. Może jakoś to będzie ?...

Dziś na przykład bryknął do mnie na spacerze, pewnie chciał się pobawić, i nawet przez moment się zawahałem: a może by.. ? Ale jakoś nie byłem pewien, to chyba za szybko na takie poufałości...




10.02.2010

O, psia kość ...

No to już wiem co to była za niespodzianka ...

Wyszliśmy sobie dziś z Tatusiem na spacer, aż tu nagle podchodzi do nas mały czarny kudłacz,
o taki:



Przywitaliśmy się jak dwa kumple, powąchaliśmy się tu i tam ...




Połaziliśmy trochę razem po skwerku, a potem się nagle okazało, że on wraca w tę samą stronę co my...

No i tak krok za krokiem, wrócił z nami do domu i został!!!



Nawet i fajny jest ten kumpel. Na imię ma Dragon. Można też mówić do niego Misiak.

Jak na niufka to strasznie jest ruchliwy i wszędzie go pełno. I aż nie chce mi się wierzyć że jest ode mnie o rok starszy, bo wygląda jak mój młodszy brat.

Biega za wszystkimi, zagląda w każdy kącik, a nawet do mojej prywatnej michy ...

No ja nie wiem co to właściwie ma znaczyć.
.
Że od dziś jest nas kilerów dwóch?
.
Mamusia co prawda mówiła coś wczoraj o końcu mojego jedynactwa,
hmm... ale żeby to aż tak na poważnie było ???
.
Mamusia mówi żebym nie wpadał w psią depresję, bo na pewno się niedługo pokochamy...
Hmmmm........
.
Chyba będę musiał się z tym problemem przespać ...
.
.




7.02.2010

Zima trzyma

I ja osobiście bardzo się z tego cieszę :)



Ehh, jakie to szczęście że nie mieszkamy w tropikach :)
.
Widać po minie, że jestem szczęśliwym psem, prawda ?
.
.
Co prawda, ostatnio trochę podejrzliwie przyglądam się rodzince, chodzą i po kątach coś tam poszeptują, coś kombinują na boku ale nie chcą mi nic powiedzieć...
.
Hmm... jakaś rozróba się szykuje, czy co...
.
Nic to, pożyjemy, zobaczymy, ja jestem pies cierpliwy, doczekam sie,
w końcu będą się musieli wygadać!
.


30.01.2010

Pies kanapowy

Czasem sobie tak myślę, że trochę jestem człowiekiem.

Zresztą słyszałem kiedyś, że mamusia mnie o to podejrzewa.

Mówi że jestem do nich bardzo podobny. Do nich, do mojej ludzkiej rodziny. Taki sam charakter.

No i jak im się przyjrzeć z bliska, to rzeczywiście jest w tym trochę racji.

Wieczory spędzamy podobnie. Ja się wyleguję przed telewizorem, oni siedzą niedaleko na kanapie.

Czasem sobie siadam tak jak oni.


Trochę mi co prawda niewygodnie, ale zauważyłem że oni się z tego cieszą, więc czasem tak sobie lubię z nimi posiedzieć. Mama zawsze pyta, czy podać mi kawki, ale myślę że to tylko taki żart, bo jeszcze nigdy mi tej kawki nie podała.


Za długo się na tej kanapie nie da wysiedzieć ...



...no chyba że uda mi się wtrynić do kogoś na pieszczochy, wtedy to zupełnie co innego!


17.01.2010

Łebska rozmowa.

Mówić tak jak ludzie nie umiem.
.
Mamusia bardzo tego żałuje. Tatuś jej tłumaczy, że przecież kiedy im chcę powiedzieć coś ważnego, to szczekam.
.
A poza tym umiem wyrażać swoje uczucia przy pomocy ogona, uszu, oraz różnych min które do nich stroję.
.
To wszystko prawda. Ale mam jeszcze jeden niezawodny sposób. Mój wielki, czarny, kudłaty, psi łeb.
.
Wtryniam go tam, gdzie tylko mogę. I patrzę. Tylko patrzę. Ale za to jak!
.
Na mamusię, kiedy za długo siedzi przy laptopie...
.

.
Albo przy tych swoich błyszczących zabaweczkach ...
.


.
Na tatusia, kiedy patrzy wieczorem w telewizor, choć już przecież dawno nadeszłą moja spacerowa godzina...
.
.
Można by to nazwać wściubianiem nosa ...
.
.
Ale tak naprawdę liczy się spojrzenie...
.
.
A jak za długo śpią w sobotę, to wtedy moja głowa położona na ramieniu mamusi potrafi ważyć tyle co cały ja. Staram się jak mogę. I to działa!
.


To takie moje łebskie rozmowy z ludzmi ...



9.01.2010

Ja jestem pies na zimę :)

Nie rozumiem, mamusiu, dlaczego nie lubisz zimy?...

Jest przecież wspaniale!

Cały świat wygląda o wiele ładniej...




Wszystko pachnie o wiele ciekawiej, co z tego że trochę głębiej trzeba szukać...


Ze śniegiem lepiej smakują nawet patyczki ...



W lesie można spotkać dziwnych facetów ...


Uwielbiam włazić pod zaśnieżone drzewa ...

Albo klapnąć sobie i ochłodzić portki...

Albo całkiem się rozłożyć i zakopać w śniegu ...




No dobra, tutaj tatuś mi trochę pomógł, bo akurat odśnieżał, a ja się rozłożyłem tuż obok...


Ale czyż ten śnieg nie jest rozkoszny ?...

Tylko szkoda, że zima jest tak rzadko, co nie? ...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...